Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘bar’

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Mama zmobilizowała się wreszcie i przyjechała załatwić formalności potrzebne do otrzymania wdowiej renty. Asystuję jej dla towarzystwa i w USC, gdzie wybiera odpisy niezbędnych aktów¹, i w ZUS-ie, gdzie wypełnia potrzebne formularze. Wracając po dwunastej z urzędu, zachodzimy na obiad do baru „Smakosz”, trochę z braku chęci na własnoręczne gotowanie, bardziej dla atrakcji zjedzenia na mieście. Mama bierze jakąś rybę do ziemniaków², ja węgierski gulasz z plackami ziemniaczanymi³.
Przed piętnastą na przystanku spotykamy Kunegundę, która pisała przed południem maturę z matematyki. Bratanica, pełna optymistycznych myśli, jest luzacko nastawiona przed czekającymi ją jeszcze w tym tygodniu egzaminami z angielskiego (podstawowy w środę, rozszerzony w piątek), w którym czuła się zawsze swobodnie.

________
¹ Z których niezbędny (do skserowania) okazał się tylko akt ślubu, dzięki czemu mama nie obnosi się triumfalnie ze swoim „A nie mówiłam!?”, bo przekonywałem ją (po przeczytaniu informacji – widać nie dość uważnie – na stronie ZUS-u), że nic nie trzeba, tylko wypełnić formularze.
² I od razu oblicza, że za 27 złotych ugotowałaby więcej w domu, ale że smak jej podchodzi (zwłaszcza surówki, której jest tyle, że nie dała jej rady) nie zgłasza większych obiekcji. I jest skłonna przyznać, że stołowanie się w takim barze, zwłaszcza w przypadku osoby samotnej ma sens.
³ Smaczne niby, ale leży mi ciężko na żołądku do późnego wieczora.

Uzupełnione (o tekst) 2025.05.07

Read Full Post »


3°C. Ponuro. Po piętnastej niezbyt intensywne opady (nasilająca się mżawka) i wzbierający wiatr. Ciśnienie niskie i leci w dół (↓982 hPa).
Korzystam z faktu, że Paweł zostaje na noc. Na początek dałem się zaprosić na obiad. Do „Smakosza”, renomowanej jadłodajni w stylu PRL-owskich barów mlecznych, której sława dotarła już nawet do stolicy.
Brat się zachwycał, że serwują tam dużo (w sensie, że porcje ogromne), tanio, a co najważniejsze bardzo smacznie.
Zgłosiłem zdanie odrębne.
– Jadłem obiady mamy, Barbary, sam często coś gotuję, tu jest naprawdę dobre jedzenie – Paweł się upierał.
– Chyba ci smak całkiem zdegenerowało na kuchni żony! – stwierdziłem¹.
Nie powiem, porcje faktycznie są spore i w przystępnej cenie, ale z tą smacznością bym nie przesadzał. Po wybranej próbce (gulasz z ziemniakami i sałatka wiosenna²) spojrzałem przychylniejszym okiem na swoją wczorajszą pomidorową na keczupie.
Wieczorem brat robił jeszcze zakupy w Gamie.
– To dla mnie weź coś dobrego – rzuciłem, żartem w sumie. – Jakieś ciastka.
– Spadaj grubasie! – odpowiedział Paweł.
Zachodzę przed odcinkiem „Kości” do kuchni, patrzę, z przy chlebaku leży torebka z ciastkami (kruche z warstwą czekolady). Kupił.

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

________
¹ Ciut prześmiewczo. Barbara kocha gotowe jedzenie – typu chińskie zupki – i zasadniczo mało co kiedy gotuje. Tak przynajmniej twierdzi Paweł, gdy jest w nastroju do wygadywania na żonę.
² Brat dla siebie brał mięso w sosie chrzanowym, ziemniaki i surówkę z kapusty. Za obie porcje zapłacił coś około czterdziestu złotych. Kompot (rozwodniony syrop, chyba truskawkowy) w gratisie.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij