Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Outlander’

Wtorek

Zastanawiam się nad zakupami w sklepie Gildi.pl. Kuszą obniżką cen przy okazji zimowego czyszczenia magazynów. W nocy kończę czwarty sezon „Outlandera”. W lekturze jestem jakieś pół tomu do tyłu względem akcji serialu.

Środa

Cotygodniowa wizyta mamy. Na obiad zarządzam mięso w sosie. Mama kupuje kilogram karkówki – będzie na kilka dni. Nadal myślę o zakupach.

Czwartek

Popołudnie z Barbarą i Kunegundą. Młoda zainteresowała się drzewem genealogicznym rodziny i pracowicie spisuje imiona dziadków, pra- i prapradziadków z ich licznym potomstwem i rodzeństwem. Wracając z dworca kupuję nową myszkę. Te komputerowe swoją żywotnością zaczęły naśladować naturalne odpowiedniki. Wieczór przesypiam.

Piątek

Od rana porządki w pokoju i czekanie na księdza. Przyszedł jakieś pół godziny wcześniej, bo wypadły mu trzy osoby z listy. Zakupów w Gildi.pl nie zdążyłem zrobić, ale jeszcze przez tydzień ma być zimowa obniżka cen w Bonito, więc nic straconego.

Read Full Post »

Babka pilnuje, bym przez cały dzień miał zajęcie. Wieczorem doczytuję „Pana Samochodzika i templariuszy”, a po odcinku „O mnie się nie martw” zaczynam czwarty sezon „Outlandera”.

Read Full Post »

Zacząłem oglądać trzeci sezon „Outlandera”. W lekturze nadal jestem przy pierwszym tomie.

Read Full Post »

O jedenastej na chwilę pojawia się słońce, mamiąc obietnicą przyjemnego (dla oka) dnia. Kończy się na obietnicy i pochmurnych ponurościach doprawionych pod wieczór jakąś mżawką. Bez żalu rezygnuję ze spaceru na rzecz lektury. Zwłaszcza, że im głębiej w opowieść, tym więcej różnic między powieścią Gabaldon, a serialem, który na jej podstawie powstał. Na obiad szykuję misę kopytek. Babka drzemie spokojnie nie absorbując zbyt często mojej uwagi.

Apendyks

piątek 16 listopada 2018

Ludzie z forum MPS są dość silnie zintegrowani. Co roku spotykają się na różnych wakacyjnych zjazdach, często odwiedzają Jerzwałd i inne miejsca związane z Panem Samochodzikiem. Byłoby mi raczej ciężko wybrać się na kilkudniową wyprawę gdzieś w Polskę. Zresztą nawet nie wiem, czy bym chciał. Iława z tym odsłanianiem tablicy poświęconej Nienackiemu spadła mi jak z nieba: w miarę blisko, krótko i niezbyt ludnie. Wiedziałem z forumowych zapowiedzi, że spotkam góra pięć osób znanych mi do tej pory jedynie wirtualnie. Doskonała okazja, gdybym chciał się bardziej zbliżyć do tego środowiska. A chciałem. Napomknąłem więc na forum dwa tygodnie temu, że kusi mnie ta impreza. Co spotkało się z pozytywnym odzewem i prośbą ze strony Berty von S., bym jej przy okazji przywiózł słoik kętrzyńskiego majonezu, bo bardzo lubi, a w stolicy nigdzie takiego nie może kupić. „Nie ma problemu” – odpowiedziałem. A później pozwoliłem pokusie rosnąć, co ostatecznie doprowadziło do piątkowego wyjazdu.

Do sali konferencyjnej portu zajrzałem około 11:30, bez problemu lokalizując pod ścianą gromadkę forumowiczów. Wszystko dzięki obecności Nietajenki, którego wygląd zapamiętałem z przeglądanych latem zdjęć (chyba zadziałał tu jakoś fakt, że N. mieszka dość blisko, bo w Olsztynie).
– Berty nie ma? – spytałem po oficjalnej prezentacji, gdy się okazało, że blondynką (i jedyną kobietą) w rozgadanej trójce jest Aldona
– A jest, jest. Tam siedzi – uspokoił mnie Nietajenko, kiwając głową w stronę grupki trzech zajętych rozmową kobiet. Tzn teraz tak to interpretuję, bo wtedy wydawało mi się, że wyraźnie kiwa w stronę eleganckiej, sympatycznej pani w czerwonym szalu. Więc to do niej podszedłem, przedstawiłem się grzecznie (jakie to szczęście, że postanowiłem na spontaniczność i nic nie szykowałem na to spotkanie, np okolicznościowego wierszyka!) i przystąpiłem do wręczania przywiezionego z sobą słoika. Czym wywołałem wyraźną konsternację na obliczu kobiety i nieskrywane rozbawienie długowłosej brunetki zajętej do tej pory intensywną konwersacją z siedzącą obok starszą panią.
Reszty w sumie nie bardzo pamiętam. Doszedłem do siebie gdzieś tak w okolicach dwunastej, na świeżym, a rzeźwym powietrzu, obserwując odsłanianie kolejnych tablic w Alei Żeglarzy.
Na szczęście dla Berty synowa Nienackiego nie okazała się wyrafinowaną smakoszką spragnioną kętrzyńskiego majonezu i po wyjaśnieniu nieporozumienia oddała słoik koleżance B.
Nie da się ukryć – miałem mocne wejście do towarzystwa.


Od lewej: Alicja Janeczek, Ewa Golec-Nowicka (synowa Nienackiego), Berta von S., Even, Nietajenko, Aldona.

Dla zainteresowanych: trochę zdjęć i krótka migawka filmowa w relacji Iławskiego Dziennika Internetowego

Read Full Post »

Mglisto, deszczowo, sennie.
Babka wczesnym rankiem jest mocno niespokojna, co później odsypia (oboje odsypiamy) i śniadanie je dopiero po trzynastej. Na obiad smażę trochę placków (garść mąki, dwa jabłka). Wieczór spędzam nad książką. Przed snem oglądam jeszcze odcinek „Outlandera” i znów kładę się nierozsądnie późno.

Read Full Post »

Daję się wciągnąć powieści „Lord John i sprawa osobista”. Choć lektura byłaby ciut przyjemniejsza (pełniejsza), gdybym znał wcześniejsze poczynania tytułowego lorda Johna, opisane przez Gabaldon w jej sztandarowym romansowo-fantasyczno-historyczno-przygodowym cyklu zekranizowanym jako „Outlander.

Read Full Post »

Na obiad smażę placki z jabłkami. Paweł przywiózł trochę jakichś dziczek, z wyglądu nieefektownych, ale całkiem smacznych. Po wieczornym seansie „Outlandera” został mi do obejrzenia już tylko finałowy odcinek pierwszego sezonu. Mam nadzieje, że zakończenie zatrze złe wrażenia po wyjątkowo nudnym odcinku poświęconym weselu (nocy poślubnej) głównej pary bohaterów.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij