Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Janusz Przymanowski’

Tym razem – starożytnym blogowym zwyczajem – zostawiam łaknącym, dla ukojenia tęsknoty, wyimek z literatury.

Młynarczuki czekają przy schodach, ciągną mnie pod wiatrak i każą przyłożyć ucho do tramu. Rzeczywiście warto – skute obręczami belki przenoszą zgrzyty, skrzypy, łomoty i postukiwania, chrzęsty i jęki. Każdy dźwięk można wyłowić pojedynczo, ale kiedy słuchać ich razem, to się splatają w połyskliwy, drgający warkocz.
– Gra? – pyta najstarszy Piegus.
– Jak żywy.
– Dasz swego noża na pikuty?
– Dam.
– To jeszcze ciekawsze zobaczysz.

Prowadzi w górę po głazach, aż do desek i pokazuje żebym patrzył przez dziurę. W dziwacznym skrócie od dołu widać baby wiążące worki z mąką, chłopów wlokących je do windy, czasem but, albo bosą stopę tuż przy oku, a wszystko owiane niespokojnym pyłem, złotym w przenikającym szpary słońcu. Złażę i znowu przykładam ucho do tramu. Wiatrakom muzyka przeszła na wyższe tony, poweselała, śmiga aż świszczy.
– Nie chcesz patrzeć? – pyta Piegus z błyszczącymi oczami i przesuwa językiem po spierzchniętych wargach.
– Wolę słuchać.
– Nie widziałeś, że bez majtków chodzą? – Jest wyraźnie zawiedziony moim brakiem zainteresowania. Drapie się za uchem i nagle komenderuje: – Pokazujta ptaszki. Wszyscy.

Spuszcza portki, zadziera koszulę. Dwaj młodzi robią to samo.
– Ty też.
– Nie chcę.
– Nasze widziałeś, a swojego nie pokażesz? – dopina rozporek, zaciąga mocno pasek. – Takiś ślachta?
Idzie ku mnie. Chcę go odepchnąć, ale chwyta za rękę, i, szarpnąwszy z całej siły, obala mnie na ziemię.
– Dawaj jajka, dawaj – pokrzykuje trzymając za gardło i cisnąc kolanem podbrzusze. – Dawaj, bo ci utnę oba smutne.

Wołania o pomoc spod oszalałego wiatraka i tak nikt nie usłyszy. Korzystając z tego, że sięga do kieszeni po kozik i luzuje uchwyt, kąsam go w rękę. Spada na bok, a ja odskakuję ku deskom, żeby w razie czego szurnąć do chłopskich wozów. Siada i odsysa krew ze skaleczonej dłoni.
– Przecież żarty – mówi jeden z młodszych.
– Wstyd mu, bo pewno ma kropiaste jak przepiórka – kpi skaleczony, ale po trawie turla w moją stronę papierówkę. – Nie pokażesz?
Potrząsam uparcie głową.
– Jak chcesz kropkowane jajko zobaczyć to spojrzyj w lustro.
Nie odpowiada. Patrząc spode łba wysysa skaleczenie. W oczach nie ma gniewu. Wiec i ja nadgryzam jabłko na znak pojednania.
– Pokażesz jak mnie przewróciłeś? Chcę się nauczyć. Huszic?
– Klapszeric. Ale to nie znaczy zgoda, tylko dzień dobry.
– Nie szkodzi. Pokażesz?

Nie odpowiada. Wyłazi z kąta, schyla głowę poniżej desek. Co tam znów wypatrzył? Nadchodzi Emilka, niesie na plecach worek. Ziarna w nim ledwo ćwierć, więc nie czekając na windę, wspina się po schodkach. Piegus wysuwa głowę na zewnątrz, skręca szyję i podgląda., bo one są tylko z poziomych desek i wszystko widać od dołu. Mam ochotę dowiedzieć się czy Emilka też chodzi bez, ale nie pytam.

Włażę na kamienie, sadowię się blisko tramu. Dotykając policzkiem drewna słucham rozpędzonego wiatraka i po chwili odczuwam coś dziwnego: myśli rozłażą się na wszystkie strony, jak kury za stodołą, rozgrzebujące piach w poszukiwaniu ziaren. Trafiają na siekierę pana Łapy i szklaną kulę przy karbidowej lampie szewca Kura, na postrzeloną wronę i anioła wigilijnego, otwarte usta zasłuchanej Emilki i uśmiech pana Guntermana przelewającego do kwarty oranżadę lepką od słodkości.

Czy śmigi, gdy wieje wiatr, stają się choć odrobinę żywe i też się cieszą?

Czy Marszałek ma wiatrak, z którego widzi całą Polskę> Czy kiedy noc jest bezwietrzna i cicha, można czasem usłyszeć kroki Kulawego trzepiącego pytle?

Jest mi podobnie jak w czasie choroby, kiedy żeglowałem po różowych obłokach – dziwnie, ale dobrze. Nie wiem ile czasu jeszcze bym tak siedział, gdyby nie pęcherz. Młynarczukl też donikąd nie poszły. Słuchają.

Nie schodząc z granitowych głazów podciągam nogawkę krótkich spodenek i siusiam w dół wielkim łukiem. Niech zobaczą, że nie mam kropiastych jak przepiórcze.

(Fragment powieści „Pościg za horyzontem”. Jest rok 1929 i relacjonujący wydarzenia bohater ledwo ukończył siedem lat).

Janusz Przymanowski, Pościg za horyzontem
Kamena nr 18 (811) 26 sierpnia – 8 września 1984)

W biogramie Przymanowskiego na stronie IBL można znaleźć następującą informację:

Ceglane gniazdo. [Powieść]. Powst. 1986. Druk fragmentów pt. Kara śmierci. „Panorama” 1987 nr 3. Powieść o latach 1925-1930 (w maszynopisie 700 s.) miała stanowić tom 1 epickiego cyklu pt. Pogoń za horyzontem.

Fragment drukowany w lubelskim dwutygodniku społeczno-kulturalnym Kamena badacze przegapili.

Read Full Post »

W nocy przyszedł deszcz i pierwsza wiosenna burza, sygnalizowana tylko grzmotem gdzieś w oddali na północy, ale jednak. Dzień jest umiarkowanie ciepły (5-8°C?), rankiem silnie mglisty, po południu znów deszczowy. Pożyczyłem Barbarze parasol (odzyskam?), żeby nie przemokła, wracając do domu. Bo dzisiaj na obiedzie był nie tylko brat, ale i bratowa. Kopytek szczęśliwie wystarczyło dla wszystkich.
Po południu słucham kolejnych rozmów z Jarosławem Molendą, który wydał niedawno kolejną biografię, tomiszcze „Czterej pancerni i pisarz. Opowieść o Januszu Przymanowskim, który »Rudym 102« zawojował całą Polskę” i intensywnie promuje dzieło, starając się przedstawiać Przymanowskiego od jak najgorszej strony. Na mnie działa to w sposób chyba odwrotny, od zamierzonego: Przymanowski zaczyna mi się wydawać coraz ciekawszą postacią (z interesującym życiorysem), a sam Molenda coraz mniejszym człowieczkiem. Książki nie kupię, bo nie mam zaufania ani do warsztatu autora, ani do wniosków, które wyciąga z materiałów, na których pracował.

Read Full Post »

Kunegunda zjawiła się przed osiemnastą.
– Wchodź, wchodź, otwarte! – krzyknąłem z pokoju, gdy rozległ się dzwonek do drzwi.
Wiedziałem, że to bratanica. Mama uprzedziła mnie telefonem, że młoda wybiera się do miasta.
– Cześć stryjek – przywitała się Kunegunda.
– Zaraz do ciebie przyjdę, tylko poprawię babci łóżko.
Szybko zwałowałem poduszki, przykryłem babkę kołdrą i wyszedłem do przedpokoju.
– Przywiozłam twoje dzienniki – powiedziała Kunegunda wręczając mi dwie wypchane makulaturą torby.
Nie pamiętałem, że aż tyle tego na wsi zostało.
– Dzięki.
Odebrałem pakunki i rzuciłem na łózko w pokoju.
– Pomyślałam, że wyręczę babcię – wyjaśniła Kunegunda.
Przy ostatniej wizycie mamy poprosiłem, żeby poszukała pudła z moimi zapiskami i korespondencją¹ (i dodatkowo egzemplarza „Forteli Jonatana Koota” który dostałem na zakończenie IV klasy podstawówki za wzorowe czytelnictwo „oraz aktywny udział w zajęciach Biblioteki”).
– A to mój kolega. Ingwar – Kunegunda przedstawiła mi drobnego chłopczyka stojącego za nią w mrokach przedpokoju.
Bo przyjechała do miasta samochodem. Ze starszym kolegą².
– Ingwar – powiedział Ingwar.
– Darek – odpowiedziałem, ściskając wyciągniętą do powitania dłoń.
– Może chcecie coś wypić? Soku, herbaty? Posiedzicie chwilę? – spytałem Kunegundy.
– Ja tylko z łazienki skorzystam i polecimy.
– Macie jakieś plany? Gdzieś się wybieracie? – zwróciłem się do Ingwara.
– Jak przestanie padać, to pewnie gdzieś zajdziemy.
– To zapraszam… – wskazałem ręką w stronę kuchni i nowych krzeseł. – Można usiąść i poczekać.
– Dziękuje, ale tu w fotelu też będzie dobrze – odpowiedział Ingwar, siadając w fotelu stojącym w przedpokoju przy stoliku z telefonem.
Siadł i od razu wyciągnął komórkę.
– Jak uważasz…
Na szczęście Kunegunda nie korzystała z łazienki długo, więc uniknęliśmy chwili krepującego milczenia (lub – co gorsze – jakichś niezręcznych pytań z mojej strony).

Reszta wieczoru mija mi na słuchaniu nowej płyty Bruna De Sa i podklejaniu grzbietu powieści Przymanowskiego, której nie posłużyło intensywne użytkowanie przez małoletnią Kunegundę³.

__________
¹
– Przed remontem było na dolnej półce regału po prawej, ale teraz to nie mam pojęcia gdzie stoi. Mam nadzieję, że w ogóle jeszcze jest.
– Na pewno jest. Nie wyrzucałam żadnych twoich rzeczy.
Okazało się, że jest i nawet nadal stało tam, gdzie powinno stać.
² Wiem od mamy, której przedstawiała Ingwara jakoś pod koniec wakacji, że to tegoroczny maturzysta. I że młoda poznała go na osiemnastce u koleżanki.
³ Bratanica – że przypomnę czytelnikom, którzy są tu od niedawna, a zaniedbali lekturę archiwalnych wpisów – w wieku przedszkolnym lubiła przy wizytach u moich rodziców oglądać okładki wyciąganych z półek książek.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij