Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Tennessee Williams’

Słonecznie. 8°C.
Najpierw Händel, później Mozart… i zanim mogłem wyłączyć radio (PR2) i wybrać się na cmentarz, wybiła siedemnasta. Na szczęście blisko mam i do cmentarnych porządków nadal podchodzę na luzie, więc do zmroku na spokojnie zgrabiłem liście w ogródku u dziadków (trzy worki; klon rosnący po sąsiedzku już do połowy jest goły) i przetarłem pomnik. Obiad jem po osiemnastej, po powrocie do domu. A przed odcinkiem „Drelicha” (TVP1, godz. 20:25) mam jeszcze czas na doczytanie „Jednorękiego” (ostatnie opowiadanie z tomu jest dziwaczne i słabe).

Read Full Post »

Pochmurnie, z chwilowymi przejaśnieniami i niezbyt intensywnym deszczem po południu. 14°C. Przy wizycie Barbary (12:00-13:30, z przerwą na wyjście bratowej na pocztę) rozmawiamy głównie o pogodzie i o przedświątecznych porządkach na cmentarzach. Wieczorna lektura opowiadań Tennessee Williamsa zmusza mnie do porzucenia zgrabnej, lecz niestety nietrafionej oceny, że to pisarz równie przewidywalny jak Jane Austen, tylko na odwrót¹. Ale przy obecnej lekturze teksty ze zbioru wydają mi się mniej przygnębiające, niż to zachowałem w pamięci.

_______
¹ U Austen wszystko kończy się ślubem, Williamsa z opcją zgonu w finale nie jest jednak aż tak konsekwentny.

Read Full Post »

Bezpieczny czuł się Antoni Burns jedynie w kinie. Lubił siadać w ostatnich rzędach, gdzie ciemność wchłaniała go delikatnie, aż stawał się jakby drobiną pokarmu rozpuszczającą się w czyichś wielkich gorących ustach. Kino łechtało jego umysł jak delikatny ruchliwy język, który sprowadzał nań sen. Wielka macierzyńka psia niania nie wylizałaby go lepiej ani nie zapewniła milszego wypoczynku, niż uczyniło to kino, do którego chodził po pracy. W kinie ślina napływała mu do otwartych ust i sączyła się z obu ich kącików, a cała jego istota odprężała się tak, że wszystkie przykrości i stany lękowe całego dnia ulatniały się bez śladu. Nie śledził akcji na ekranie, lecz obserwował postacie. Nie miało dla niego znaczenia, co mówią ani co robią. Zwracał uwagę tylko na postacie, które emanowały ciepłem, jakby tuląc się do niego w ciemnym kinie, a on kochał każdą z nich, z wyjątkiem tych obdarzonych ostrym głosem.¹

„Chopin, Chopin!” był grany na środkowym seansie, o 17:30 (wcześniej leciało coś dla dzieci, później jakiś horror chyba, czy thriller). Bilet kupiłem po szesnastej, wróciłem do domu (blisko mam) i jeszcze na spokojnie zjadłem pół obiadu. Pół, bo nie byłem pewny czy ten obiecany popcorn będzie, a jeśli nawet, to w jakiej ilości. Jeszcze nigdy nie jadłem popcornu w kinie, więc wiadomo – człowiek się stresuje przed pierwszym razem. Obiad (pierogi z mięsem i kwaskowata – smaczna – surówka jarzynowa ze sporą ilością marchewki) kończę po kinie, o dwudziestej.
Wrażenia z filmu? Rewelacja!² A w aktorze, który grał Franciszka Liszt (Victor Meutelet) to się chyba zakochałem. Chociaż jako krótko przystrzyżony kelner z Frankfurtu był atrakcyjniejszy. Ale ta szczeka i dołeczek w brodzie…³

______
¹ Tennessee Williams, Pożądanie i czarny masażysta w: Jędnoręki i inne opowiadania, przełożyła Teresa Truszkowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1984, s. 52
² Nie cieszcie się z góry. Mam tego napisane więcej, tylko tekst dojrzewa na Forum i nie wiem, czy nie będzie wymagał jakichś poprawek dla dogłębniejszego zaznaczenia mojego entuzjazmu.
³ To zdjęcie może nie jest najlepsze, ale w sieci jest na razie dość skromnie, jeśli chodzi o fotosy promujące najnowszy film Michała Kwiecińskiego.

Read Full Post »

Deszczowo. 13°C. Po czternastej na trochę się rozpogadza i nawet pokazuje słońce, ale chwilę wcześniej padało dość intensywnie przez kwadrans, więc spacer do lasu, czy na cmentarz byłby średnią atrakcją, a łazić po mieście w ogóle mi się nie chce.
Na późny obiad do resztki piątkowej jarzynowej dogotowałem pół paczki makaronu. Wieczorem się okazuje, że w telewizji zamiast wyczekiwanego odcinka serialu jest jakiś gówniany mecz piłki nożnej, więc po kąpieli sięgam jeszcze po opowiadania Tennessee Williamsa, których zbiór kolejny raz wypożyczyłem z biblioteki¹. W tomiku jest osiem tekstów, powinno więc mi to wystarczyć na osiem dni niespiesznej lektury.

______
¹ Miałem o tym 1/3 czwartkowej blotki, ale uznałem miłosiernie, że wystarczy wam męki czytania relacji z koncertu.

Read Full Post »

21°C. Padało intensywnie w nocy, przed południem i po południu jeszcze kilka razy przelotnie. A w piątek zaczyna się XX Jarmark Średniowieczny na Św. Jakuba i aż się nie chce sprawdzać program imprezy, bo bez dobrej pogody taka plenerowa atrakcja to żadna atrakcja. Wiadomo, stragany czy familijne rozrywki nie bardzo mnie interesują, ale na wszystkie koncerty miałbym chętkę.
Na obiad zgodnie z planem smażę placki ziemniaczane. Kartofli obrałem oczywiście za dużo, więc placków wystarczyło mi też na kolację, którą zjadłem w trakcie wieczornego filmu. W ramach apetytu na coś lżejszego oglądam „Nadciąga Polly” (Along Came Polly, 2004), rozczarowująco niezabawną i nieśmieszną komedię romantyczną z Benem Stillerem i Jennifer Aniston. Miałem do wyboru „Jak ptaki bez gniazd” (The Fugitive Kind, 1960) Sidneya Lumeta, ale pomyślałem, że skoro to na podstawie sztuki Tennessee Williamsa, to pewnie zbyt ponure będzie i zrezygnowałem chwilowo. Mój błąd.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij