IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
W niedzielę mogę się już spodziewać najazdu kuzynostwa: On, Ona i Synek (bardzo sympatyczny dziesięciolatek, taka przylepka) zwalą się tak w okolicach obiadu. Jeszcze nie ustaliliśmy ostatecznie, czy wybierzemy się na Litwę. Kaśka ma tylko dziewięć dni urlopu, a chce po wizycie na Mazurach choć na chwilę wyskoczyć nad morze. W związku z tym najpewniej wypad do Wilna rozejdzie się po kościach. Trudno. Z jednej strony szkoda, ze babka nie odwiedzi rodziny, z drugiej – przynajmniej nie będę się czuł jak głupek przy wszystkich tych Litwinach-poliglotach, których pełno w tej zagranicznej części rodziny.
W każdym razie należy przyjąć, że w związku z intensyfikacją rodzinnego życia, nie będę miał możliwości zajmowania się jego internetową częścią. Początkowo zastanawiałem się nad ogłoszeniem przerwy wakacyjnej, ale jeszcze byście się całkiem odzwyczaili od zaglądania do mojego bloga. Dlatego przygotowałem już coś zawczasu na te moje dni bez komputera – kawałek prawdziwej literatury w odcinkach, czyli moją ulubioną bajkę Oscara Wilde’a. Postaram się oczywiście dorzucić też coś od siebie, bo w końcu są tacy (zadziwiające!), którym podoba się to, co piszę.
+
Specjalnie dla Krzytoma
INTERHOME #3 – Moje refleksje po lekturze
Cz. III – ostatnia (podsumowanie)
Nie, nie jestem rozczarowany miesięcznikiem. Raczej – utwierdziłem się w przekonaniu, że nie jest mi potrzebne żadne branżowe pismo tego typu. Może dla ludzi nie posiadających stałego dostępu do sieci magazyn wyda się interesujący. Ja prawie wszystko, co wydrukowano na tych papierowych stronach, mogę znaleźć w Internecie. Może kupię następny numer, jeśli będzie w nim tekst Żurawieckiego, ale nie wróżę długiej przyszłości miesięcznikowi.



