Kto w Tłusty Czwartek nie zje pączków kopy, temu myszy zniszczą pole i będzie miał pustki w stodole.
Mglisto, pochmurnie, deszczowo. 6°C.
Po paczki do Mistrza Jana wybrałem się dopiero przed czternastą. Nadal były.
– Ooo… – mówię do sprzedawczyń. – Miałem nadzieję, że już nie kupię, bo wszystkie się rozeszły, a tu pełen wybór.
– A mamy, mamy.
Wziąłem dwa z lukrem. Po 4,70 zł sztuka.
Chwilę po wyjściu ze sklepu zauważyłem Pawła. Otwierał właśnie drzwi do bloku, trzymając w lewej ręce pudełko, w którym z daleka rozpoznałem pudełko z pączkami. Kupił w Dino 12 sztuk za 3,48 zł (29 groszy za pączka).
Gdybym wiedział, bym zaoszczędził – stwierdziłem.
Z samego rana kupiłem – powiedział Paweł. – Dwa możesz zjeść.
I w sumie więcej niż dwóm chyba bym nie dał rady, bo dinowe pączki były mocno treściwe, z dużą porcją różanego nadzienia i czekoladową polewą z wierzchu. Apetytu na obiad nabrałem dopiero przed dwudziestą.




