Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Kamieniarz’

Paweł przez cały dzień. Rozgadany, męcząco głośny.
– Czy mógłbyś mówić odrobinę ciszej? – proszę wreszcie, chociaż doskonale wiem, że to nic nie da.
– Półgłuchy jestem i inaczej już nie potrafię. To znaczy na jedno ucho prawie nie słyszę – przypomina brat. – Ale to prawie tak, jakbym był półgłuchy.
Po południu jadę na skraj miasta, rozliczyć się z kamieniarzem za prace przy pomniku dziadków. Zagadałem się deko z młodym właścicielem zakładu, przez co uciekł mi powrotny autobus (widziałem, jak odjeżdża z przystanku, ale kierowca chyba nie zwrócił uwagi, że ktoś do niego biegnie) i cała wyprawa zajęła mi prawie dwie godziny.
Wczesną nocą, już przy powrocie ze spaceru (22:00-23:30) spotykam Tadka¹. Ciemno, facet wyhodował siwą (wręcz białą) bródkę, ale i tak rozpoznaję go bez problemu² i zagaduję, co jednak nie było zbyt fortunnym posunięciem. Tematy do rozmowy skończyły się nam dramatycznie szybko i po przeleceniu listy zmarłych ostatnio nauczycieli z ogólniaka żegnamy się z pewną ulgą.
__________
¹ Kolega ze szkoły. Mieszka praktycznie po sąsiedzku, ulicę dalej, ale dawno go nie widziałem. Teraz po nocy psa wyprowadzał na spacer.
² Może z moim wzrokiem jednak nie jest aż tak źle.

Read Full Post »

Pochmurnie, z momentami gęstszej mżawki, bo ciężko ten opad nazwać deszczem.
Przed trzynastą jadę¹ do sądu zorientować się w zasadach postępowania spadkowego. Wracam niespiesznym spacerem i od razu po dotarciu do domu zabieram do gotowania makaronu na obiad. Po szesnastej dzwoni kamieniarz, że płyta u dziadków jest już wypisana i zamontowana. Wpaść do zakładu celem rozliczenia mogę w poniedziałek, albo we wtorek. Przez chwilę zastanawiam się, czy nie lecieć od razu na cmentarz sprawdzić rezultat roboty, ale daję sobie spokój. W sobotę wyjdę na luzie i się zajmę od razu porządkami. Po osiemnastej rozmawiam jeszcze z mamą, trochę netuję i z wybiciem dziewiętnastej schodzę na dół do Mai na umówioną herbatkę. Która okazała się kolacją w większym gronie, bo przy zastawionym stole siedziała nie tylko mama Mai, ale też Mai narzeczony (Sławek nazywany Sławusiem). Widziałem już wcześniej kilka razy tego atrakcyjnego brodacza na schodach, ale myślałem, że to lokator jednego z wynajmowanych mieszkań². Jemy (ja umiarkowanie), rozmawiamy (momentami mam wrażenie, jakbym trafił na przesłuchanie³). W sumie jest całkiem przyjemnie i nawet nie zauważam, kiedy mijają dwie godziny.

_____
¹ Darmowa komunikacja miejska przydaje się przy takiej nieciekawej pogodzie, jak dzisiaj.
² W naszej klatce na dwanaście lokali cztery są wynajmowane.
³ Pytań osobistych ze strony gospodyni jak na mój gust może było ciut za dużo. Ale z drugiej strony – całkiem już odwykłem od podobnych spotkań. Bo kiedy ja ostatnim razem byłem u kogoś obcego z wizytą? U Sojuza na śniadaniu w 2018? Chyba wtedy się do niego wprosiłem przy okazji pobytu w stolicy.

Read Full Post »

Było tak jakoś… dziwnie.
Po bachowskiej audycji profesora Perza zamiast szykować sobie śniadanie doczekałem bezczynnie gawędy Bożeny Fabiani i wróciłem do łózka. Nie żeby ból głowy dawał mi się jakoś wyjątkowo silnie we znaki. Ot coś tam czułem w skroniach. Ale w ogóle nie miałem apetytu i męczyło mnie patrzenie w monitor.
Wstałem dopiero przed czternastą, by razem z babką popatrzeć przez okno na przemarsz pochodu Trzech Króli (byłyby może fajne zdjęcia, gdybym wyszedł z chaty).
Później zmusiłem się jeszcze do zrobienia obiadu – kurczaki miałem wyciągnięte i rozmrożone, więc nie było jak zrezygnować z pieczenia. Ale jedzenie sobie darowałem.
Reszta dnia upłynęła mi na drzemkach przeplatanych doczytywaniem „Kamieniarza” (Anna, szwagierka Patrika, jest cholernie irytująca) Camilli Läckberg.
Po dwudziestej pościeliłem i po krótkiej próbie obejrzenia czegoś w TV (odrzucało mnie nie mniej, niż od komputera) poszedłem spać.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij