IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Tytułem wprowadzenia.
Abramasia to pewna dwudziestokilkuletnia białostoczanka studiująca w Gdańsku. Jedyna kobieta aktywna na Hydeparku Gejowa. Znamy się wirtualnie jakoś tak od wakacji. W czasie pobytu (za chlebem) w Anglii trochę blogowała – patrz Bez kropek i kresek oraz Samodzielni i Samotni.
I
Godz. 11:45 – Jestem już na dworcu w Kętrzynie. Grubo przed czasem, ale przecież nie mogłem się spóźnić. Dominuje nastrój przyjemnego podekscytowania (gęba sama się wykrzywia w uśmiechu). Przed oczy staram się przywołać obraz Abramasi (widziałem kilka jej zdjęć i wypowiedź w „Wiadomościach”). Czy rozpoznam dziewczynę? Obiecała pojawić się w czymś zielonym na piersi (luźne skojarzenie – chuda Fiona toples w wersji mini).
Godz. 12:03 – Pociąg relacji Gdańsk-Białystok wjeżdża na peron numer 2. Już z daleka widzę w drzwiach rudą (a może raczej kasztanową?) głowę panny A. Chwilę później coś żółtego biegnie w moim kierunku i rzuca mi się w objęcia. Jest tylko minuta (to jednak cholernie krótko) na całe spotkanie. Praktycznie nic ponad „Cieszę się, że była okazja” nie zdążyliśmy sobie powiedzieć. Ledwo Abramasia wypuściła mnie z ramion już musiała biegiem wracać do wagonu. Wyjąłem z kieszeni kopertę.
– Zamiast prezentu – moje życzenia świąteczne.
– Ojej, a ja dla ciebie nic nie mam. Myślałam, że zdążę wyjść z uczelni…
– Drobiazg. To tylko moja firmowa kartka.
– Niech cię jeszcze raz przytulę na pożegnanie.
– Wesołych podwójnych świat. Drugie masz w okolicach 6 stycznia?
– Ale będę jeszcze wracała na Sylwestra do Gdańska.
– Mieszkasz w samym Białymstoku?
– Tak, ale mamy dom na wsi po babci.
– To udanej podróży…
Godz. 12:04 – Pociąg odjeżdża ze stacji. Niestety nie mam przy sobie czystej chusteczki, wiec nie mam czym pomachać. Zresztą nie widać Abramasi wyglądającej z okna przedziału.
Wszystko trwało tak krótko, że w ogóle nie wiem co myśleć. W każdym razie na wspomnienie tej minuty gęba sama mi się wykrzywia w uśmiechu.
II
Wieczorem, wracając z rozpaczliwych poszukiwań czegokolwiek na prezent dla babki (nadal nie mam pomysłu co to mogło by być – chodzę po sklepach i patrzę, pełen nadziei na nagłe olśnienie), na placu Piłsudskiego natknąłem się na Tadka. Szedł z naprzeciwka, ale nie rozpoznał mnie pod naciągniętym na głowę kapturem. Zaczepiłem chłopaka.
– Oooo!!! – facet jakby ucieszył się ze spotkania. – Dawno się nie widzieliśmy! Przestałeś do kościoła chodzić czy co?
– Nie, po prostu…
Bla, bla, bla. Rozmowa poszła normalnym torem – że w kętrzyńskim kinie nic nie ma interesującego, że o „King Kongu” słychać całkowicie odmienne opinie, że przy Gwiazdce są zawsze problemy z upominkami, że…
Zauważyłem, ze gazeta trzymana przez Tadka w ręku to nic innego jak „Gazeta Polska”.
– Czytasz to? – zdziwiłem się.
– To i tylko to.
– Poważnie? Kiedyś gdy mieli dobre archiwum sieciowe czytałem zawsze felietony Ziemkiewicza.
– Pisze świetne teksty. Zgadzam się z każdym jego słowem.
– Żartujesz! Ja z żadnym. Nie powiem, Ziemkiewicz pisarzem jest niezłym, ale felietonista… Beznadziejny.
– A ty co – z jakiejś opcji bardziej takiej na lewo?
– Nie powiem, że mam jakieś sprecyzowane lewicowe poglądy, ale z Ziemkiewiczem na pewno mi nie po drodze. Wolę poczytać inteligentne teksty Kingi Duniin z „Wysokich Obcasów”.
– Sfrustrowana baba, której nie wyszło z facetami. Pisze dla takich samych jak ona frustratek. Jestem za patriarchatem. W „Gazecie Polskiej” jeszcze Łysiak dobrze pisze…
„Jasne. Łysiak – kolejny prawicowy oszołom” – pomyślałem sobie.
… Szkoda, że nie wystrzelali wszystkich komunistów. – kontynuował Tadek. – Dopiero wtedy byłby w Polsce porządek.
Piwo z Tadkiem wydało mi się jakieś całkowicie nieatrakcyjne.
Read Full Post »