Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Dziedzictwo’

Z regału niechcianych książek przy powiatowej bibliotece wziąłem dzisiaj dwa tomiki Nike¹. „Drugie życie” Jurija Trifonowa, bo bez okularów wydało mi się, że na okładce jako autor figuruje Turgieniew i „Dziedzictwo” Sybille Bedford. W tym drugim tytule skusiła mnie pieczątka „Dar od redakcji Gromada. Rolnik Polski”. W domu zauważyłem, że „Dziedzictwo” przełożyła Mira Michałowska, co można policzyć powieści za plus. Drugie spostrzeżenie, że przez pięćdziesiąt lat (wydanie z 1974 roku) nikt tego egzemplarza nie przeczytał, bo w jednym miejscu ma nierozcięte kartki, świadczyłoby raczej na niekorzyść powieści.
______________
¹ Zawsze podobałam mi się edycyjna elegancja tej serii.

Read Full Post »

Dobrze, skoro się domagacie…

Piątek

Mama chyba w ogóle nie spodziewała się mojego przyjazdu. Po czternastej zastaję ją na rabatce pod domem, zajętą zasypywaniem kolein wyjeżdżonych jesienią przez podnośnik, którym podawano na dach cegły do przemurowania komina.
– Tak się wprosiłem… bez zaproszenia… – sumituję się przy obiedzie (mama odgrzała ziemniaki i jakieś kupne, drobiowe, tanie i zupełnie pozbawione smaku kotlety). – Nawet nie spytałem, czy mogę przyjechać.
– Na urodziny nikogo się nie zaprasza. Kto chce to przychodzi – zauważa mama. – Zresztą po śmierci ojca, babci w ogóle nie mam chęci urodzin obchodzić.
Wieczór spędzam przed telewizorem. Po porcji niewysokich lotów turecczyzny („Dziedzictwo”, odc. 202, „Zakazany owoc”, odc. 393) oglądam jeszcze nowego „King Konga” (2005), widowiskowego, ale nie budzącego takich emocji jak ten ze śliczną Jessicą Lange (1976).

Sobota

W nocy spadł śnieg i ponurawy listopad, którym przywitała mnie wieś w piątek, zamienił się w białą zimę. Na krótko jednak. Ze wzrostem ciśnienia temperatura podniosła się do 7°C i wieczorem po białości nie zostało śladu.
Śpię marnie, wstaję późno i od śniadania w zasadzie siedzę głównie w kuchni z mamą, słuchając tego, co ma do powiedzenia. Jeśli sam się odzywam, to tylko w sprawach przyziemnych i codziennych.
– Co dziś na obiad? – pytam (przykładowo).
– Zupa. Ugotowałam, jakiej nie lubisz – odpowiada mama.
– Tak? – zaciekawiam się, bo raczej bym nie powiedział, że jest jakaś zupa, której nie lubię.
– Ogórkową.
– Może być i ogórkowa, byle odpowiednio kwaśna. Skoro miała mama starkowane ogórki to szkoda, żeby się zmarnowały.
– Dałam więcej śmietany. I są jeszcze przysmażane kurze udka, bo gotowałam na drobiu.
– Zjem tylko zupę.
Zabrałem felietony Rusinka z myślą, że wreszcie doczytam ten zbiór, ale po południu światło robi się marne, a u mamy nie ma żadnej lampki.
Wieczorem oglądamy komedię z Colinem Firthem, „Gambit, czyli jak ograć króla” (2012).
Kładę się wcześniej i długo nie mogę zasnąć. O trzeciej wstaję wypuścić kota, bo się zrobił nadaktywny, hałasuje i nie chce już siedzieć w mieszkaniu.

Urodzinowa niedziela

Po południu przychodzą na obiad Paweł z Barbarą. U Kunegundy jest Ingwar, więc wolała towarzystwo kolegi.
Mama nie szykowała na urodziny nie szykuje niczego specjalnego. Upiekła w prodiżu kurze udka, bez obfitości warzyw (nie udały jej się w zeszłym roku na ogrodzie i wszystko musi kupować), więc zaledwie zjadliwe (nie jestem fanem drobiu, z takiego pieczenia zawsze najlepsza była marchewka, której teraz zabrakło).
Po obiedzie jest kawa, ciastka (kupne), czekoladki. Brat wypił kieliszek wiśniówki (dwuletniej, mama robiła nalewkę jesienią, jeszcze za życia ojca), ja nigdy nie byłem amatorem, więc się wymawiam.
Po czternastej (14:30?) wychodzimy w trójkę na spacer, do lasu i nad rzekę sprawdzić, czy jest dużo wody w Gubrze. Brat robi zdjęcia i narzeka na brak dobrego światła. Hen za lasem słychać na polach żurawie, ale to chyba za wcześnie na zwiastun wiosny. Wracamy przez cmentarz i przez wioskę, bo bratowa chce jeszcze zajrzeć do sklepu (kupuje karmę dla psa i kotów – po puszce – i sobie chipsy). W domu jestem o szesnastej trzydzieści. Mama przez ten czas ledwo zdążyła wymyć talerze z obiadu. Zadzwoniła do niej znajoma z życzeniami i blisko godzinę trzymała na słuchawce, opowiadając szczegółowo o wszystkich chorobach i biedach, które ja gnębią, o wizytach u lekarzy, o tym, jaka była nieszczęśliwa w pracy z podłymi bachorami i że teściowa nigdy jej nie lubiła.
– Nauczycielki to są jednak nienormalne – podsumowuje rozmowę mama.
Wieczorem oglądamy jeszcze wspólnie „Zatokę szpiegów” i znów wcześnie ląduję w łóżku. Kot tym razem wyszalał się przez dzień na podwórku (złapał przynajmniej dwie myszy), więc śpi spokojnie w mieszkaniu do samego rana.

Read Full Post »

Zaliczam krótki wypad na wieś. Wyjazd w poniedziałek rano, powrót dziś po południu.
Nigdzie nie chodzę, spędzam czas z mamą. W poniedziałek rozmawiamy i oglądamy telewizję: dwa odcinki tureckich telenowel¹ i z rzeczy ambitniejszych film niemiecko-francuski „W ułamku sekundy”, co nie było najrozsądniejszym posunięciem. Mama już trochę do siebie doszła, ale nadal może oglądać jedynie rzeczy lekkie i głupiutkie (odwraca wzrok przy scenie z wybieraniem trumien w zakładzie pogrzebowym, a gdy w sądzie przyszło do omawiania obrażeń dziecka, które zginęła w zamachu bombowym, wychodzi do kuchni zapalić, a i tak w nocy śni jakieś koszmary).
Dziś już tylko rozmawiamy, momentami w trójkę (rano była bratowa, po obiedzie, gdy wychodzimy przed blok z kawą/herbatą napatoczyła się sąsiadka, a pół godziny przed moim wyjściem na autobus – Kunegunda).
Mama piecze jabłecznik z pięciu jabłek i szklanki mąki. Wypijam piwo, które kupiła sobie na któreś święta² z myślą, że może zachce, ale nie zachciała. Podjadam trochę malin z krzaka. Wracając zabieram torbę zimowych jabłek oraz po dwa słoiki marmolady wiśniowej i drylowanych wiśni w syropie.
_______________
¹ „Dziedzictwo”, odc. 122, „Zakazany owoc” odc. 314.
² Chyba na zeszłoroczne Boże Narodzenia, bo puszka się zdążyła przeterminować o trzy miesiące. Piwo Żywiec, ulubiona marka babki.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij