Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘pawilon’

Po piętnastej wychodzę do pawilonu kupić coś smaczniejszego na obiad.
Na stoisku z mięsem¹ nie ma nikogo z obsługi. Rozglądam się po gablocie z garmażerką i rybami, zastanawiając nad wyborem czegoś pod gust babki. Odrażający, obleśny tłuścioch woła w głąb sklepu, do sprzedawczyni robiącej porządek na regale z sokami:
– Można kogoś prosić?
Kobieta² porzuca swoje zajęcia i rusza z pomocą.
– Wezmę na pewno kawałek twarogu – mówi tłuścioch.
– Całą kostkę?³
– Jaki termin?
Sprzedawczyni sprawdza datę na wydruku.
– Szesnasty… Krótki.
– To nie, wystarczy kawałek z tych większych.
– Tutaj jest prawie połówka… – sprzedawczyni wybiera twaróg, odważa, nalepia cenę.
– A sałatka jarzynowa to zwyczajna?
– Tak.
– To może średni pojemnik… I ryby po grecku trochę. Najmniejsze pojemniki jakie są?
Sprzedawczyni pokazuje niewielką plastikową foremkę.
– Nie, za mała. Ryby też średni pojemnik, tylko proszę nie dopychać do pełna.
Grubas przechodzi do części gabloty z wędlinami.
– I jeszcze pasztetu kawałek. Może być kołacz.
Sprzedawczyni bierze obeschniętą i pociemniałą ćwiartkę ze sterty pasztetów.
– Nie, ten jest do niczego – ocenia, odkładając kruszący się pasztet na bok i wyciągając inne, zafoliowane nadal opakowanie. – Ukroję świeżego.
„A ja bym pewnie babce wziął taki stary – myślę – gdyby chciała mi go sprzedać”.
+
O siedemnastej wychodzę do zamku posłuchać, jak najładniejszy z muzealnych kustoszy (przewodników?) opowiada o trzech żołnierzach króla Sobieskiego, których konterfekty można znaleźć na obecnej wystawie. Po dwóch godzinach publiczności zaczyna ubywać i prelegent się poddaje, dobrnąwszy ledwo do dekapitacji Władysława Denhoffa i może jednej drugiej materiału, który chciał zaprezentować.
– Powinienem był chyba każdemu z tych panów poświęcić osobną akademię – stwierdza pogodnie (?) na pożegnanie.

_________________
¹ Wędliną, nabiałem, garmażerką, rybami i surówkami na rozwagę.
² Brunetka. Mama mówi o niej „ta ładna czarna”.
³ Krajanka 500-600 gram.

Read Full Post »

W namiocie pustym ja zostałem z żoną.
Ale czy pojmiesz? — zamiast nas połączyć,
Boleść, obojgu nam rozdarłszy łono,
Zaczęła jakieś jady w serca sączyć,
I teraz chyba je sam Bóg oczyści.
Smutek podobny był do nienawiści
I stanął czarny, wielki, między nami.
Więc rozłączeni byliśmy i sami.
I nie mówiliśmy do siebie słowa —
bo powiedz, jakaż być mogła rozmowa,
W pustym namiocie między mną i żoną?
Pomiędzy ojcem i matką tych dzieci?..
Słońce wschodziło w upały czerwono,
Co dnia tonęło tam, gdzie teraz świeci,
Jak jaka skrawa pożaru pochodnia. —
Więc tak bezdzietnym było — i tak co dnia —
Cisza ogromna namiot nasz zaległa.
Chyba mysz jaka w księżycu przebiegła;
Zgoła innego jęku ni szelestu….

Juliusz Słowacki, Ojciec zadżumionych

Dialog w sklepie przy kasie:
– Gdzie maseczka?
– Zapomniałem.
– To proszę więcej nie zapominać, bo następnym razem pana nie obsłużę.

Dzień #2287.

Read Full Post »

Nie odnajduję się w przearanżowanej, przechrzczonej Nemezji. Po dziesięciu minutach poszukiwań płatków owsianych poddałem się i kupiłem kukurydziane. Alejki sklepowe są ciut szersze, wybór towarów na półkach jakby mniejszy. Plastikowe kosze wyparły druciane, a pomarańcz Gamy zastąpił niebieskości Społem. Ogólnie coś mi się nie wydaje, by to były zmiany na lepsze.

Read Full Post »

3:55 Pobudka.
Wyjątkowo ze snu wyrywa mnie dopiero dzwonek budzika.
4:24 Majster.
Tankowanie.
4:50-14:30 Na budowie w Ż.
Ostatnia warstwa bloczków na fundamentach od pola, zalewanie nadproża nad oknem zsypu, tynkowanie.
10:10 Po śniadaniu murowanie fundamentów narożnego filera i zalewanie czwartego słupa.
12:05 Transport styropianu i reszty towaru do ocieplania fundamentów. Majster się cieszy.
– Będzie się można od rana zabrać do roboty.
13:00 Smarowanie zewnętrznych ścian fundamentów izolacyjnym mazidłem (dysperbit).
14:50 W domu.
Zastałem jeszcze mamę – przejazdem w Kętrzynie po wizycie u lekarza. Chwila rozmowy w chacie i w drodze na przystanek (już po 15:15). Wracając robię zakupy w pawilonie (społemowska Nemezja) i ogrodniczym (potrzebuję ziemi i doniczki na sadzonkę fikusa).
Po kąpieli obiad i „Lekcja muzyki Piotra Orawskiego”. Resztę wieczoru przesypiam.
Wstaję (z trudem) dopiero o 21, na odcinek „Braci i sióstr”, a po serialu od razu pakuję się do łózka.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

Godz. 03:55. Pobudka.
Godz. 04:55. Majster się lekko spóźnia. A może teraz będzie już przyjeżdżał tak stale?
Godz. 05:07. Na budowie w NR.
Plastuś już się krząta na placu, dowozi taczką cement i wapno.
Cementowe bloczki są w wykopie.
Wyciągam z blaszaka betoniarkę, mieszam zaprawę i majster rusza z murowaniem fundamentów.
Godz. 08:30. Śniadanie.
Straszyli w prognozie upałem, ale dzień jest całkiem znośni – parny, ale pochmurny, więc słońce nie daje zbyt mocno popalić.
Godz. 11:00. Wypad do sklepu po wodę mineralną.
Kłania mi się jakiś nieznajomy chłopak na przystanku. Zmyliło go, że tak uważnie mu się przyglądam?
Godz. 13:05. Skończył się cement, ale majstrowi nie spieszno z powrotem do domu.
Godz. 14:25. Zjazd z budowy.
Godz. 14:35. Obiad, rozmowa z babką o pierdołach. Pani A. ma ją zarejestrować na jutro do lekarza.
– I znowu zawraca babcia kobiecie głowę – burczę z wyrzutem. – Przecież mama miała przyjechać i iść razem z babcią.
– Ale Ania sama zaproponowała… – broni się babka.
Akurat!
Godz. 15:00. Kąpiel. Przez pół godziny leżę w wannie. A później nakładam cieniutkie szorty w owieczki i zalegam na kanapie. Słońce właśnie wylazło zza chmur i w mieszkaniu zrobił się gorąc nie do wytrzymania.
Godz. 18:10. FoxLife „Bracia i siostry” odc. 1 (sezon 4) – „Przyjęcie zaręczynowe”.
Godz. 19:10. Zakupy w pawilonie.
Znów wdałem się w pogawędkę z kasjerką. I skusiłem na kilogram krówek.
Godz. 19:25. No to mam jeszcze prawie dwie godziny dla siebie.

-100%-
2020.05.20; Wpis przejrzany, poddany estetycznej kosmetyce.
Pierwotnie w tytule „2065. Poniedziałek”.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij