– A ksiądz się ożeni, gdy zniosą celibat? – odbijam piłeczkę. – Ponoć to już coraz bliższe.
– Ale my już teraz możemy się żenić. Po osiemdziesiątce. Za pisemną zgodą obu rodziców – żartuje proboszcz.
Za dodatkową korzyść z kolędy (obok obrazka) można uznać to, że przy szukaniu na strychu białego obrusa odkryłem takie ilości ręczników i pościeli, wyniesione pospiesznie w maju z innymi tekstyliami, że po zabraniu wszystkiego do domu opróżniłem kolejne pudło.
Posts Tagged ‘proboszcz’
Dzień dwieście pięćdziesiąty pierwszy (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, tagged dialog, kolęda, korekta (R), porządki, proboszcz, żart on 15 stycznia 2024| 43 Komentarze »
Dzień tysiąc trzydziesty dziewiąty (środa)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Z fotopuszki, tagged Bazyli, kolęda, mpp, pocztówka, proboszcz, Regysky on 18 stycznia 2017| 6 Komentarzy »
Kolęda. Przychodzi sam proboszcz, już po szesnastej. Babka jeszcze nie zdążyła zasnąć po obiedzie i nawet wykazuje pewną aktywność w czasie duszpasterskiej wizyty, komplementując duchownego.
– Ksiądz ma bardzo miły głos – stwierdziła po modlitwie. A później już tylko przygląda się mojej rozmowie z proboszczem.
Hej kolęda, kolęda!
Posted in babka, tagged Abramasia, Agrippina, babka, George Frideric Handel, kolęda, Lekcja muzyki, odsyłacz, PR2, problemy z ciśnieniem, proboszcz, wieczór operowy Dwójki on 5 stycznia 2013| 38 Komentarzy »
W tym roku wyjątkowo obyło się bez nerwowego wypatrywania księdza, wyglądania przez okno, wybiegania na korytarz. Poranne problemy z ciśnieniem (204/124) na tyle wymęczyły babkę, że po obiedzie dała się bez problemu zapędzić do łózka i doczekała duszpasterskiej wizyty spokojnie leżąc pod kocem. Tylko co pewien czas dopytywała się, która godzina i czy przypadkiem nie słychać, by ksiądz dotarł już do naszej klarki schodowej.
Po „Teleexpressie” do Ireny MB zastukała sąsiadka z parteru, że właśnie był u niej sam proboszcz i że poszedł dalej. Siedem mieszkań później (chociaż chyba nie we wszystkich otworzono księdzu drzwi) i my mieliśmy okazje do pogawędki z głową parafii. Po krótkiej modlitwie i pokropku padły standardowe pytania, a po nich równie standardowe odpowiedzi. Tylko przy „A kiedy babcia wnuka wreszcie ożeni?” babka dała się lekko ponieść fantazji i wyjechała z tekstem o mojej wybredności. I o bardzo fajnej dziewczynie, która jest teraz niestety w Anglii (wiedziałem, że Abramasia przypadnie babce do gustu), ale nadal o nas pamięta.
Od 17:55 wieczór mamy już tylko dla siebie.
Babka zmęczona atrakcjami dnia szybko kładzie się spać. Ja po drobnym obżarstwie i krótkiej kąpieli zalegam przy radioodbiorniku. Dokładniej – włączam Dwójka (PR2), która serwuje retransmisję „Agrippiny” Haendla. Tym razem słychać wyjątkowo silnie, że to nagranie ze sceny, zrealizowane w trakcie przedstawienia, ale „Agrippina’ to jedna z moich ulubionych oper, więc nawet nie bardzo mi to przeszkadza.



