Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Fiolka’

3:34 Pobudka.
W nocy nieźle przylało.
4:02 Majster.
Samochód pana K. sypie się coraz mocniej. Kilka kilometrów przed celem musimy stanąć, by uzupełnić wodę w chłodnicy.
4:37-12:50 Na budowie w Ż.
W piwnicy stoi woda. Można otynkować tylko sufit, a i to z trudnościami.
10:00 Śniadanie i decyzja, że dajemy już sobie spokój z robotą. Akurat zjawiła się Fiolka – majster omawia z nią sprawę rozliczenia za dodatkowe prace, a później jedzie po przyczepkę (szkoda, że nie wziąłem z sobą aparatu – przez wolną godzinę mógłbym obfotografować cała budowę wzdłuż i wszerz)i zabieramy się z całym majdanem (betoniarka, dwie taczki etc) z budowy.
12:55 Postój w lesie – majster dolewa wody do chłodnicy i próbuje uruchomić wentylator.
13:15 Postój nad stawem. Woda w chłodnicy prawie się wygotowała. Napełniam baniak, majster podłącza wentylator bezpośrednio do akumulatora na pracę ciągła.
14:15 Wyładunek narzędzi w garażu. Rozliczam się z majstrem szczęśliwym, że udało się nam w ogóle wrócić do Kętrzyna.
14:30 W domu.
– To chyba płakałeś, że już koniec pracy? – pyta babka.
Płakać!? Chyba ze szczęścia!
Wieczorem rozpuszczam nadliczbową kasę za prace dodatkowe na zakupy w Merlinie (sfinalizowane) i Centrali (tu czekam jeszcze na maila z danymi do przelewu).

Read Full Post »

3:34 Pobudka.
4:05 Majster.
4:30-15:30 Na budowie w Ż.
Dzień jest jak raz do pracy na dachu – słoneczny i ciepły, ale nie upalny. Do śniadania majster okleja klinkierowymi płytkami komin kotłowni. Po 10:30 komin kominka.
Ok. 12 przyjechała Fiolka z bratem, sprawdzić, czy wystarczy nam płytek. Po obliczeniach wyszło, że tak, pojechała więc na wieś tylko lody. Później prawie do 14 opala się za budynkiem, a szwagier inwestora siedzi z nami na dachu, rozmawiając o pierdołach.
15:50 W domu.
Wizyta u laryngologa pomogła – babka już słyszy normalnie. Ku uldze własnej, a jeszcze bardziej mojej.
Po kąpieli znów położyłem się „na chwilę” i wstałem tuż przed 22, tylko po to, by pościelić łóżko i wrócić do spania.

Read Full Post »

3:37 Pobudka.
4:03 Majster.
4:27-14:41 Na budowie w Ż.
Wykańczanie krótszego łuku nad tarasem, zaciąganie styropianu klejem.
Murowanie studzienki przy piwnicznym oknie.
Wylewka pod ścianki działowe na poddaszu.
8:15 Przyjazd ekipy dekarzy.
Dajemy na górę trzy znalezione elementy komina kotłowni. Koniec deskowania.
10:00 Śniadanie i półtora godziny bezczynnego czekania na towar – elementy kominów i bloczki na ścianki działowe.
12:00 Mateusz z żoną i szwagrem. Tak długo ględzili z majstrem o budowie, aż ustalili, że zajmiemy się jeszcze posadzkami na parterze – wylejemy przynajmniej chudy beton. I wytynkujemy sufity. A miał być już koniec z tą budową!
Wyrównywanie terenu na parterze. Miejscami ziemia mocno osiadła, więc trzeba dowieźć żwiru.
15:05 W domu.
Obiad, kąpiel i wypad do miasta, dość szybki, coby się wyrobić przed 17 i zamknięciem saloniku RUCH-u (chodzę po nowy numer „Filmu”). Wracam trasą ciut okrężną, przez Daszyńskiego, z odwiedzinami w przychodni i rejestracją babki do laryngologa. Tak jej ucho założyło kilka dni temu, że momentami nie idzie się z nią dogadać. Jutro przyjeżdża mama i wybiorą się na 11 do lekarza.

Read Full Post »

3:37. Pobudka.
4:00. Majster.
4:25-15:05. Na budowie w Ż.
Schody frontowe – wyginamy deski na stopnie, murujemy boczne murki, wylewamy pierwszy stopień.
Ostatnia para krokwi na garażu, chwila deskowania (zabrakło desek).
14:00 Mateusz z Fiolką i szwagrem – majster ma okazję się wygadać… i przeciągnąć pobyt na budowie o całą godzinę.
15:30. W domu.
Jest mama – wraca na wieś po osiemnastej, ostatnim autobusem, więc mam okazje trochę pogadać.

