
20°C. Do południa dość pochmurnie. Później słońce dogrzewa, ale głównie mieszkanie, na dworze jest przyjemnie, a w cieniu zamkowych murów nawet chłodno.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Od razu po powrocie do miasta rozliczam się z kamieniarzem za postawienie pomnika u ojca. Chwilę rozmawiamy o pracach przy zapadniętym nagrobku wuja¹. Po moim wyjściu facet dzwonił widocznie w tej sprawie do kuzyna, bo przed siedemnastą odzywa się ciotka ze Śląska i jest już na bieżąco we wszystkich sprawach. Po rozmowie (tradycyjnie długiej) ledwo się wyrabiam z ugotowaniem makaronu na obiad i wychodzę trochę wcześniej na koncert do zamku. Zaproszony na piątek zespół Sarakina Balkan Band gra dość popularny bałkański folk pożeniony z jazzem, pomyślałem więc, że publiczności może ściągnąć na swój występ więcej, niż bywa zazwyczaj przy koncertach Letniej sceny muzycznej. Co się ostatecznie nie okazało prawdą, ale panie z biblioteki wystawiły mniej krzeseł, niż się wystawia zazwyczaj, więc w sumie niewiele brakowało, a musiałbym stać gdzieś pod murem.
Wieczór spędzam przed telewizorem przy przypadkowym kryminale² i dość szybko padam. Chyba lekko mnie zmęczył wyjazd na wieś.
____________
¹ Pomnik trzeba zdemontować, wylać fundament i postawić od nowa. Ciotka zaplanowała jeszcze polbruk wokół. Jej wola.
² Angielski „Grace” z Johnym Simmem w roli tytułowej i akcją w Brighton and Hove. Zrezygnowałem kiedyś przy pierwszym odcinku, bo nie przypasował mi mocno telewizyjny (jak z kamery wideo) sposób realizacji. Albo sam John Simm. A teraz czasem rzucam okiem na odcinki trzeciej serii.




