
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ W nocy dopadł mnie ból głowy i trzyma do południa. Ulga przyszła po kawie, już z pierwszym łykiem. Zaskakujące trochę. Po południu robię pierwsze zakupy w tym roku – kupuję chleb razowy wieloziarnisty u Mistrza Jana – 6 zł za bochenek (500g?). Mama ma w południe kuzyna (dla mnie; dla mamy siostrzeniec męża) z wizytą i ostro obgadują rodzinę¹, co mamie sprawia niewątpliwie frajdę, bo ciotki Janki nie darzy zbyt wielką sympatią (że tak ujmę to delikatnie). Wieczorem zacząłem czytać „Ciszę” Dona DeLillo, kierowany w swym wyborze jedynie tym, że krótkie to. I już przy 28 stronie się cieszę (bardzo!), że książka ma tylko 144 stron pełnych światła (dawno nie czytałem publikacji z tak szerokimi marginesami). Jest szansa, że się nie poddam i doczytam to dzieło „jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich”² do końca.
____________
¹ Próba rekonstrukcji:
– Nie mam stąd żadnych dobrych wspomnień – konstatuje Jarek.
– A babcia? – mama upomina się o zasługi teściowej. – Przecież to ona cię wychowała.
– Tak, babcia była jedyną normalną osobą. Reszta patologia. A teraz dla matki liczy się tylko ukochany Rysio [młodszy syn].
² Tekst z czwartej strony okładki.



