Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Calypso’

Poranek trochę deszczowy, ale ciepły. Po południu się rozpogadza i przez moment jest nawet słonecznie.
Przed ósmą przyjeżdża mama. Ze słoikiem gruszkowego przecieru, torbą jabłek („Po co masz kupować, skoro mamy swoje?”) i pojemnikiem winogron od Pawła (dość marnych już, chyba to będzie ostatnia porcja). Jeszcze pełna nadziei, że z babką nie jest tak tragicznie, jak mówiłem przez telefon. Wróć – jeszcze z cieniem nadziei, choć z nerwów przed wyjazdem i czekającą ją konfrontacją, nie śpi już od trzeciej. Rano babka drzemie spokojnie, więc przez chwilę możemy udawać, że wszystko jest normalnie. Rozmawiamy o pierdołach, planujemy obiad. Po dziewiątej wyciągam mamę do hurtowni na Dworcowej, by pomogła mi w wyborze nowej, jesiennej kurtki. Później mama robi jakieś swoje zakupy (niewielkie) w pawilonie i smaży babce naleśniki, z wiarą, że skusi ją ulubionym daniem i nakłoni do jedzenie. Nie, niestety, nie skusiła. Babka z dnia na dzień jest coraz słabsza. Po południu zmieniamy jej pościel i przebieramy w czystą koszulkę, mama ma wtedy okazję dokładnie zobaczyć, jak babka strasznie zmarniała i wychudła. A gdy nakładam nowe opatrunki prawie się rozkleja na widok odleżyn, z którymi trzeba walczyć (jedna może się nawet trochę już goi, ale do pełnej poprawy potrzeba przynajmniej miesiąca, a tyle na pewno nie mamy).
Wieczorem trochę czytam, ale babka robi się mocno niespokojna.
– Piekło… piekło… piekło… piekło… – pojękuje cicho, więc odkładam książkę i idę przy niej posiedzieć.
Niestety mogę służyć jedynie swoją obecnością, bo pojęcia nie mam, jak jej pomóc.

Read Full Post »

Uzupełnię później. Notatki już mam w terminarzu. W tekście będzie o aktualnej domowej sytuacji. W środek wrzucę chyba cytat z Poetki. A zakończenie najpewniej podsumuję zdaniem:
Z tego wszystkiego aż mnie głowa rozbolała.
_________
edit. 22:03
Albo może kiedyś wrzucę tylko zdjęcie strony z terminarza.
_________
edit. 22:40
Rano wszystko poszło całkiem sprawnie. Wizyta w przychodni (włącznie z jazdą w obie strony) trwała około 30 minut. Chirurg szybko wyczyścił ranę na kości ogonowej (w poniedziałek była jeszcze tylko straszna – teraz dziura zrobiła się chyba aż do kości – makabra, jak to się szybko rozwija), pielęgniarki założyły opatrunki. Babka wszystko zniosła cierpliwie i bez oporu, pojękując jedynie z cicha od czasu do czasu.
– Taką ranę bardzo trudno wyleczyć – uprzedziła starsza z pielęgniarek. – Pewnie już do końca będą z tym problemy.
Młodsza poleciła preparat do picia (z białkiem, coś a la jogurt) dla chorych z odleżynami („Mamie to kupowałam”). Lekarz przepisał opatrunki na dwa tygodnie. Pewnie oceniając ogólną kondycję babki i jej wiek uznał, że na dłużej nie ma potrzeby. Ogólnie pełen profesjonalizm. Aż mimo wszystko spojrzałem na sytuację z lekkim optymizmem. Bo wreszcie coś się zaczęło robić w kierunku poprawy kondycji babki.
Gdy wróciliśmy do domu szybko załatwiłem co trzeba w aptece i zadzwoniłem do mamy, żeby ją uspokoić i powiedzieć na czym stoimy. I z rozpędu zacząłem nawet czytać świeżo przyniesioną przez listonosza „Calypso” Davida Sedarisa. Wybuchając momentami głośnym śmiechem, bo rzecz okazała się tak zabawna, jak głosili recenzenci niedzielnej Czytelni (PR2).
A później chwilę podrzemałem (babka spała spokojnie od powrotu z wycieczki), przygotowałem babce śniadanie… i natrafiłem na mur twardo zaciśniętych warg. Nawet do wypicia kawy nie udało mi się jej przekonać.
Normalnie wszystkiego się odechciewa.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij