
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Jest słonecznie, gorąco (do 29°C), ciężko (ciśnienie spada?). Szyja nadal lekko mnie boli, z czego mama od razu wyciąga daleko idące wnioski (że to od kręgosłupa, zwyrodnieniowe etc.) i każe iść do lekarza. A to pewnie tylko niedzielny rower. Albo mnie zawiało w nocy od otwartego balkonu (jeśli śpię na kanapie głowę mam zaraz przy drzwiach). Ewentualnie dwie poduszki pod głową to przynajmniej o jedną za dużo. Nieistotne w sumie. Przedpołudniowe SMS-owanie, wyjątkowo nie tylko ze Pszczółkiem, zadziałało lepiej niż kawa. Ale z wyjściem na zakupy zwlekam aż do zmroku. Zbyt długo, jak się okazało. Błyska już dość intensywnie na północy, gdy przed dwudziestą idę do Biedronki, ale wydaje się to tak odległe (i ciche, bez grzmotów), że całkowicie rzecz lekceważę. Tymczasem wystarczy kwadrans w sklepie (dłużej mi nie zeszło), by po wyjściu z torbami pełnymi zakupów trafić na ścianę ulewy i burzę nad głową. Szczęściem akurat trafiła się Gosia, po kakao przyjeżdżająca dla znajomej Ukrainki. Trafiła, wypatrzyła (ja bym jej pewnie nie zauważył) i zaproponowała podwózkę.
– Nie trzeba – kryguję się pro forma. – Postoje, poczekam, za pół godziny pewnie przestanie padać.
– Podwiozę – Gośka jest nieustępliwa. – Tylko kupię kakao.
Leje tak intensywnie, że nawet po tych kilku krokach do (na parkingu przed Biedronką) i od (na chodniku pod blokiem do drzwi wejściowych) samochodu moja koszulka jest całkiem przemoczona. Ale przynajmniej zakupy nie ucierpiały.
Posts Tagged ‘szyja’
Dzień sto dwudziesty siódmy (środa)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Z fotopuszki, Łatka, tagged Bazyli, cudARTeńka, Grażyna, Julia, pogoda, Porto, szyja, widokówka, zakupy on 13 września 2023| 8 Komentarzy »



