Niestety! Niestety! Choćby z najlepszego mydła zrobiona była bańka, pęknąć musi z głuchym łoskotem — i jego czerepy zostają.¹
Za chleb zapłaciłem 6,50. Może gramatura jest mniejsza, że nie podnoszą ceny?
+
Wyciągając w porze obiadu kalafiora z lodówki, pomyślałem, że mogłem, powinienem był pojechać na wieś. Tylko siedzieć tam przez cały weekend… A co, jeśli wróci upał?
Wichy nie doczytuję, bo biblioteka w związku z miejskimi imprezami (Paradą i czymś tam w amfiteatrze) ma być czynna tylko do piętnastej. „Przeczytam tomik na spokojnie przez sobotę, niedzielę – decyduję – i oddam w poniedziałek”.
Wracając przed północą ze spaceru, mijam ostatnie, najbardziej zmęczone zabawą niedobitki publiczności, holowane z amfiteatru przez trzeźwiejszych towarzyszy. „Niech się bawią, skoro mogą i mają z kim” – myślę, wyjątkowo (?) bez odrazy.
_______
¹ Magdalena Samozwaniec, Na ustach grzechu



