Biało (w nocy lekko dośnieżyło), słonecznie i mroźnie. W dzień -5°C, ze zmrokiem zaczyna się jeszcze mocniej ochładzać¹.
Po dziewiętnastej niespodziewanie dzwoni mama pogadać o zagrożeniach współczesnego świata². A poza tym o pogodzie, paleniu w centralnym, irytujących nawykach Pawła. I że kot w nocnym amoku wyimaginowanego polowania porwał firankę na oknie w pokoju, gdy skoczył i się na niej zawiesił³.
Po rozmowie myję gary z obiadu i wychodzę do Biedronki zrobić większe zakupy. W sklepie prawie nie ma ludzi. Do domu wracam szybko. Trochę czytam. O dwudziestej drugiej zalegam z kolacją przed telewizorem, by obejrzeć odcinek „Chicago PD”. Przez moment zastanawiam się jeszcze na Tarzanem, ale Alexander Skarsgård⁴ jest w tej roli jakiś taki wymoczkowaty i szybko mnie zniechęca.
_______________________
¹ Do -12°C po północy.
² Coś było w jednym z telewizyjnych programów informacyjnych o naiwnych, a nieostrożnych, którym wyczyszczono konta bankowe, gdy odebrali SMS-a od oszustów i kliknęli, gdzie nie trzeba. „Jak to dobrze, że nie umiem odbierać SMS-ów” – konstatuje mama na końcu, co dla mnie jest trochę smutne, bo babka w jej wieku była bardziej otwarta i gotowa na poznawanie nowości.
³ „Już mu całkiem odbija. Chyba zacznę nocami wyrzucać go z mieszkania. Niech śpi w kotłowni!”.
⁴ W „Czystej krwi” był świetny.



