Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Akademia 2021’


Prawie do obiadu wypisuję kartki z życzeniami. Idzie powoli, bo babka marudzi, przeszkadza i rozprasza. Po szesnastej podgrzewam pierogi, podaję babce kolejną tabletkę od ciśnienia i wybywam do muzeum. Wieczorny wykład Akademii 2021 poświęcony jest Katarzynie Franciszce Denhoff, bliskiej przyjaciółce Jana Kazimierza (Wazy), której portret gości właśnie w murach muzeum. Spotkanie kończy krótki koncert fortepianowy Marii Gabryś-Heyke grającej utwory polskich kompozytorek ery przedchopinowskiej (ze znanych jedna Maria Szymanowska). Do domu wracam przed dziewiętnastą. Babka się budzi i nadal jest niespokojna.

Read Full Post »

Rano porozmawiałem z mamą, podałem babce śniadanie, schowałem swoje kanapki do lodówki i wróciłem do łózka. Wstaję przed szesnastą i biorę się od razu za gotowanie obiadu. Nie zrobiłem zakupów, więc mamy znów makaron. Babka je powoli i dużo, całą swoją porcję. Ale wyrabia się w pół godziny, więc mam jeszcze czas na lekkie ogarnięcie przed wyjściem do zamku. O siedemnastej jest w muzeum kolejny wykład Akademii 2021, tym razem o siedemnastowiecznych epitafiach portretowych kętrzyńskich proboszczów. A później, w części artystycznej, mam okazję po raz pierwszy posłuchać na żywo kontratenora.
Do domu wracam przed dziewiętnastą i najchętniej od razu kładłbym się do łóżka. Ale najpierw trzeba było zająć się babką, później coś zjeść, sprawdzić (włączywszy komputer), co w świecie… i jakoś rozchodziłem to pragnienie snu.

Read Full Post »

Zaczęła się najgorsza przeziębieniowa atrakcja – katar. Na szczęście dopiero wieczorem, więc dałem jeszcze radę wyjść do muzeum na spotkanie Akademii 2021 i prelekcję o królu Prus Fryderyku Wilhelmie IV i jego portrecie z pałacu w Drogoszach. A od osiemnastej już tylko kicham i smarkam, i nos mam coraz mocniej obtarty.
_________
¹ Zachowałem dystans, sala duża, osób może ze dwadzieścia, ale w sumie bardziej odpowiedzialne byłoby zostanie w domu.

Read Full Post »

Po piętnastej wychodzę do pawilonu kupić coś smaczniejszego na obiad.
Na stoisku z mięsem¹ nie ma nikogo z obsługi. Rozglądam się po gablocie z garmażerką i rybami, zastanawiając nad wyborem czegoś pod gust babki. Odrażający, obleśny tłuścioch woła w głąb sklepu, do sprzedawczyni robiącej porządek na regale z sokami:
– Można kogoś prosić?
Kobieta² porzuca swoje zajęcia i rusza z pomocą.
– Wezmę na pewno kawałek twarogu – mówi tłuścioch.
– Całą kostkę?³
– Jaki termin?
Sprzedawczyni sprawdza datę na wydruku.
– Szesnasty… Krótki.
– To nie, wystarczy kawałek z tych większych.
– Tutaj jest prawie połówka… – sprzedawczyni wybiera twaróg, odważa, nalepia cenę.
– A sałatka jarzynowa to zwyczajna?
– Tak.
– To może średni pojemnik… I ryby po grecku trochę. Najmniejsze pojemniki jakie są?
Sprzedawczyni pokazuje niewielką plastikową foremkę.
– Nie, za mała. Ryby też średni pojemnik, tylko proszę nie dopychać do pełna.
Grubas przechodzi do części gabloty z wędlinami.
– I jeszcze pasztetu kawałek. Może być kołacz.
Sprzedawczyni bierze obeschniętą i pociemniałą ćwiartkę ze sterty pasztetów.
– Nie, ten jest do niczego – ocenia, odkładając kruszący się pasztet na bok i wyciągając inne, zafoliowane nadal opakowanie. – Ukroję świeżego.
„A ja bym pewnie babce wziął taki stary – myślę – gdyby chciała mi go sprzedać”.
+
O siedemnastej wychodzę do zamku posłuchać, jak najładniejszy z muzealnych kustoszy (przewodników?) opowiada o trzech żołnierzach króla Sobieskiego, których konterfekty można znaleźć na obecnej wystawie. Po dwóch godzinach publiczności zaczyna ubywać i prelegent się poddaje, dobrnąwszy ledwo do dekapitacji Władysława Denhoffa i może jednej drugiej materiału, który chciał zaprezentować.
– Powinienem był chyba każdemu z tych panów poświęcić osobną akademię – stwierdza pogodnie (?) na pożegnanie.

_________________
¹ Wędliną, nabiałem, garmażerką, rybami i surówkami na rozwagę.
² Brunetka. Mama mówi o niej „ta ładna czarna”.
³ Krajanka 500-600 gram.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij