
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Popołudnie i wieczór z Pawłem, który znów potrzebuje odpocząć po weekendzie z żoną. A właściwie głównie wieczór i to późny, bo brat mało siedzi w domu. Najpierw poszedł zrobić zakupy w Dino na Poznańskiej (wg map Google kilometr w jedną stronę), a po przyniesieniu chleba i ciasta, wybywa jeszcze na jakieś trzy godziny do znajomego Ukraińca.
– Tylko żebyś nie myślał, że gość cię uratuje, jak znowu zaczną rezać Lachów – zauważam żartem.
– A to wiadomo, od razu wbije mi widły w plecy – zgadza się Paweł. – Ale tego typa akurat lubię, chociaż reszty Ukraińców nienawidzę.
Nie wiem, na ile bratowa się poczuwa, bo nigdy nie było okazji, by o tym rozmawiać, ale jej panieńskie nazwisko (powiedzmy, że utworzone od nazwy zawodu) jest niewątpliwie ukraińskie.





