Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘leczo’

Pierwsze leczo w tym sezonie. Za dużo pomidorów, papryka tylko jedna, bez kiełbasy, bo się akurat rozpadało i nie miałem zapału do wyjścia na zakupy. Ogólny rezultat dość średni, ale babka je z apetytem. Jedną porcję (litrowy pojemnik po lodach Algidy) mrożę, bo rano ojciec podrzucił świeżej fasoli i we wtorek muszę gotować zupę.

Reklamy

Read Full Post »

Poniedziałek

Nie pamiętam. Była Barbara, prałem, babka spała – może nie zrobiłem żadnego obiadu?

Wtorek

Gotuję wielki gar leczo. Obiad jest dopiero w porze kolacji. Leczo (porcję do zjedzenia) zagęściłem jajkiem. A dokładniej trzema jajkami.

Środa

Dodaję do leczo kukurydzę i czerwoną fasolkę. Po puszce.

Czwartek

Zlitowałem się nad babką i nad Pawłem – na obiad kupuję im porcję galarety. Sobie gotuję do leczo kaszę gryczaną.

Read Full Post »

Pierwsze leczo w tym sezonie udało mi się dość średnio. Dorodne pomidory, przy kupnie wyglądające na porządnie dojrzałe, okazały się mocno kwaśne. I ryżu (zagęszczacz, zamiast jajek) dodałem chyba za dużo. Babka obiad zjadła z dokładką i nie miała co do smaku najmniejszych zastrzeżeń, ale ja nie jestem usatysfakcjonowany. Jutro dokupię po puszce czerwonej fasoli i kukurydzy i dodam do tego, co zostało w garze (porcja na minimum dwa obiady).

Read Full Post »

Pomidory od rodziców dojrzewają na potęgę, więc muszę (ale w sumie też i chcę) znów robić leczo. W dużym garze, z konserwową fasolką i kukurydzą – przy obecnie marnym apetycie babki obiadów na tydzień.
Przy okazji wyjścia na zakupy zaglądam do saloniku Ruchu na Powstańców Warszawy i kupuję pierwszy numer „Pride”, jeden z dwóch egzemplarzy wyłożonych obok „Men’s Health”. W domu, po przekartkowaniu numeru, utwierdzam się tylko w przekonaniu, że nie jestem targetem dla żadnych magazynów lifestylowych. „Pride” graficznie prezentuje się fajnie, obrazki miło pooglądać, a wywiady przeczytam z ciekawością, ale porady dotyczące mody, urody i pozostałych pierdół interesują mnie równie mocno, jak… [porównanie do uzupełnienia; do głowy przyszła mi tylko motoryzacja i orgazm łechtaczkowy, pierwsze mało czytelne, drugie raczej niedopuszczalne]
Wieczorem czuję się dość średnio. Głowa niby nie boli, ale jakby miała zamiar. Babka też odczuwa jakieś niesprecyzowane dolegliwości i jest dość uciążliwa.
Przed snem oglądam kolejny odcinek „Wirusa”. Jest w tym serialu coś irytującego. Przez chwilę nawet przypuszczałem, że ma to być jakiś alternatywny świat, w którym zabrakło opowieści o wampirach. Ale nie, to tylko doktor Goodweather (jeden z głównych bohaterów) jest aż tak hiper super racjonalistycznym naukowcem, że żadne nadprzyrodzone skojarzenia nie przychodzą mu do głowy.

Read Full Post »

Ciepło, słonecznie, sennie.
Pierwszą drzemkę ucinam już przed śniadaniem, drugą pod wieczór. Resztę dnia spędzam głównie w kuchni, pichcąc wielki gar leczo i dżem z węgierek od brata.

Read Full Post »

W pakiecie z LatarnikaWczorajszą porcję leczo zagęszczałem jajkami. Dziś dla urozmaicenia dodałem brązowego ryżu.
Poza tym piorę. Netuję. I drzemię.
Miałem poczytać „Sanato” Szczygielskiego, ale początek mnie nie wciągnął. A po „Ślepaku” chciałem dla odmiany coś, czego się nie smakuje niespiesznie, po kawałku, tylko chłonie jednym ciągiem.

Read Full Post »

Robię leczo.
Kilogram cebuli, kilogram pomidorów, papryki kilo dwadzieścia, kukurydza, czerwona fasolka…
Trochę mnie poniosło.
Wyszedł pięciolitrowy gar.
– A gdzie kiełbasa? – zainteresowała się babka przy obiedzie.
– Jest i kiełbasa – uspokajam. – Ale może żaden kawałek nie trafił do babci porcji.
Trzydzieści deko pokrojonej w drobną kostkę ostrołęckiej pewnie wpłynęło jakoś na ogólny smak potrawy, ale wizualnie jest dość trudno zauważalne.

Read Full Post »

Older Posts »