Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘złodziejaszek’

Zanim wstałem, zjadłem śniadanie i uporałem się ze sprzątaniem po wyrzuceniu choinki (przy ściąganiu bombek i światełek z drzewka opadły wszystkie igły – na śmietnik wynosiłem goły badyl) trzeba było się już szykować na randkę.
Bolevitch w służbowej podróży zahaczał o Kętrzyn i zaproponował spotkanie. Skwapliwie korzystam z propozycji i już o 14 czekam na skarpie przy placu Zamkowym, wypatrując wozu swojego gościa. Jakoż i po chwili nadjeżdża coś dostawczego, w czym trafnie domyślam się wyglądanego obiektu.
Bolevich prezentował się tak, jak na zdjęciach i jednocześnie trochę inaczej, niż się spodziewałem. Wydał mi się wyższy, szczuplejszy, starszy, chyba lekko zmęczony dniem w rozjazdach.
Powitanie wypadło lekko sztywno (nerwowo?), deszcz padał coraz mocniej. Po krótkim zastanowieniu odrzucamy spacer i zakotwiczenie u mnie (proponuje, choć rozgardiasz i sterta na środku pokoju nie zmniejszyła się od wczoraj nawet o jedną książkę). Zostaje wybór jakiegoś lokalu i stolikowanie przy kawie i soczku.
Pobliską „Maleńką” dyskwalifikuje kulinarnie nieciekawy deser zjedzony onegdaj w towarzystwie Regysky’ego. „Magnolię” mijamy, zanim zdążyłem sobie o niej przypomnieć. Ostatecznie pada na reprezentacyjny (z racji posadowienia w piwnicach ratusza) „Kardamon”.
Zajmujemy ustronny stolik, kelnerka przynosi menu (zbytek łaski – bez okularów w nieintensywnym oświetleniu lokalu jestem ślepy, jak kret, więc ostatecznie i tak proszę o polecenie czegoś słodkiego, a smacznego), zamawiamy napoje i deser (jabłka zapiekane w cieście francuskim z gałką lodów wanilinowych i sosem cynamonowym), a później blisko (ponad?) godzinę rozmawiamy z większym i mniejszym zaangażowaniem. Zabrakło momentów krępującego milczenia, czas mi się nie dłużył, ze swojej strony mogę więc uznać spotkanie za satysfakcjonujące. Atrakcja w postaci pomocy w ujęciu złodzieja, czyniącego nieudany zamach na kasę lokalu, dodała wydarzeniu drobnego smaczku.
Po deserze zrobiliśmy jeszcze krótki spacer w okolice amfiteatru. Próba zwiedzenia zamkowego muzeum skończyła się niepowodzeniem, bo dolną salę tzw. „rycerską” (z najciekawszymi eksponatami) właśnie szykowano na sobotnią konferencję popularnonaukową poświęconą fizykowi Wilhelmowi Wienowi (w 150 rocznicę urodzin).
Około 15:40 pożegnałem się z Bolevichem na placu przed zamkiem, zrobiłem jeszcze szybkie zakupy w Nemezji i wróciłem do zaczynającej się już lekko niepokoić babki („Tyle czasu cie nie było. Zaczynałam się martwić, ze może jakiś wypadek miałeś”).

Read Full Post »

Od rana mama – sąsiad podrzucił ją do miasta samochodem.
Przed śniadaniem zakupy w pawilonie. Na okładce „Kapitana Ameryki” spora rysa, ale przy dostępnym jednym egzemplarzu komiksu nie da się wybrzydzać. Przed wyjściem ze sklepu jestem jeszcze świadkiem pościgu sprzedawczyni z mięsnego za nieletnim złodziejaszkiem. Objuczony zakupami i zdezorientowany okrzykiem kasjerki „Łapcie go chłopcy!” (gdzie? kogo?) nie zdążyłem zareagować.
Po jedenastej Biedronka. W koszu z książkami pełno równych tomików Agathy Raisin (cały komplet) w cenie 7,99 zł za sztukę. Tanio, ale jak na poziom literatury i tak za dużo.
Babka po lekach znów słaba, odpływa przy próbach większego wysiłku (typu przejście z pokoju do kuchni). Chyba niepotrzebnie dawałem jej tabletkę od ciśnienia. Teraz trzeba niwelować jej działanie kawą i alkoholem.
Wieczór leniwy, z bólem głowy (na zmianę pogody?) i Harrym Potterem na TVN-ie (oglądam bez emocji i większego zainteresowania).

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij