Najazd rodziny (mama, ojciec, bratowa). Wizyta u chirurga. Rundka po aptekach.
Z wszystkie najkosztowniejsze było oczywiście to ostatnie. Zapłaciłem 140 zł za wykupienie jednej recepty, a to jeszcze nie koniec bo robiona maść z drugiej będzie do odbioru – i opłacenia – jutro. Na wizycie rodziny trochę skorzystałem. Mama gotuje drogi obiad (papryka do zupy kosztuje więcej, niż schab) i nie chce zwrotu kosztów za składniki, a od Barbary dostałem maseczkę (z życzeniami z okazji Dnia Mężczyzn).
Posts Tagged ‘chirurg’
Dzień dwa tysiące czterysta dwudziesty (piątek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się słucha, tagged babka, ból głowy, blogowanie, Calypso, chirurg, czytelnia, David Sedaris, Maria Konopnicka, odleżyna, pielęgniarka, plany, PR2, promyk nadziei, starość nie radość, zwątpienie on 30 października 2020| 9 Komentarzy »
Uzupełnię później. Notatki już mam w terminarzu. W tekście będzie o aktualnej domowej sytuacji. W środek wrzucę chyba cytat z Poetki. A zakończenie najpewniej podsumuję zdaniem:
Z tego wszystkiego aż mnie głowa rozbolała.
_________
edit. 22:03
Albo może kiedyś wrzucę tylko zdjęcie strony z terminarza.
_________
edit. 22:40
Rano wszystko poszło całkiem sprawnie. Wizyta w przychodni (włącznie z jazdą w obie strony) trwała około 30 minut. Chirurg szybko wyczyścił ranę na kości ogonowej (w poniedziałek była jeszcze tylko straszna – teraz dziura zrobiła się chyba aż do kości – makabra, jak to się szybko rozwija), pielęgniarki założyły opatrunki. Babka wszystko zniosła cierpliwie i bez oporu, pojękując jedynie z cicha od czasu do czasu.
– Taką ranę bardzo trudno wyleczyć – uprzedziła starsza z pielęgniarek. – Pewnie już do końca będą z tym problemy.
Młodsza poleciła preparat do picia (z białkiem, coś a la jogurt) dla chorych z odleżynami („Mamie to kupowałam”). Lekarz przepisał opatrunki na dwa tygodnie. Pewnie oceniając ogólną kondycję babki i jej wiek uznał, że na dłużej nie ma potrzeby. Ogólnie pełen profesjonalizm. Aż mimo wszystko spojrzałem na sytuację z lekkim optymizmem. Bo wreszcie coś się zaczęło robić w kierunku poprawy kondycji babki.
Gdy wróciliśmy do domu szybko załatwiłem co trzeba w aptece i zadzwoniłem do mamy, żeby ją uspokoić i powiedzieć na czym stoimy. I z rozpędu zacząłem nawet czytać świeżo przyniesioną przez listonosza „Calypso” Davida Sedarisa. Wybuchając momentami głośnym śmiechem, bo rzecz okazała się tak zabawna, jak głosili recenzenci niedzielnej Czytelni (PR2).
A później chwilę podrzemałem (babka spała spokojnie od powrotu z wycieczki), przygotowałem babce śniadanie… i natrafiłem na mur twardo zaciśniętych warg. Nawet do wypicia kawy nie udało mi się jej przekonać.
Normalnie wszystkiego się odechciewa.



