Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘wycieczka’

2024.05.04 sobota

Mamerki – Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH)
Na Mazurach, nad Kanałem Mazurskim, 8 km od Węgorzewa, 22 km od Giżycka, 25 km od Kętrzyna, 18 km od Gierłoży znajduje się jeden z najlepiej zachowanych w Polsce, kompleks niezniszczonych bunkrów niemieckich z okresu II wojny światowej. W latach 1940-1944 zbudowano dla potrzeb 40 najwyższych generałów i feldmarszałków, 1500 oficerów i żołnierzy Wehrmachtu około 250 obiektów w tym 30 schronów żelbetowych, które niezniszczone zachowały się do naszych czasów. Niemcy nie zdążyli wysadzić schronów, zostały one opuszczone bez walki przez wojska Wehrmachtu w styczniu 1945.


W Mamerkach jesteśmy dobrze po piętnastej. I zaczynamy od pikniku, bo panie są mocno głodne. Ja nie bardzo, zdążyłem już zjeść w trakcie dnia dwie z trzech bułek i kilka ciastek kupionych przez cudARTeńkę u Mistrza Jana¹, ale się przyłączam dla towarzystwa. Siedzimy na trawie, panie rozmawiają, jedna z Ann (ta nadaktywna) robi kanapki, odpoczywamy, jemy.
Pstrykam jakieś zdjęcia, ale umiarkowanie. Nie żeby mnie krępował nieznajomy babiniec. Wszyscy wszystko nagrywają, fotografują smartfonami albo wypasionymi lustrzankami, przez co wydaje mi się całkiem zbędne wyciąganie z futerału mojej cyfrówki dla idiotów.


Bunkry są rozmieszczone w kilku grupach. Trasa zwiedzania obejmuje trzy miejsca i zaczyna się od bunkrów łączności, niewysokich i mocno wilgotnych, z pleśniejącą wystawą poświęconą łączności (?), z której nie zapamiętałem nic oprócz ogólnego wrażenia rozpadu.

Po zwiedzeniu bunkra 28 przechodzi się oświetlonym 30 metrowym podziemnym tunelem do bunkra 30, a tam można spotkać nawet samego Hitlera.

To chyba właśnie tam Adolf siedział w towarzystwie włochatych szczurów wielkich jak nutrie. Bo ogólnie manekinów Hitlera było kilka.
Na bunkrze numer 30 zrobiłem najwięcej zdjęć, co się okazało w domu, po zgraniu fotek na komputer (ze św. Jerzego mam tylko trzy, z Owczarni żadnego).


Tak jest na stropie bunkra. Wejście stromymi schodami, barierki zabezpieczające przez spadnięciem, trawa i inna dzika roślinność.


Widok na ścieżkę w dole i dwie Anny, jeśli dobrze rozpoznaję z tej wysokości.


Widok na ścieżkę na stropie.

– Jak ładnie konwalie kwitną – mówię, wychylając się przez uroczy wiejski płotek.
– Gdzie, gdzie? – panie biegną podekscytowane, bo konwalie w początkach maja to jednak nadal lekka anomalia.
Zaglądają za płotek… a tam niespodzianka.

– Ale to nie konwalie – poprawia mnie łagodnie CudArteńka.
– Powiedziałem konwalie? Chodziło mi o te… no takie na T… O niezapominajki! Ładnie niezapominajki kwitną.

W bonusie moja trójkątna sylwetka (klasyczna gruszka).


Drugim punktem na trasie zwiedzania jest wieża widokowa (38 metrów wysokości) i Muzeum II Wojny Światowej (plansze, dioramy, manekiny). Atutem Mamerek są niewysadzone bunkry, niestety nieodległy Wilczy Szaniec ma nad nimi przewagę w postaci tak głośnego wydarzenia, jak zamach na Hitlera. Stąd w Mamerkach lekki Disneyland i próba ściągnięcia turystów legendami o ukrytej Bursztynowej Komnacie czy stoczni budującej U-Booty.

____
¹ Ciastka owsiane, syte i smaczne. Po czasie przyszło mi do głowy, że to ja powinienem był raczej coś kupić do częstowania gości. Albo zabrać przynajmniej biedronkowe wafelki. Niestety nie wiedziałem, że będzie jakiś piknik.

Cytaty ze strony Mamerki

Read Full Post »

Było w niedzielę między szesnastą a dwudziestą, czwarta rowerowa wycieczka w tym sezonie.
Mniej więcej 25 kilometrów do pokonania. Oraz dłuższa przechadzka przed i po (5 km w sumie; najmniej). Gdybym jeszcze popływał, miałbym triatlon.
Sławek tym razem wymówił się od udziału, więc spotykamy go tylko przy garażu pożyczając rower¹. Poza tym stały skład ekipy wyjazdowej: Maja, Julia i Marek.
Maja zrobiła kanapki. Julia upiekła drożdżówki. Marek ustalił trasę. Ja tylko korzystam.

W Owczarni jesteśmy tuż przed osiemnastą, więc nie mamy możliwości zwiedzenia tamtejszego lokalnego muzeum. Nikt chyba nawet tego nie planował. Po kupnie soku porzeczkowego (panie skorzystały z toalety?) robimy dłuższy popas na nieodległym przystanku autobusowym. Z ilości wałówki zgaduje, że Sławek zrezygnował z wyjazdu w ostatnim momencie. Zjadam dodatkową kanapkę, a dwie bułki z wypieku Gośki dostaję „na później” i mam je do poniedziałkowej kawy przy śniadaniu.

Mrok zapada już po dziewiętnastej. Do Kętrzyna docieramy w coraz bardziej gęstniejących ciemnościach i jeszcze dobre pół godziny spędzamy nad jeziorkiem, odpoczywając i planując kolejne wycieczki. Tzn. ja odpoczywam i się przysłuchuję w zadziwieniu, jak reszta towarzystwa planuje wyjazd na dwa samochody gdzieś tam w okolice Reszla, najewidentniej uwzględniając i mnie w tym wypadzie.

____________________________
¹ Umówiony byłem na 15:30, więc dałem sobie pół godziny na dotarcie na miejsce. Przy nocnych spacerach tyle spokojne mi wystarczy. Nie uwzględniłem niestety, że to będzie najgorsza pora dnia, z męczącą temperaturą przy braku cienia. I jeszcze po drodze na cmentarz zaszedłem, bo wypadała czwarta miesięcznica zgonu babki, a i pelargonie wypadało podlać. W rezultacie już przed rozpoczęciem wycieczki byłem tak wykończony, że najchętniej bym się położył i tylko czekał na zapadnięcie zmroku. Na szczęście Marek wybrał przyjemną trasę, wiodącą przeważnie lasem, z niezbyt uciążliwymi podjazdami i długimi zjazdami (pokonywanie tego w drugą stronę byłoby prawdziwym wyzwaniem).

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Od wczoraj męczę się z dodaniem komentarza przy sojuzowych zdjęciach z wycieczki rowerowej. Że sam przejechałem niedawno (pamiętna niedziela czerwcowego warszawskiego weekendu) tę samą trasą, chciałem wrzucić kilka zdań swoich wrażeń. I klapa.
Cały tekst tutaj:

Ja ze swojej rowerowej wycieczki do Powsina pamiętam głównie, że musiałem ostro naciskać na pedały. Palnik nie uznaje spacerowego tempa :P I jeszcze mówił cały czas, że i tak wolno jedziemy. W czasie całej trasy mogłem podziwiać tylko jego plecy, na żadne rzucanie oczami po bokach i zachwyt nad widokami nie było już czasu :P
Chociaż pomnik Sobieskiego udało mi się na tych zdjęciach rozpoznać. Ale to pewnie tylko dlatego, że na zakrętach lekko się zwalnia, a odbiliśmy przy pomniku w bok, żeby zobaczyć plac budowy Świątyni Opatrzności.

System niezmiennie nie pozwala na publikacje.

Dziś zacząłem kombinować na różne możliwe sposoby. Nawet poprosiłem Łukasza (netowy znajomy z Łodzi), żeby wkleił tekst mojego komentarza (bo pomyślałem, że może to mój komp coś się zbiesił) – zero powodzenia. Podzieliłem komentarz na zdania – nie mogę opublikować pierwszego. Zacząłem więc zastanawiać się nad poszczególnymi wyrazami… Wiem, powinienem wpaść na to wcześniej, ale dopiero przy trzecim podejściu wykryłem, że system nie trawi niewinnych rowerowych pedałów.
To ci hiperpoprawność panuje na tym Onecie!

Edycja estetyczna 2024.03.05
Gubię numer blotki (0129) z tytułu.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij