Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘ślub’

W dzień słonecznie i umiarkowanie ciepło, maksymalnie 22°C. Noce zimne.

Czwartek

Mama przyjeżdża już po dziesiątej.
– A co tak wcześnie? – pytam na dzień dobry (a wręcz zamiast dzień dobry).
– Przeszkadza, że tak wcześnie? – ripostuje mama. – Ot jak kochający syn wita starą matkę!
– No przecież nie o to chodzi! – bronię się, ale bez większego zaangażowania, bo wiem, że mama żartuje. Raczej.
Po południu (12:30-14:30) jest też Barbara. Może trochę z mojej winy, bo spytałem, czy tak jej spieszno do domu, gdy zaczęła się szykować na wcześniejszy autobus.
– Niekoniecznie.
– To zostań na obiad – zaproponowałem. Ku niezadowoleniu mamy.
– I musiałeś ją zapraszać? – spytała z dezaprobatą, gdy Barbara zeszła na chwilę z linii słuchu. – Potrzebna nam tu ona…
Może gdyby na obiad było coś innego niż mielone, byłbym bardziej powściągliwy.
Wieczorem nie netuję. Mamę wybija ze snu stukot klawiatury. Oglądam odcinek „Zagadek kryminalnych nowej panny Fisher”, później jeszcze „Kroniki Riddicka” i kładę się wcześniej spać.

Piątek

Mama budzi się już o czwartej trzydzieści i chyba niewiele później wstaje, ale zachowuje na tyle cicho, że w miarę spokojnie dosypiam do siódmej. Po dziewiątej zamawiam taksówkę i jedziemy do sądu. Sprawa spadkowa trwa krótko. Wracamy miejskim autobusem, bo akurat przypasował nam taki o 10:07 (kwadrans czekania na przystanku umilamy sobie rozmową z okolicznym emerytem). Po drodze robimy jeszcze zakupy w Gamie i w zieleniaku (mama się uparła kupić mi truskawki) i przez chwilę rozmawiamy z Kunegundą, którą spotkaliśmy na skwerku przy Loży.
Na wieś mama wraca po trzynastej. Planowałem odczekać, aż zadzwoni, że dotarła na wieś i się zdrzemnąć trochę, ale wpadła Kunegunda skorzystać z Internetu i nic z tego nie wyszło.
O siedemnastej jest ślub Mai i Sławka. Mży, więc się nie stroję, idę w kurtce. Kościół jest nabity po brzegi, przyszło z 60-80 osób. Nabożeństwo ze ślubną ceremonią trwa godzinę. Składanie życzeń młodym pewnie niewiele krócej. Gdybym kupił kwiaty, musiałbym się ustawić w kolejce, na szczęście poszedłem z pustymi rękoma, więc mogę od razu wracać do domu. Wieczór przesypiam. W nocy kończę pierwszy sezon „Dark Matter” (2015-2017) i od razu zaczynam drugi, bo serial oglądany po bożemu (po kolei, od pierwszego odcinka) okazał się nadzwyczaj wciągającym.

Sobota

Odsypiam, odpoczywam, słucham radia. Wieczorną transmisję „Orfeusz i Eurydyka” Glucka z The Metropolitan Opera nagrywam, więc mogę wyskoczyć na szybkie zakupy do Biedronki. Spacer sprzyja refleksji i po powrocie wysyłam Mai życzenia Messengerem. Być może umknęła jej uwadze moja wczorajsza obecność w kościele i lepiej się upewnić, by to wyjście nie było nadaremne.

Read Full Post »

Maja za tydzień bierze ślub ze Sławkiem. Zadzwoniła po szesnastej, żeby o tym powiedzieć i zaprosić mnie do kościoła.
– Nie byłam pewna, czy jesteś w domu – dorzuciła wyjaśniająco. – Nie wiadomo, kiedy się spotkamy na korytarzu. Rzadko się ostatnio widujemy.
Podziękowałem.
– Postaram się przyjść – obiecałem.
A teraz się zastanawiam, po co właściwie i dlaczego się w ogóle nad tym zastanawiam.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Jest tradycyjnie. Do Wszystkich Świętych zostało tylko kilka dni – matka (dziś była w Kętrzynie na zakupach) wpadła w amok przygotowań. Siedzę w mieście, więc nie mogę jej pomóc z porządkami na cmentarzu, ale w tym roku udało się jej zagonić do roboty starego.
– Tylko liście workiem wynosił, a i tak marudził i burczał pod nosem – opowiadała przed obiadem. – Aż się wreszcie wkurzyłam. W końcu to jego rodzina!
Sytuacja dla mnie lekko niezrozumiała. Skoro ktoś jest ateistą (w najlepszym wypadku – agnostykiem) to – wydawałoby się – powinien przykładać jakieś znaczenie do upamiętnienia miejsca ostatecznego spoczynku kogoś bliskiego. Bo to…

Cholera – babka ogląda „Plebanię”! – zero warunków żeby skupić się na tekście, gdy za plecami człowiek słyszy te serialowe teksty. Wrrrrrr!!!!!!!

Już wolę „Modę na sukces”!

+

Wracając do ślubu brata – informacja dodatkowa dla Krzytoma :P

W sobotę nie było błogosławienia młodych świętym obrazem (tak myślałem, że ten landszaft stojący u panny T na szafie się nie nada), tylko krzyżem, który w rodzinie bratowej jest od kilku pokoleń.
– Nieważne, że młodzi biorą tylko ślub cywilny – powiedziała teściowa braciszka. – Moja matka błogosławiła mnie tym krzyżem, ja błogosławiłam nim swoje starsze córki… Zamierzam i teraz zrobić to, co do mnie należy.
A potem kazała i mojej mamie dopełnić tego obrządku :)
Starsza wspomina rzecz jako jeden z najgorszych momentów dnia.
– Nie byłam przygotowania, nie wiedziałam co robić, co mam powiedzieć. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś takim. Nigdy jakoś nie widziałam, żeby i matka młodego… Coś tam rzuciłam tylko bez ładu i składu.
– A u babci był ten zwyczaj? – spytałem
– Był.
– Czyli zawaliła babcia sprawę, trzeba było córkę przygotować do ceremonii.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Cóż… Ślub cywilny. Powiem tak – nie chciałbym. Nigdy. Nie podoba mi się ta ceremonia. Powinna być jakaś – dla chcących – uproszczona formuła – coś na zasadach podpisywania aktu notarialnego. Młodzi, świadkowie, przyszli do urzędu, podpisali papierki i cześć, po sprawie. Ale OK – mnie nic takiego nie czeka w przyszłości…

* * *

Rozmowa dzisiaj z babką:
– Teraz twoja kolejka. – rzuciła starsza pani (był brat z żoną, posiedzieli chwilę, poszli po obiedzie do autobusu i wtedy babkę tak naszło)
– Babciu, nie mam najmniejszego zamiaru żenić się.
– Bo ty za bardzo się liczysz, cenisz się za mocno… Jesteś ważny… Tobie dziewczyny nie ma.
Dałem sobie spokój, bo dyskutować na temat… walka z wiatrakami.

* * *

                                                                   … więc nie ma co sobie głowy zawracać samym ceremoniałem. Tyle, że zauważyłem u rodziny bratowej… Fakt, może i kierownik USC nie miał zbyt reprezentacyjnego wyglądu, ale przecież to nie jest w sumie ważne. A były w czasie obiadu ostre przycinki i komentarze, które nie wydały mi się w najmniejszym stopniu zabawne.
– Ależ szczurek! Zamorek taki wysuszony – paplała rozbawiona siostra panny… ups, bratowej – Musiał mieć niezłe plecy, żeby załapać się na takie stanowisko. Nie, to aż wstyd, żeby taki facet….
– Gdybym miał kamerę – wpadł jej w słowa mąż – to bym od razu wyłączył. Bo to szkoda filować uroczystość z takim prowadzącym. A może specjalnie został gościu tak dobrany? Brzydsza pary młodych niż on, to już się w tym urzędzie nie trafi.
Dobra. Może i jestem zwyczajnie uczulony na żarty z cudzego wyglądu. Bo bym nie chciał, żeby ze mnie żartowano w ten sposób, więc… Ale lećmy dalej.
Przyjęcie weselne w restauracji ma swoje niewątpliwe plusy. Ale minusów – przynajmniej w moim odczuciu – też jest kilka.

1. Żarcie. Jakoś nie idzie mi picie czystej pod sałatkę z chińskiej kapusty czy papryki, a tego na stole było najwięcej (sałatki warzywno-śledziowej w ogóle nie ruszam).

2. Harmonogram. Jak podają ciasta, to dla mnie znak, że już koniec imprezy. Tymczasem siedzieliśmy przy stole jeszcze dobre sześć godzin po wniesieniu weselnego tortu. Tymczasem jeśli jem ciasto (a lubię, więc sobie nie żałuję jeśli mogę) to już gorzały nie ruszam. I to jest chyba prawdziwy i podstawowy powód tego, że wróciłem do domu prawie trzeźwy i w niedzielę nie miałem kaca :)

3. I braciszek trochę mnie zirytował. Jestem raczej człowiek małomówny, a tu jeszcze byłem uciszany.
– Ty uważaj na to, co gadasz – młodszy rzucił przez stół pod moim adresem w pewnym momencie. – Widzisz, że kelner chodzi obok. Ja mam znajomych, którzy pracują w tym fachu. Wiem, co mogą zrobić jeśli klient im się nie spodoba albo czymś podpadnie.
– Niby co? – warknąłem tylko – Jem przecież tylko to, co na stole już stoi.
Ale poczyniona uwaga odebrała mi chęć do dalszej konwersacji.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij