3:37 Pobudka.
W nocy padało. Dzień wstaje pochmurny i mglisty.
Po szybkim śniadaniu szatkuję jeszcze pół główki kapusty na obiadowy kapuśniak.
4:06 Majster.
Facet przez cała drogę narzeka na pogodę.
– Ile jeszcze tego deszczu? Co to za lato? Wczoraj mieliśmy wolne, to świeciło słońce. Pomyślałem, że na budowie ładnie obeschnie, nie będzie trzeba męczyć się w gumowcach. A w nocy znowu przylało! I czy to cię nie wkurwia!?
„W ogóle” – chciałoby się odpowiedzieć, ale wolę zachować milczenie.
4:30-13:55 Na budowie w Ż.
Trochę pracujemy przy rozszalowywaniu stropu, trochę przy wciąganiu belek na górę i budowaniu rusztowania z do zakładania krokwi. Pan K. w każdej chwili spodziewa się deszczu, w związku z czym nie chce wyjmować z samochodu ani elektrycznej piły, ani wiertarki.
Po śniadaniu zaczyna się rozpogadzać, pokazuje się nawet słońce. Myślałem, że majster zechce założyć chociaż murłaty, ale nie. Praca stanęła w miejscu – facet głównie myśli (na głos) o konstrukcji dachu i łazi z kąta w kąt, sprawdzając wymiary i planując przyszłe roboty. Udaję, że słucham tego ględzenia z zainteresowaniem, licząc minuty pozostałe do fajrantu i koncentrując się na walce z obezwładniającą sennością.
14:15 W domu.
Babka męczy się jeszcze przy szypułkowaniu agrestu.
Obiad, kąpiel.
17:15 Po Teleexpressie ucinam sobie drzemkę. Nawet wizyta Ireny MB, zwabionej jakąś transmisją mszy na TV Trwam, nie skłania mnie do ruszenia się z łóżka. Przysypiam do 19:30.
19:45 Komputer.
Posts Tagged ‘agrest’
Dzień pięćdziesiąty czwarty (sobota).
Posted in babka, Z pamiętnika robola, tagged agrest, babka, budowa w Ż., deszcz, drewno na dach, Irena MB, konstrukcja dachu, majster, pan K., rozbieranie szalunków stropu, rusztowanie, senność on 9 lipca 2011| 2 Komentarze »
Przestojowy piątek.
Posted in babka, Się słucha, Z fotopuszki, Z pamiętnika robola, tagged agrest, babka, chorągwie pogrzebowe, koncert, Letni Festiwal Muzyczny, muzeum w Kętrzynie, Nicola Porpora, pani Aniela, PR2, Pro Musica Antiqua, Rolando Villazón, Semiramide riconosciuta, Szestno on 8 lipca 2011| 7 Komentarzy »
Wstaję przed dziewiątą. Chociaż nie śpię już od dawna. Przynajmniej godzinę leżę w łóżku słuchając Villazona w ariach Haendla.
9:20 Zakupy.
9:40 Śniadanie.
10:00 Telefon majstra.
Drzewo będzie dzisiaj o dwunastej. Jutro jedziemy normalnie na budowę. Przykre, ale przeżyję.
10:30-14:20 Z wizyta u pani Anieli.
Na miejsce jedziemy taksówką. Zostawiam babkę u gospodyni, a sam schodzę do ogrodu i walczę z agrestem (na zebranie wiadra potrzebuję prawie dziewięćdziesięciu minut). Później wypijam herbatę, zjadam parę ciastek, kilka pierogów… i oglądam masę nudnych, rodzinnych zdjęć. A babka konwersuje z przejęciem. I tak jej dobrze w gościnie, że ani myśli zbierać się do domu.
– Chyba poczekam, aż policję wezwiecie, żeby mnie wyrzucić. – żartuje.
Dopiero po 14 zaczyna się podnosić do wyjścia, chociaż nie obywa się bez kilku „Jeszcze tylko to jedno opowiem”.
Wracamy na piechotę niespiesznym spacerem.
14:30 Fryzjer.
15:05 Zakupy.
W Biedronce zabrakło cukru, muszę wracać do Stokrotki.
16:10 Obiad.
Lekki posiłek – zsiadłe mleko i ziemniaki z masłem.
18:30 Zamek i koncert zespołu Pro Musica Antiqua.
