Wersja A
Radio. Komputer.
Zmęczony jestem.
Wersja B
Niedziela między radiem a komputerem. Czy może raczej z radiem i komputerem?
Wstaję przed południem, od razu po telefonie mamy, chociaż nocne zakupy na Allegro zatrzymały mnie prawie do siódmej. Babka z apetytem je śniadanie (dla równowagi obiadu już prawie wcale), w kwadrans, więc na zupełnym luzie słucham „Czytelni”. Wiem, że nie powinienem w ogóle włączać radia na audycję. Niepotrzebnie pobudzam swoją i tak już dość rozbuchaną żądzę posiadania książek. Teraz też od razu nabieram chęci na „Nim dojrzeją maliny” Eugenii Kuzniecowej. Przynajmniej na ten ukraiński debiut, chociaż druga z omawianych powieści też wygląda interesująco. Jeśli chodzi o komputer, więcej niż normalnym netowaniem, zajmuje się dłubaniem w sobotnim nagraniu „Tamerlana”, które przerabiam do formy nadającej się do wypalenia na płycie. A przy okazji szukania informacji o ariach wykorzystanych przez Vivaldiego odkrywam, że Opera Rara dzieli się na swojej stronie polskim przekładem libretta. Pdf jest dość skromny, ale jak na polskie standardy dobrze (cud?), że w ogóle jest.
Miałem zakończyć szekspirowskim „reszta jest milczeniem”, ale według Piotra Kamińskiego do tego niezbędny jest również zgon, a na razie ani mnie, ani babce jeszcze się nie zeszło.





