Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Plastuś’

IMPORT Z ONETU

To już jest koniec nie ma już nic
jesteśmy wolni możemy iść
to już jest koniec możemy iść
jesteśmy wolni bo nie ma już nic

Z pamiętnika robola

Rankiem majster rozliczył się za dotychczasową robotę z ojcem Plastusia i ustalił, że robimy dalej. Radości wystarczyło na niespełna dwie godziny.
Po ósmej poszedłem po gwoździe i dowiedziałem się, że jednak przyjdzie nam się z budową rozstać.
– Będziemy już kończyć – powiedział Plastuś. – Może i trochę zawiniłem, ale majster niepotrzebnie podważał moją wypłacalność przy pracownikach.
– Jak koniec, to koniec – majster zdecydował się skoncentrować na pozytywnych aspektach sytuacji. – Dam nodze odpocząć, to może szybciej wyzdrowieje.
A ja przynajmniej wreszcie się wyśpię.

-100%-
2020.05.19; Wpis przejrzany, poddany estetycznej kosmetyce.
Pierwotnie w tytule „2076. Piątek”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

Entliczek – pentliczek
Co zrobi Piechniczek
Tego jeszcze nie wie nikt.

W pracy drugi dzień szalowania stropu nad piwnicą. A po fajrancie świadkuję wyjątkowo nieprzyjemnej (niemiłej) rozmowie majstra z inwestorem.
W piątek rano się okaże, czy jadę do roboty, czy tylko zabrać sprzęt z budowy.

-100%-
Edycja estetyczna 2020.05.14
Pierwotnie w tytule „2075. Czwartek”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

Popołudnie przespałem, a teraz w ogóle nie chce mi się myśleć.

+

Godz. 03:55. Pobudka.
Godz. 04:45. Majster.
Godz. 05:00. Na budowie w NR.
Piasek jest, ale bloczków na fundamenty inwestor nie dowiózł. Wymurowujemy zostałe resztki.
Godz. 06:00. Plastuś zaszedł pogadać.
– Bloczki będą po południu – obiecuje.
Godz. 11:00. Koniec roboty. Majster się wkurza, bo gdyby nie braki materiału fundamenty byłyby już wymurowane.
– Żony się zaczynam już wstydzić, że tak wcześnie z roboty wracam – mruczy. – Jak tak dalej będzie to szło, to do zimy nawet jednego stropu nie zalejemy.
Godz. 11:30. Zjazd z budowy.
Godz. 11:43. Babka właśnie wróciła z ogródka. Była wypielić kawałek po ogórkach. Chociaż – jak się dowiedziałem później – rano górne ciśnienie skończyło jej do 220!
Godz. 12:00. Pół godziny moczenia w wannie.
Godz. 12:30. Odkurzanie. Komputer. Zastanawiam się nad życzeniami urodzinowymi dla Bartosza.
Godz. 13:44. Pinokio na GG. W poniedziałek będzie już kraju. Ciekawe, czy i tym razem coś mi przywiezie z Barcelony.
Godz. 14:30. Na obiad zupa jarzynowa, kilka kabanosów i garść krówek. Z tym zakupem cukierków to jednak popełniłem błąd.
Godz. 15:00. Babka kończy drzemkę, a ja zaczynam.

-100%-
Edycja estetyczna 2020.05.23
Pierwotnie w tytule „2070. Sobota”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Gdy czytam o kładzeniu styropianu, czy innych takich, to sobie myślę „Ależ to kurewsko nudne! Jak ja mam skomentować taką blotkę!?”