Read Full Post »

3:15 Pobudka.
Babce w nocy skoczyło ciśnienie. Z nerwów najprawdopodobniej. Przejęła się mocno sennym koszmarem. Słyszała w nim, jak rozmawiam z mamą, która pyta czy wiem, gdzie są świece. Bo trzeba zapalić jedną umierającej babce.
Bieda ze starymi ludźmi.
Podaje babce tabletkę, parzę chmielową, uspokajającą herbatkę, rozmawiam chwilkę. O czwartej sytuacja jest z grubsza opanowana, więc mogę normalnie pojechać do pracy.
4:04 Majster.
4:30-14:03 Na budowie w Ż.
Do śniadania kończymy murowanie ścian działowych na parterze i ścianki na klatce schodowej.
10:15 Zbrojenie, szalowanie i wylewanie trzech nadproży na poddaszu (nad drzwiami balkonowymi).
Po południu przyjechała na chwilę Fiolka. Drzewo na dach ma być w piątek, albo w sobotę. Że chwilowo nie ma pracy na całą dniówkę, majster decyduje się zrobić krótką przerwę.
– Nie będę jeździł na pusto i marnował pieniądze na paliwo. – stwierdził. – Łażeniem z kąta w kąt po budowie nie zarobię na przejazdy.
14:25 W domu.
Dotarłem do chaty tuż przed burzą. Mama właśnie dogotowywała kartofle na obiad. Myślałem, że przy deszczu namówię ją do zostania w mieście do ostatniego autobusu. Ale po piętnastej trochę się rozpogodziło, więc nie przełożyła odjazdu.
17:10 Pani Aniela z wizytą po drodze do kościoła. Jest już agrest – mogę przyjść z wiaderkiem na ogród, jeśli tylko pogoda dopisze. Babka od razu zapala się do myśli o gotowaniu dżemu. Czyli piątek mimo wszystko będę miał pracujący.
19:00 Znów Dwójka (PR2) i Letni Festiwal Muzyczny.

Read Full Post »

Zaczynam od zakupów. Śniadanie jem przy komputerze. Później czytam „Starcie królów”.
11:30 Irena MB po prośbie. Chciałaby kilogram truskawek.
– Dzisiaj nie za bardzo mam czas. Nie wiem, czy zaraz nie będę musiał jechać do pracy. – Pracujemy po południu. Ale jutro rano wyskoczę do sklepu i kupię. – obiecuję.
12:00 Wyłączam komputer i siadam w fotelu przy balkonie z piątkowym numerem „Wyborczej”.
13:07 Majster.
Na schodach spotykam listonosza z przesyłka z Merlina. Mam tylko czas na odbiór paczki – książkami (trochę mnie poniosło przy ostatnim zamówieniu) się nacieszę po powrocie do domu.
13:30-19:47 Na budowie w Ż.
Jest już paleta kleju. Przenosimy worki do blaszaka.
Majster zastanawia się nad sobotą.
– Jeśli jutro pogrzeb skończy się około pierwszej, można by jeszcze przyjechać na budowę i trochę popracować.
Nie tryskam entuzjazmem.
14:00 Transportu bloczków nie widać.
14:30 Przyjeżdża Mateusz. Majster może sobie umilić czekanie rozmową z inwestorem.
15:05 Telefon do Ostrołęki – palety są właśnie ładowane na samochód. A godzinę temu miały już być na miejscu!
16:00 Tir jest w okolicach Kadzidła. Czyli jeszcze najmniej godzina, zanim do nas dotrze. Mnie to pasuje. Im później materiały dotrą, tym większa szansa, że majster zrezygnuje z murowania.
17:00 Transport mija Piecki. Mateusz dzwoni po faceta z podnośnikiem teleskopowym, który ma zająć się rozładunkiem.
Przyjeżdża Fiolka z synem. I dwójka jej braci.
17:50 Mamy już samochód z 30 paletami bloczków YTONG na budowie.
18:15 Czwarta ze zdejmowanych palet przechyliła się na bok i spadła z wideł. Reszta jest już troskliwie pilotowana przeze mnie i przez majstra.
19:20 Koniec z rozładunkiem.
Słońce jeszcze świeci, ale robi się już chłodnawo. Majster postanawia jednak sobotnie popołudnie na budowie sobie odpuścić. Alleluja!
20:07 W domu.
Kąpiel, kolacja, rozmowa z babką, która po przepracowaniu wieczoru na ogrodzie wybiła się jakoś ze snu i szwenda po mieszkaniu prawie do 22.

Read Full Post »

3:55 Pobudka.
4:30 Majster.
Zajeżdżamy jeszcze na stację zatankować paliwo.
5:00-15:15 Na budowie w Ż. Murowania fundamentów dzień trzeci.
Majster narzucił tempo, że ledwo nadążę z dowózką materiału. Do południa nie znalazłem wolniejszej chwili, żeby pstryknąć kilka zdjęć. A przed fajrantem przyjechała Fiolka z teściową i też nie miałem warunków, żeby swobodnie popstrykać.
15:40 W domu.
Mama została do ostatniego autobusu, żeby się ze mną spotkać i obejrzeć zdjęcia z komunii.
– Schudłeś. – stwierdziła.
– Waga niczego takiego nie zauważa.
– Nie masz już takiego brzucha.
Może.
Wieczorem słucham koncertu Bejuna Mehty (mam słabość do takich typów). A później oglądam jeszcze piąty odcinek „Gry o tron”, w którym pojawił się milutki gejowski wątek. O ile można używać tego określenia dla quasi-średniowiecznej rzeczywistości świata serialu.
Kładę się po 23. Zdecydowanie zbyt późno!

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij