26°C. Słonecznie.
Zmieniłem pościel i zrobiłem pranie. Przyniosłem ze strychu wyschnięte drobiazgi wyprane w… czwartek? Nie zapisałem, nie zapamiętałem, w sumie nieistotne. Paweł otworzył wczoraj słoik z sosem pomidorowym (dodawał kilka łyżek do swojej cukinii), na obiad gotuję więc makaron, by wyjeść, co zaczęte. Z wieczornego wyjścia do Biedronki rezygnuję na rzecz „Così fan tutte” Mozarta w retransmisji z Wiednia. A później równie łatwo rezygnuję z Dwójki (PR2) na rzecz powtórki Poirota z Davidem Suchetem i Zoë Wanamaker w roli Ariadne Oliver (odcinek „Wigilia Wszystkich Świętych”). Przed północą oglądam jeszcze relację Fryka z wizyty w muzeum sztuki nowoczesnej w Tuluzie, która utwierdza mnie w przekonaniu, że wystarczy odpowiednia etykietka, a ludzie kupią każde gówno¹.
_______
¹ Wiem, nie powinienem.