Abramasia (live)

Z pamiętnika robola

Godz. 01:20. Budzi mnie wichura za oknem. Wstaję, by zamknąć drzwi balkonowe przed nadciągającą burzą.
Godz. 02:50. W mieszkaniu nie ma czym oddychać. Wstaję, by otworzyć drzwi balkonowe. Już nie pada, więc mogę.
Godz. 03:55. Pobudka. Trzeba jednak przestawić ten budzik trochę do przodu.
Godz. 04:50. Przyjeżdża majster.
Godz. 05:00. Na budowie w NR – murowania fundamentów ciąg dalszy.
Majster namawia inwestora na podpiwniczenie budynku. Plastuś byłby za, ale musi jeszcze skalkulować koszty.
Godz. 14:45. Zjazd z budowy.
Godz. 15:00. Obiad.
Kotlety niedosolone, ziemniaki niedogotowane.
Godz. 15:45. Kąpiel.
Znów przez pół godziny odpoczywam w wannie.
Godz. 18:10. FoxLife „Bracia i siostry” odc. 2 (sezon 4) – „Druzgocąca wiadomość”.
Wątek z Kevinem, który namawia Scotty’ego na własnego dzidziusia, bym sobie najchętniej darował. To już nawet seks między Mel i Linz (w QAF) był ciekawszy.
Godz. 19:30. Do niczego już się nie nadaję. Dzień nie wymęczył mnie upałem, a praca była znośna, ale niedospania nie przeskoczę. Potrzebuję minimum ośmiu godzin snu i już.

-100%-
Edycja estetyczna 2020.05.23
Pierwotnie w tytule „2066. Wtorek”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

Godz. 03:55. Pobudka.
Godz. 04:55. Majster się lekko spóźnia. A może teraz będzie już przyjeżdżał tak stale?
Godz. 05:07. Na budowie w NR.
Plastuś już się krząta na placu, dowozi taczką cement i wapno.
Cementowe bloczki są w wykopie.
Wyciągam z blaszaka betoniarkę, mieszam zaprawę i majster rusza z murowaniem fundamentów.
Godz. 08:30. Śniadanie.
Straszyli w prognozie upałem, ale dzień jest całkiem znośni – parny, ale pochmurny, więc słońce nie daje zbyt mocno popalić.
Godz. 11:00. Wypad do sklepu po wodę mineralną.
Kłania mi się jakiś nieznajomy chłopak na przystanku. Zmyliło go, że tak uważnie mu się przyglądam?
Godz. 13:05. Skończył się cement, ale majstrowi nie spieszno z powrotem do domu.
Godz. 14:25. Zjazd z budowy.
Godz. 14:35. Obiad, rozmowa z babką o pierdołach. Pani A. ma ją zarejestrować na jutro do lekarza.
– I znowu zawraca babcia kobiecie głowę – burczę z wyrzutem. – Przecież mama miała przyjechać i iść razem z babcią.
– Ale Ania sama zaproponowała… – broni się babka.
Akurat!
Godz. 15:00. Kąpiel. Przez pół godziny leżę w wannie. A później nakładam cieniutkie szorty w owieczki i zalegam na kanapie. Słońce właśnie wylazło zza chmur i w mieszkaniu zrobił się gorąc nie do wytrzymania.
Godz. 18:10. FoxLife „Bracia i siostry” odc. 1 (sezon 4) – „Przyjęcie zaręczynowe”.
Godz. 19:10. Zakupy w pawilonie.
Znów wdałem się w pogawędkę z kasjerką. I skusiłem na kilogram krówek.
Godz. 19:25. No to mam jeszcze prawie dwie godziny dla siebie.

-100%-
2020.05.20; Wpis przejrzany, poddany estetycznej kosmetyce.
Pierwotnie w tytule „2065. Poniedziałek”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Z pamiętnika robola

Od samego rana jest parnie i upalnie.
Godz. 04:40 – 13:40. Na budowie w NR.
Do dziewiątej rozbieramy szalunki i wyciągamy z desek gwoździe. Plastuś zajrzał na chwilę – podrzucił wiaderko smołowego mazidła do izolacji ław i obiecał przywieźć więcej. Majster przypomina o reszcie materiałów potrzebnych do zaczęcia murowania fundamentów.
– Wszystko będzie – obiecuje inwestor.
Po śniadaniu biorę się za izolację ław. Pędzel jest jeden, więc majster może się tylko przyglądać mojej działalności.
O dziesiątej w wiaderku pokazuje się dno. Przenosimy się z majstrem w cień za blaszakiem i zaczynamy czekać na Plastusia z obiecanym towarem. Mija godzina, druga, inwestora ani śladu. Majster się wkurza coraz mocniej i zaczyna zastanawiać nad rzuceniem roboty.
– Na paliwo więcej wydam, niż tutaj zarobię. Zresztą może z zapłatą też tak będą się spieszyć. Chyba trzeba zabierać stąd graty. Sam powiedz, nie wydaje ci się to wszystko podejrzane?
Nie wydaje, ale majster ma większe doświadczenie z niesolidnymi klientami, nie wykluczone więc, że ma racje w swoich obawach.
O dwunastej schodzimy jeszcze do wykopu sprawdzić, czy wszystkie wymiary się zgadzają, czy fundamenty zmieszczą się na ławach
Godz. 13:50. Do domu wracam wykończony, z lekkim bólem głowy. Po kąpieli i lekkim obiedzie (ogórkowa) siedzę bezczynnie przez godzinę na kanapie, zbierając siły do dalszego funkcjonowania.
Godz. 15:45. Długie zakupy – nie dość, że obsługa w pawilonie rusza się wyjątkowo opieszale, to jeszcze najbliższy kiosk mi zamknęli, więc po gazetę z programem chodzę aż do saloniku Ruchu.
Godz. 18:55. Majster znów nie daje mi spokojnie obejrzeć odcinka „Braci i sióstr”.
– To jutro robimy wolne – mówi bez żadnych wstępów, gdy tylko podnoszę słuchawkę telefonu. – Będziemy pracowali od poniedziałku.
– Dobrze – potwierdzam przyjęcie informacji.
– Dzwoniłem teraz do niego – opowiada majster. – Podobno wszystko już przywiózł, piasek też. Ale jakiś niedobry i jeszcze raz ma jechać. Nie podoba mi się to wszystko, ale zobaczymy jeszcze, jak będzie w poniedziałek.
– Jedziemy z samego rana? – upewniam się.
– Tak, na piątą.
– No to do poniedziałku.
Mam wolną sobotę – coś niebywałego!
A skoro jutro nie potrzebuję wstawać tak wcześnie wybiorę się chyba wieczorem obejrzeć „Avatar” Camerona na świeżym powietrzu. Film ma uświetniać otwarcie nowego kętrzyńskiego amfiteatru.

-100%-
2020.05.14; Wpis przejrzany, poddany estetycznej kosmetyce.
Pierwotnie w tytule „2062. Trzynastego wszystko zdarzyć się może”.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Z pamiętnika robola

Godz. 06:40. Pobudka. Przeciągam wstawanie o kwadrans. Położyłem się wcześnie, ale i tak jestem średnio wyspany.
Godz. 07:20. Zajeżdżamy z majstrem po betoniarkę.
Godz. 07:45-8:20. Na budowie w NR.
Okazuje się, że betonu rano nie będzie – nie dało się zamówić. Majster przez chwilę nosi się z zamiarem ręcznego wylewania ław. Szczęściem inwestorowi pomysł nie przypadł do gustu. Ostatecznie staje na tym, że Plastuś spróbuje coś załatwić na popołudnie, choćby samą gruszkę, bez pompy.
Na budowie nie ma nic do roboty, więc wracamy do miasta.
– Czekaj w domu – przykazuje majster, wysadzając mnie pod pawilonem. – Zadzwonię, jak będę wiedział, że lejemy dzisiaj.
Godz. 11:45. Przypomniało mi się, że nie jadłem jeszcze śniadania. Rezygnuję z netowania na rzecz lektury.
Godz. 14:30. Na obiad ziemniaki z masłem i ogórki ze śmietaną – podwójna mizeria.
Godz. 18:00. Telefon odrywa mnie sprzed telewizora. Okazuje się, że beton i pompa były po szesnastej. Plastuś zalał ławy sam, bo nie mógł się do majstra dodzwonić.
– Nie podoba mi się to – mówi pan K. – Przecież cały czas w domu byłem.
Tez nie jestem zachwycony sytuacją.
Chociaż jest jeden plus tego wolnego dnia – przynajmniej spokojnie doczytałem „Bierki”.

-100%-
2020.05.14; Wpis przejrzany, poddany estetycznej kosmetyce.
Pierwotnie w tytule „2061. Czwartek”.

Read Full Post »

Older Posts »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij