Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘weekend w stolicy’

Po dość intensywnej sobocie nie miałem w planach niczego ponad wizytę w Muzeum Narodowym. Ale skoro mama uznała, że poradzi sobie z babką przez dwie noce, skorzystałem z okazji i wybrałem się jeszcze o osiemnastej na Plac Grzybowski, gdzie pozbawiony dachu zespół Teatru Żydowskiego wystawiał skrót „Skrzypka na dachu”.

Dzień #819.

Read Full Post »

Z miesięcznym poślizgiem. Tekst miałem napisany już dawno, ale nie mogłem się zebrać do wybrania zdjęć.

Niedziela 14 czerwca 2015 r.

W nocy była ponoć nielicha burza (Pinokio hałasuje w pokoju ratując pranie schnące się na balkonie) i pijacka awantura pod blokiem, ale nic nie jest w stanie mnie obudzić. Na moment ocknąłem się w okolicach 5:30, parcie na pęcherz było jednak zbyt słabe, by wygrać z dalszą chęcią snu i zmusić mnie do wizyty w łazience. Wstaję dopiero w pół do dziewiątej i od razu zabieram się za kończenie wypisywania pocztówek. Moi gospodarze zaczynają się krzątać po mieszkaniu pół godziny później.
10:00 Telefon do domu. Mama jakoś sobie radzi. Nie chce za bardzo opowiadać o nocy i sobotnim wieczorze, więc mogę się domyślić, że było ciężko. W niedzielę już przed śniadaniem babka zdążyła ją wysłać do sklepu po truskawki.
10:30 Śniadanie na mieście (Delikatesy Esencja). Sojuz nie ma czasu/chęci/sił na spotkanie. Myślę, co zrobić z wolnym godzinami. Pinokio litościwie decyduje się dotrzymać towarzystwa w moich planach.
11:30 Przejażdżka metrem (obiema liniami) i wizyta na (pod właściwie) Stadionem Narodowym, która nie rozwiewa mojego nieprzychylnego nastawienia co do obiekt. Gdyby nie stojąca przy jednym z wejść socrealistyczna „Sztafeta”, całą wyprawę bym musiał uznać za męczącą i niepotrzebną.

Godz. 12:17:27

12:30 Powrót do centrum i chybiony pomysł, by przejść się na Krakowskie Przedmieście do księgarni im. Bolesława Prusa. Przybytek okazuje się nieczynny więc tylko się zgrzałem (może nie było tak upalnie jak w sobotę, ale parno i uciążliwie) i odszedłem z niczym (brak mi nowego tomu „Lekcji muzyki” P. Orawskiego).
13:00 Odpoczynek w kawiarnianym ogródku na Nowym Świecie (Cava cup of pleasure) przy mrożonej herbacie i lodach.

Godz. 13:56:31

14:00 Chmielna i księgarnia z tanią książka. Pinokio zostawia mnie w Dedalusie i wraca do domu, a ja przez pół godziny buszuję wśród półek, ograniczając się rozsądnie w swoich zakupach do pojemności torby.
14:50 Hoża i ostatnia godzina z panami W&W. Prysznic, lekka przekąska, szykowanie do podróży.
16:00 Gospodarze odstawiają mnie na przystanek ZTM przy Metrze Centrum i wsadzają do odpowiedniego autobusu, którym z dziesięciominutowym zapasem docieram na Dworzec Zachodni.
16:50 Odjazd do domu.
17:01 Już w drodze, ale jeszcze nadal w Warszawie → SMS z podróży (04)
19:23 Dojeżdżam do Ostrołęki → SMS z podróży (05)
22:00 Jestem w domu. Mama nie śpi, czeka, czyta. Zostało jej kilkanaście stron do końca „Buddy z przedmieścia”, więc nie chce już przerywać lektury. Przez chwilę rozmawiamy, jem kolację i biorę kąpiel.
23:00 Babka budzi się na moment, ale szybko ponownie zasypia. Mama kładzie się spać, a ja jeszcze odpalam komputer i prawie do pierwszej siedzę w sieci.

Read Full Post »

Został tydzień na przygotowania do weekendu w stolicy. I na poczynienie planów odnośnie atrakcji, z których chciałbym skorzystać. Na razie zastanawiam się nad sobotnim wieczorem, czyby się nie wybrać na spotkanie z Krzyśkiem Tomasikiem w ramach Big Book Festiwalu. Tylko nie chce mi się targać z sobą „Seksbomb PRL-u”, bo to grubaśna książka.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Km      Godz.    Nazwa przystanku

0      – 15:45  – Kętrzyn. Pewnie od razu zapadnę w drzemkę, bo co innego robić po ciemku w autobusie?

10    – 15:55  – Wilkowo

21    – 16:05  – Szestno

28    – 16:25  – Mrągowo

41    – 16:40  – Piecki

46    – 16:45  – Nawiady

49    – 16:48  – Mojtyny

53    – 16:53  – Stare Kiełbonki

61    – 17:00  – Spychowo

75    – 17:15  – Rozogi

88    – 17:30  – Myszyniec

108  – 17:50  – Kadzidło

128  – 18:25  – Ostrołęka

156  – 18:55  – Różan

170  – 19:10  – Szelków

187  – 19:40  – Pułtusk

225  – 20:20  – Legionowo

243  – 20:40  – Warszawa, rondo Starzyńskiego

245  – 20:45  – Warszawa, DK Gdański & Pinokio z bukietem czerwonych róż na powitanie :P

A tak.

Mój warszawski weekend zaczyna się już dzisiaj.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Pierwszy dzionek bez babki upłynął mi na sprzątani chaty, zakupach, przepierce i oglądaniu telewizji. Dopiero wieczorem znalazłem czas (a może bardziej chęci?) na włączenie komputera.
Gdyby mi się chciało mógłbym policzyć wszystkie słowa, które wypowiedziałem dzisiejszego dnia. Te „dzień dobry/dziękuje” rzucane w sklepach i „Zaraz sprawdzę” – będące odpowiedzią na pytania o drobne przy płaceniu rachunków.

Wtorek 2005.06.07

Pinokio poszedł do pracy na dziesiątą.
Przy śniadaniu kończę lekturę „Świata bez kobiet” Agnieszki Graff. Łukasz znów śpi do 13.
Popołudniowa atrakcja – skręcamy jedną z dwóch szafek na płyty CD.

18:00 Dzwonię do Sojuza.
Ja: Jestem w Warszawie.
Sojuz: Wiem. Miałem SMS-a od Jacorka.
Ja: Mógłbym się wprosić na kawę. Przy okazji oddałbym książkę.
Sojuz: Właśnie wróciłem z pracy.
Ja: Aha. A wybierasz się na spotkanie z Żurawieckim? To oddam Ci książkę na Chłodnej.
Sojuz: Mam zamiar. Jestem umówiony z Weberem. Będzie…

Bla, bla, bla… I tak się wcisnąłem na krótką wizytę.
19:45 Szybka kawa u Sojuza w towarzystwie Webera.
20:30 Chłodna 25 (róg Żelaznej. Dopiero w domu zajarzyłem, że to gdzieś w tej okolicy w czasie wojny była kładka łącząca małe getto z dużym) Dyskusja na temat „Alternatywne modele rodziny – rozwój?”
Kingę Dunin wypatrzyłem już w kawiarence na górze. Wino gratis. Sojuz wybiera czerwone.
W piwnicy na honorowym miejscu Bartosz Żurawiecki. Spotkanie prowadzi Krzytom. Na którego z nich patrzeć? Można dostać oczopląsu.
21:50 Rasko. Nieoczekiwane i nieplanowane. Przyłączam się do Webera i Sojuza. A może znów wpraszam do towarzystwa? Początkowo głównie pan W napędza i podtrzymuje rozmowę. Sojuz chyba faktycznie potrzebuje alkoholu żeby się rozkręcić. Mnie nie pomagają żadne wspomagacze.
Wracam do Pinokia znów około pierwszej. To chyba wpływ wypitego przez Sojuza piwa sprawił, że moje pożegnanie było tak wylewnie. Z Ronda ONZ Weber podrzucił mnie taksówką w Aleje Jerozolimskie. Dalej drałuję na piechotę ciemnymi, pustymi uliczkami. Kładę się spać o trzeciej.

Środa 2005.06.08

Nawet nie próbuję wstawać na poranny autobus.
Śniadanie z Pinokiem. Łukasz śpi do dwunastej.
Pada. Do 13:30 czekam na poprawę pogody, a potem denerwuję się, że się spóźnię, bo jak raz żaden czerwoniak nie chce jechać na Dworzec Zachodni (a mogłem spokojnie wybrać się metrem na Dworzec Gdański, bo okazało się, że mój autobus też się zatrzymuje w tamtej okolicy).
Dworzec Zachodni PKS o 14:10. Od Mrągowa kropi – w Kętrzynie (jestem po 19:25) leje jak z cebra. Zanim dotarłem do domu przemokłem doszczętnie.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Na razie tylko krótkie, suche zestawienie wydarzeń z tych czterech dni. Takie ku pamięci (dla mnie) i dla zaostrzenia apetytu (u potencjalnych czytelników.

Sobota 2005.06.04

16:00 – spotkanie z Pinokiem
Mieszkanie ma teraz facet o rzut beretem od Metra Centrum. W salonie remont w toku. W sypialni sterty nierozpakowanych po przeprowadzce pudeł.
17:30 – idziemy coś zjeść. SPHINX (dawniej Bonanza).
19:00 Traffic-Club. Dział z płytami.
Galeria Centrum – Supermarket Albert – zakupy. Przy kasach spotkanie z Łukaszem. Okazało się, że w ten weekend nie będę jedynym gościem pana P.

Niedziela 2005.06.05

Malowanie. Usiłuję trochę pomóc. Pinokio operuje dużym wałkiem, ja pędzlem poprawiam kąty, w które nie mógł dojechać.
17:00 Telefon do Palnika.
Ja: Jesteś mocno zajęty? Miałbyś dla mnie chwilę czasu, żeby pogadać?
Palnik: A o co chodzi? Właśnie przed chwilą wróciliśmy do domu.
Ja: Aha. A wybierasz się jeszcze gdzieś?
Palnik: Nie.
Ja: To mógłbyś powiedzmy… o 18 poczekać na mnie przy komputerze?
Palnik: To znaczy mam się pojawić na GG? Ale 18 to za wcześnie. Może być 19?
Ja: Dobrze. Czyli jesteśmy umówieni.
Ale nie mogłem czekać tak długo. Już o 18:15 stukałem do drzwi Palnika.
Wizyta potrwała do 24:15 – zdecydowanie zbyt długo.
Jacorek z panem Z. (tak się teraz zastanawiam, czy oprócz powitania zamieniłem z Jackiem choć jedno zdanie).
Jerzyk z Michałem.
Powrót do Centrum nocnym autobusem.
W cichej uliczce, pomiędzy zaparkowanymi samochodami przebiega niespiesznie (zatrzymała się i przez chwilę przyglądał mi się czujnie) kuna, zapewne kamionka.

Poniedziałek 2005.06.06

10:15 Hotel Bristol
– przez hotelową recepcję przeszedł Radosław Pazura (pomyślałem od razu o blotce „Warszawskie spotkania”. Nocna kuna była mną zdecydowanie bardziej zainteresowana. Młodszy Pazura jedynie obojętnie prześliznął się wzrokiem po mojej wciśniętej w fotel postaci)
– herbata z Sidikiem. Kolejny przypadek (jak z Jacorkiem), że zbiegły się nam terminy pobytu w stolicy i mogłem spotkać następną osobę znaną do tej pory z netowych kontaktów.
11:00 Deszcz. Stare Miasto. Metrem wybrałem się na Dworzec Gdański. Chciałem sprawdzić, o której mam poranny autobus do Kętrzyna z pobliskiego przystanku PKS
Komikslandia (Metro Centrum – pasaż handlowy). Zaszalałem.
13:00 Pinokio jeszcze w pracy. Łukasz dopiero wstał. Po śniadaniu zabrałem się za malowanie drugiego okna w salonie.
18:00 Idziemy w trójkę coś zjeść. Restauracja & Klub Lanse na Marszałkowskiej. W łazience zabawny pisuar w kształcie podwieszonego wiadra.
20:00 Kino Relax – „Gwiezdne wojny: Część III – Zemsta Sithów”. Zostałem przyjemnie rozczarowany – film okazał się nadspodziewanie dobry.
Przy kolacji podczytuję wywiad z Bartoszem Żurawieckim, który się właśnie ukazał w „Dużym Formacie”.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij