Pogoda nie dopisała. Dzień był ponuro mglisty, temperatura w okolicach 1°C i momentami z marznącą mżawką. Mimo to nie zrezygnowałem ze świątecznych planów.
Po porannej rozmowie z mamą od razu zabrałem się za śniadanie. I zdążyłem jeszcze przysmażyć cebulkę na obiad.
O 11:20 wychodzę do kościoła na przedpołudniową mszę (11:30) i po święconą kredę. Ludzi u św. Jerzego jest całkiem sporo, wypełnili wszystkie ławki. I prawie sami dobrzy katolicy, bo do komunii nie przystępują nieliczne jednostki.
Orszak Trzech Króli rusza po 12:30 z placu za kościołem (Pl. Armii Krajowej) i idzie trasą procesji Bożego Ciała, robiąc co pewien czas przystanki na stacje-sceny² odgrywanych jasełek.
Wszystko kończy się dobrze przed czternastą³, ale nie wracam od razu do domu. Zachodzę jeszcze na cmentarz zapalić babce urodzinowy znicz. W domu jestem jakiś kwadrans po czternastej. Szybko podgrzewam pierogi na obiad i parzę kawę. A później netuję leniwie aż do wieczornej powtórki „Pokoju z widokiem” (1985) Jamesa Ivory’ego.
________
¹ Wziąłem trzy kawałki. Sąsiadka z naprzeciwka, gdy zaszedłem podzielić się darami, powiedziała, że już kredę dostała. A mama stwierdziła, że ona już po drzwiach nie maże. Proboszcz-alkoholik nie wymaga. Nie to nie. Ja K+M+B 2025 na drzwiach namazałem.
² Coś ze śpiącymi pasterzami (nie dosłyszałem tekstu), pałac Heroda, niegościnna karczma, coś z aniołami i piekłem (ani dojrzałem, ani usłyszałem) i na koniec scena w stajence (na szczycie schodów ratusza): pokłon Kacpra, Melchiora i Baltazara przed Dzieciątkiem.
³ Nie rozpisuję się, bo relacja z Orszaku dojrzewa na forum i może później wrzucę ten tekst i tutaj.