Większym wabikiem niż kameraliści z Olsztyna jest dla mnie prezentacja chorągwi nagrobnych z kościoła w Szestnie, gościnnie wystawianych w kętrzyńskim muzeum po niedawnej renowacji.
Wśród publiczności (adekwatnie do prezentowanej muzyki kameralnej) kilka znajomych twarzy. Moja nauczycielka rosyjskiego z ogólniaka usiadła nawet w tym samym rzędzie, co ja, jedno puste krzesło dalej. Że nadal kłaniam się jej na mieście, zamieniliśmy kilka słów. Dzięki czemu dowiedziałem się, że kojarzy mnie nie tylko jako anonimowego eks ucznia, ale też (głównie?) jako autora wiersza, który zdobył któreś tam wyróżnienie w konkursie lokalnej gazety. Zgroza!
20:10 W domu.
Babka nadal szypułkuje na balkonie agrest. Tak zajęta, że nawet na „Wiadomości’ nie włączała telewizora.
21:00 PR2 i „Semiramide riconosciuta” Nicola Porpory z festiwalu operowego w Beaune.
Transmisja kończy się dobrze po północy. Ciekawe, jak będzie mi się wstawało jutro rano do pracy.
Dzień pięćdziesiąty trzeci (czwartek).
Posted in babka, Z pamiętnika robola, tagged agrest, babka, budowa w Ż., burza, ciśnienie, Fiolka, klatka schodowa, Letni Festiwal Muzyczny, majster, mama, murowanie ścian działowych, nadproża, pan K., pani Aniela, PR2, wizyta, ścianka on 7 lipca 2011| 12 Komentarzy »
3:15 Pobudka.
Babce w nocy skoczyło ciśnienie. Z nerwów najprawdopodobniej. Przejęła się mocno sennym koszmarem. Słyszała w nim, jak rozmawiam z mamą, która pyta czy wiem, gdzie są świece. Bo trzeba zapalić jedną umierającej babce.
Bieda ze starymi ludźmi.
Podaje babce tabletkę, parzę chmielową, uspokajającą herbatkę, rozmawiam chwilkę. O czwartej sytuacja jest z grubsza opanowana, więc mogę normalnie pojechać do pracy.
4:04 Majster.
4:30-14:03 Na budowie w Ż.
Do śniadania kończymy murowanie ścian działowych na parterze i ścianki na klatce schodowej.
10:15 Zbrojenie, szalowanie i wylewanie trzech nadproży na poddaszu (nad drzwiami balkonowymi).
Po południu przyjechała na chwilę Fiolka. Drzewo na dach ma być w piątek, albo w sobotę. Że chwilowo nie ma pracy na całą dniówkę, majster decyduje się zrobić krótką przerwę.
– Nie będę jeździł na pusto i marnował pieniądze na paliwo. – stwierdził. – Łażeniem z kąta w kąt po budowie nie zarobię na przejazdy.
14:25 W domu.
Dotarłem do chaty tuż przed burzą. Mama właśnie dogotowywała kartofle na obiad. Myślałem, że przy deszczu namówię ją do zostania w mieście do ostatniego autobusu. Ale po piętnastej trochę się rozpogodziło, więc nie przełożyła odjazdu.
17:10 Pani Aniela z wizytą po drodze do kościoła. Jest już agrest – mogę przyjść z wiaderkiem na ogród, jeśli tylko pogoda dopisze. Babka od razu zapala się do myśli o gotowaniu dżemu. Czyli piątek mimo wszystko będę miał pracujący.
19:00 Znów Dwójka (PR2) i Letni Festiwal Muzyczny.
Wtorek (a można by pomyśleć, że piątek)
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged agrest, ból głowy, irytacja, Pinokio, pogoda on 13 lipca 2010| 6 Komentarzy »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Rankiem nawet Pinokio miał mnie dość i zakończył rozmowę szybciej, niż zaczął. A później było wyjście po agrest w największy upał. Co się mogło skończyć tylko w jeden sposób. I tak się skończyło – porządnym bólem głowy.
I dobrze.
-50%-
Edycja estetyczna 2020.09.22
Gubię numer blotki (2031) z tytułu.
Wtorek (a można by pomyśleć, że piątek)
Posted in Jeden worek, tagged agrest, AQQ, ból głowy, irytacja, Pinokio, pogoda, Sojuz on 13 lipca 2010| 10 Komentarzy »
Rankiem nawet Pinokio miał mnie dość i zakończył rozmowę szybciej, niż zaczął. A później było wyjście po agrest w największy upał. Co się mogło skończyć tylko w jeden sposób. I tak się skończyło – porządnym bólem głowy.
I dobrze.
Przynajmniej nie myślę ani o nocnej pogawędce z Sojuzem. Ani o tym, że za dużo od niektórych oczekuję.
Edycja estetyczna 2020.09.22
Gubię numer blotki (2031) z tytułu.
Poniedziałek
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged agrest, babka, pogoda on 12 lipca 2010| 4 Komentarze »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Pogoda bez zmian.
W mieszkaniu trzydzieści dwa stopnie.
Wszystko mnie wkurza, a już zwłaszcza apetyt babki na agrest od znajomych. Nie wiem, jak ona sobie wyobraża sterczenie nad garami z dżemem przy takim upale.
Edycja estetyczna 2020.09.22
Gubię numer blotki (2030) z tytułu.
Jak się nie okręcić dupa zawsze z tyłu
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged agrest, Andromeda, babka, dialog, EEK, korekta (a), plany, R/ZT, z przypisem on 20 lipca 2005| 43 Komentarze »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Obudziłem się przed ósma i już nie mogłem zasnąć. Za dużo kłębiło mi się w głowie po nocnej rozmowie. Zacząłem analizować swoją sytuację. Z góry wiem, jakie będą wszelkie konkluzje i wnioski (dzisiejsza nowość – w warszawskim metrze byłoby niezwykle łatwo o jakiś nieszczęśliwy wypadek. Tylko kiedy skoczyć? Najlepsze miejsce chyba początek peronu – moment, gdy pociąg wyjeżdża z tunelu), więc raczej unikam tego myślenia, ale niekiedy nie potrafię się powstrzymać. Męczyłem się przez półtorej godziny. A potem włączyłem telewizor na odcinek „Andromedy”. Obejrzałem kolejną kosmiczna przygodę Dylana Hanta i jego załogi – dziś tak, jak lubię rzecz była kameralna (w odcinkach wymagających z założenia tłumów – sceny na obcych planetach, w miastach – z braku odpowiedniej ilości statystów wypadają blado) – i mi przeszło. Na razie nic nie będę kombinował. Po południu jadę na wieś do rodziców, a co dalej to się zobaczy¹.
– To będziesz nocował? – babka była lekko zaskoczona. Spodziewała się chyba, że jeszcze dziś wieczorem wrócę z agrestem. Nie wykluczone też, że źle się czuje (zawsze takie przyznanie się, że coś jej dolega, trzeba z niej wydrzeć siłą) i wolałaby, żebym był w nocy w domu.
– Tak. Przynajmniej sobie babcia ode mnie odpocznie.
– Jakie „odpocznie”? Przecież na plecach nie musze cię nosić.
Aha – jeszcze tak mi dziś rano przyszło do głowy – ostatni raz, kiedy zaprosiłem kogokolwiek do domu na kawę ze względów czysto grzecznościowych to było, gdy miałem 19 lat. Myślałem – po godzinie chłopak sobie pójdzie, a on siedział i siedział, i siedział… A po kilku godzinach jeszcze musiałem z nim na piwo się wybrać. Do dzisiaj pamiętam ten paskudny, zmarnowany poniedziałek. Wszystko przez grzeczność, bo była sytuacja, że nie wypadało nie zaprosić.
Ten jeden raz mi wystarczył.
Teraz jeśli już zapraszam kogoś do domu, to się dobrze zastanawiam nad tym co robię. I ta kawa czy cokolwiek innego będące pretekstem wizyty, oznacza w sumie, że byłbym gotów spędzić z tym zaproszonym człowiekiem choćby i cały dzień bo zakładam, że byłoby całkiem milo i przyjemnie (= zaproszenie kogoś do domu określa bardzo jasno mój swój stosunek do danej osoby).
I tak sobie myślę teraz – chyba cały problem tkwi w tym, że sądzę innych ludzi biorąc miarę z siebie. Tyle, że inaczej nie potrafię. Czy ktokolwiek potrafi?
___________
¹ Żeby sobie tylko ktoś czegoś za dużo nie pomyślał. Ten akapit jest po hebiusowemu bałamutny i mimo pozornej jednorodności mówi o dwóch różnych sprawach :)



