Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Rafał A. Ziemkiewicz’

W ostatnią sobotę mieliśmy w Warszawie najazd kosmitów. Nie żeby bardzo uciążliwy – według samych organizatorów jakieś czterdzieści tysięcy, co spokojnie wziąć można przez pół, a zjechali się przecież z całego kraju i zagranicy. Bardziej niż sama homoparada, bo o niej oczywiście myślę, irytowało zablokowanie przez policję i służby miejskie „na wszelki wypadek” wszystkich możliwych skrzyżowań, także tam, gdzie kręcący się w tę i we w tę kosmici pojawić się mieli za parę godzin, względnie, skąd już sobie poszli. No, ale to w Warszawie norma przy każdej manifestacji czy biegu – i jest to i tak najmniejszy z grzechów Hanny Gronkiewicz Waltz.

Rafał Ziemkiewicz, „Gejowska” bezczelność

sobota 9 czerwca 2018 r.

Kładę się około pół do pierwszej, a już po chwili muszę wygrzebywać się z pościeli i uspokajać babkę, bo miała jakieś koszmary i zaczęła pojękiwać przez sen. Mama wierci się na wersalce, na szczęście dość krótkie zamieszanie w pokoju nie wybiło jej ze snu.
Reszta nocy jest spokojna. Wstaję po piątej. Mama jest już na nogach, parzy sobie w kuchni kawę do porannego papierosa. Pakuję bagaże na wyjazd, wypijam herbatę, zjadam pół kanapki i o 6:30 wychodzę do autobusu.
W powietrzu nadal czuć nocny chłód, ale słońce przygrzewa już intensywnie. Na przystanku jestem zadowolony, że nie brałem żadnej, najlżejszej nawet kurtki. Przed siódmą jest już tak ciepło, że wszystko ponad cienką koszulkę byłoby zbędnym balastem.
Autobus odjeżdża o czasie (6:50). Rozsiadam się wygodnie w klimatyzowanym wnętrzu i zabieram tradycyjnie za wysyłanie pierwszych SMS-ów. Po kilku minutach wiem już, że przynajmniej cztery osoby z forum (Czartogromski, Pająk, Walpurg z Ikarem) również wyjechały do stolicy. Uspokojony chowam telefon i zaczynam wyglądać przez okno. Za Mragowem (7:25) ucinam sobie krótka drzemkę. Od Myszyńca (08:30) znów wyglądam przez okno, popijam wodę, wyjadam wafelki. Z Ostrołęki (09:20; połowa drogi do stolicy) ślę kolejne tradycyjne SMS-y – pozdrowienia dla Sojuza. Planowałem powypisywać tekst na kartkach, ale postój autobusu trwał tylko 10 minut. Zanim się rozłożyłem z całym majdanem, trzeba było znów wszystko chować do torby. Reszta podróży upłynęła mi na słuchaniu emptrójki. Najpierw puściłem sobie album Basnie „Mortissa” (nawet nie pamiętałem, że mam to załadowane), później fragment z „Nie tylko dla orłów”. Zanim autobus przekroczył Wisłę odsłuchałem wszystkie odcinki „Baśni nim zgaśniesz” i „Doradztwa intymnego”.
Przed dwunastą jestem w Warszawie. Wysiadkę mam za Dworcem Centralnym i spory kawałek do przejścia. Po telefonie do mamy (babka po śniadaniu, wszystko w porządku) dzwonię (SMS-uję) po znajomych: Czartogromski korzysta z uroków stolicy i jeszcze mu trochę zejdzie, zanim dotrze pod PKiN, Walpurg nadal w drodze, tylko Pająk jest już na miejscu, w okolicach rozkładającego się właśnie Miasteczka Równości. Przyjechał sam, więc nic nie stoi na przeszkodzie, by dołączył do mnie w drodze do hostelu, gdzie chcę zostawić torbę z ciuchami na zmianę.
Kierując się wygodą, a taniością oferty, zarezerwowałem pokój (czy też raczej łózko) w miejscu najbliższym punktowi startowemu Parady, polecanym przez organizatorów Hostelu Centrum.
Zameldować się mogę dopiero od 15, ale nie ma problemu z przechowaniem bagażu, czy korzystaniem z części ogólnodostępnej (kuchnia, jadalnia), co skwapliwie wykorzystujemy. Pająk doładowuje komórkę i wypija kawę, ja spokojnie wypisuje życzenia na kartkach. Po trzynastej robimy jeszcze zakupy w pobliskim sklepie spożywczym (Pająk bierze drożdżówkę, ja jakieś wafle ryżowe) i idziemy do największej fontanny Parku Świętokrzyskiego, gdzie ma dołączyć do nas Czartogromski.


„Gdzie strzelała w niebo fontanna, jak ogon rasowego byka”*
Niestety remont fontanny jeszcze się nie zakończył i można było ją podziwiać tylko w suchej krasie.

* * *

Tu pojawił się dylemat: Publikować zdjęcia forumowiczów, czy jednak lepiej nie? Wrócę do relacji, gdy go rozwiążę.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Tytułem wprowadzenia.

Abramasia to pewna dwudziestokilkuletnia białostoczanka studiująca w Gdańsku. Jedyna kobieta aktywna na Hydeparku Gejowa. Znamy się wirtualnie jakoś tak od wakacji. W czasie pobytu (za chlebem) w Anglii trochę blogowała – patrz Bez kropek i kresek oraz Samodzielni i Samotni.

I

Godz. 11:45 – Jestem już na dworcu w Kętrzynie. Grubo przed czasem, ale przecież nie mogłem się spóźnić. Dominuje nastrój przyjemnego podekscytowania (gęba sama się wykrzywia w uśmiechu). Przed oczy staram się przywołać obraz Abramasi (widziałem kilka jej zdjęć i wypowiedź w „Wiadomościach”). Czy rozpoznam dziewczynę? Obiecała pojawić się w czymś zielonym na piersi (luźne skojarzenie – chuda Fiona toples w wersji mini).

Godz. 12:03 – Pociąg relacji Gdańsk-Białystok wjeżdża na peron numer 2. Już z daleka widzę w drzwiach rudą (a może raczej kasztanową?) głowę panny A. Chwilę później coś żółtego biegnie w moim kierunku i rzuca mi się w objęcia. Jest tylko minuta (to jednak cholernie krótko) na całe spotkanie. Praktycznie nic ponad „Cieszę się, że była okazja” nie zdążyliśmy sobie powiedzieć. Ledwo Abramasia wypuściła mnie z ramion już musiała biegiem wracać do wagonu. Wyjąłem z kieszeni kopertę.

– Zamiast prezentu – moje życzenia świąteczne.
– Ojej, a ja dla ciebie nic nie mam. Myślałam, że zdążę wyjść z uczelni…
– Drobiazg. To tylko moja firmowa kartka.
– Niech cię jeszcze raz przytulę na pożegnanie.
– Wesołych podwójnych świat. Drugie masz w okolicach 6 stycznia?
– Ale będę jeszcze wracała na Sylwestra do Gdańska.
– Mieszkasz w samym Białymstoku?
– Tak, ale mamy dom na wsi po babci.
– To udanej podróży…

Godz. 12:04 – Pociąg odjeżdża ze stacji. Niestety nie mam przy sobie czystej chusteczki, wiec nie mam czym pomachać. Zresztą nie widać Abramasi wyglądającej z okna przedziału.

Wszystko trwało tak krótko, że w ogóle nie wiem co myśleć. W każdym razie na wspomnienie tej minuty gęba sama mi się wykrzywia w uśmiechu.

II

Wieczorem, wracając z rozpaczliwych poszukiwań czegokolwiek na prezent dla babki (nadal nie mam pomysłu co to mogło by być – chodzę po sklepach i patrzę, pełen nadziei na nagłe olśnienie), na placu Piłsudskiego natknąłem się na Tadka. Szedł z naprzeciwka, ale nie rozpoznał mnie pod naciągniętym na głowę kapturem. Zaczepiłem chłopaka.

– Oooo!!! – facet jakby ucieszył się ze spotkania. – Dawno się nie widzieliśmy! Przestałeś do kościoła chodzić czy co?
– Nie, po prostu…

Bla, bla, bla. Rozmowa poszła normalnym torem – że w kętrzyńskim kinie nic nie ma interesującego, że o „King Kongu” słychać całkowicie odmienne opinie, że przy Gwiazdce są zawsze problemy z upominkami, że…

Zauważyłem, ze gazeta trzymana przez Tadka w ręku to nic innego jak „Gazeta Polska”.
– Czytasz to? – zdziwiłem się.
– To i tylko to.
– Poważnie? Kiedyś gdy mieli dobre archiwum sieciowe czytałem zawsze felietony Ziemkiewicza.
– Pisze świetne teksty. Zgadzam się z każdym jego słowem.
– Żartujesz! Ja z żadnym. Nie powiem, Ziemkiewicz pisarzem jest niezłym, ale felietonista… Beznadziejny.
– A ty co – z jakiejś opcji bardziej takiej na lewo?
– Nie powiem, że mam jakieś sprecyzowane lewicowe poglądy, ale z Ziemkiewiczem na pewno mi nie po drodze. Wolę poczytać inteligentne teksty Kingi Duniin z „Wysokich Obcasów”.
– Sfrustrowana baba, której nie wyszło z facetami. Pisze dla takich samych jak ona frustratek. Jestem za patriarchatem. W „Gazecie Polskiej” jeszcze Łysiak dobrze pisze…
„Jasne. Łysiak – kolejny prawicowy oszołom” – pomyślałem sobie.
… Szkoda, że nie wystrzelali wszystkich komunistów. – kontynuował Tadek. – Dopiero wtedy byłby w Polsce porządek.
Piwo z Tadkiem wydało mi się jakieś całkowicie nieatrakcyjne.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Rzygać się chce na ich widok. Fryzurka, buciki, kolczyk, a głupie to, że tylko płakać. Szczyt marzeń, żeby móc jak na Zachodzie wyjść w przebraniu na ulice i pokręcić dupką.

Rafał A. Ziemkiewicz, Ciało obce

– O Boże! Ile tej makulatury! – rzuciła mama siadając przy moim biurku. Faktycznie można było się trochę przestraszyć, bo nie zdążyłem jeszcze poukładać przywiezionych ostatnio ze stolicy książek (nadal zalegają na podłodze w malowniczym stosie, przemieszane z wydrukami od Pinokia) – W domu wszystkie szafy gazetami założone, a teraz u babki mieszkanie zapełniasz! I gdzie się później [w domyśle – gdy już wyląduje jako bezdomny pod mostem] podziejesz z cała tą swoją biblioteką?

Jak to miło gdy rodzice się martwią o przyszłość dziecka!

Wizyta była zapowiedziana, więc babka zdążyła się przygotować. Na obiad podaliśmy pizzę. I piwo. A po piętnastej tradycyjnie odprowadziłem rodziców na przystanek. Krótka wizyta – można by pomyśleć, że w ogóle jej nie było. Została tylko senność i jakieś rozdrażnienie. Z sennością sprawa jasna. To wypadkowa usypiającej, deszczowej pogody i faktu, że rano musiałem wstać już przed dziesiątą. Ale skąd to rozdrażnienie?

No nie! Jeszcze babka przełączyła telewizor na TV TRWAM! Jakby „Wiadomości” nie były dość irytujące!

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Zaśpiewało by się „Ta ostatnia niedziela…” bo jutro rozstanę się prawdopodobnie z samotnym pomieszkiwaniem :) W sumie najwyższy czas żeby babka wróciła do domu. Wreszcie jakiś porządny obiad sobie człowiek zrobi. Dla jednej osoby na prawdę nie warto gotować – przynajmniej ja na to jestem za leniwy. Nawet takiej błyskawicznej chińskiej zupki (co to tylko makaron do miski i wrzątkiem zalać) nie chciało mi się robić.
Dzionek dzisiejszy upłynął mi na typowym błogim nicnierobieniu. Chociaż nie – wreszcie ściągnąłem sobie na dysk brakujące tegoroczne felietony Rafała A. Ziemkiewicza z „Gazety Polskie”. Przy okazji była lektura… i zżymanie się na autora, prawicowego homofoba. Ależ facet jest wnerwiający w tych swoich sformułowaniach i twierdzeniach. Czasem się zastanawiam – po jaką cholerę czytam te teksty? Ot, właśnie otworzyłem pierwszy felieton z brzegu, tak jak mi się uszeregowały w folderze…

W historii Kościoła wszystkie jego upadki miały za przyczynę właśnie nadmierne uleganie wpływowi wiernych. To uliczny motłoch palił czarownice i heretyków, gdy Inkwizycja starała się dochodzić, na miarę ówczesnej wiedzy, czy posądzony rzeczywiście jest winien czarownictwa albo herezji.

Cudowny gość! Podobno wszystko, co powoduje przyspieszenie akcji serca wpływa korzystnie na jego stan – zapobiega zawałom czy coś w ten deseń. W tym względzie spotkanie z Ziemkiewiczem- felietonistą to niezawodny środek pobudzający.

A teraz – wykorzystawszy swoje telewizyjne okienko¹ – znikam z sieci do jutrzejszego dnia.

+

Dziś mija 58 rocznica urodzin Freddie’ego Mercury.

________
¹ Wolną godzinę pomiędzy „Morderstwami w Midsomer” (odc. Wyścig z czasem; Hallmark, godz. 19:30; nie ma to jak tradycyjny angielski kryminał), a „Folwarkiem zwierzęcym” (TVP1, godz. 22:40; jestem ciekawy jak wypadnie Orwell na ekranie) Johna Stephensona.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Rodzice nadal w gościnie. Czy to rozsądne z mojej strony przeglądać w ich obecności strony Gejowa? Fakt, że staram się szybko schować logo portalu. No i ojciec po dwóch flaszkach Budafoku nie jest już zbyt groźny. Ale mama… Trochę byłoby niefartownie, gdyby wielkanocny zając przyniósł jej w prezencie wieść, że ma syna pedała. Buuu!!! Razi uszy!? Na Wirtualnej Polsce cenzurują w komentarzach użytkowników nawet przyjemniej brzmiące słowo „gej”. Czyli nie warto się szczypać skoro i tak się, i siak niedobrze. Zresztą, jeśli przyjąć punkt widzenia Rafała A. Ziemkiewicza, lepiej już określać się mianem pedała. Jak napisał w felietonie „Home go home!” utożsamianie gejów z homoseksualistami to czysta manipulacja. „Między homoseksualistą a „gejem” jest dokładnie taka sama różnica, jak między heteroseksualistą, a z przeproszeniem, dziwkarzem. (…) Ruch „gejowski” nie po to powstał i nie po to organizuje swe parady, by pokazywały, że homole są ludźmi równie jak inni zdolnymi do głębszych uczuć, do wierności i życia w stałych związkach. Ruch „gejów” wyrasta z żarliwej pochwały homoseksualnej (…) rozpusty.” Nie… te jego teksty (pożyczyłem z biblioteki tom felietonów Ziemkiewicza „Viagra mać” wydany w 2002 r.) są naprawdę niesamowite! Muszę sprawdzić, czy na Gejowie była jakaś reakcja, gdy przed laty „Home go home!” miało swoją prasową premierę.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij