Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘posadzka’

Męczące otwarcie tygodnia.
8:16-17:10 W Gardenowie (siedlisko nad rzeką).
Wiata – kończymy wylewanie posadzki.
Po 15 pomagam Satykowej w przesadzaniu krzewu róży i jakichś lilii.

Read Full Post »

5:50 Pobudka.
Problemy z komórka. W piątek rozładowałem do końca baterię. Przez noc telefon był podłączony do ładowarki, a rano się okazało, że nie mogę maszynki uruchomić. Po kilku dramatycznych telefonach wyjaśniło się, że jestem ciapa, a komórka jest zwyczajnie wyłączona.
7:30 Satykowie.
Zabieram agawę. Zbyt się rozrosła, by ją nadal trzymać na balkonie. Babka doszła do wniosku, że na lekarstwo wystarczy jej aloes, Lidka kwiatka nie chciała, więc oddałem roślinkę Satykowej.
8:05-17:15 W Gardenowie (siedlisko nad rzeką).
Wiata – do śniadania tynkowanie, później wylewanie posadzki. Satykowa komórką pstryka fotki.
– Do dokumentacji budowy – wyjaśnia.
Wszystko fajnie, tylko po kiego czorta ujmuje mnie – takiego brudnego i oberwanego – w kadrze?
17:45 W domu.
Na obiad resztki leczo. Babka zostawiła mi tak mało, że muszę dojeść kanapkami.
18:30-23:15 PR2. „Muzyka w Raju”, czyli transmisja trzech koncertów z Paradyża.
Padam przed 24.

Read Full Post »

4:00 Pobudka.
Pada, ale nawet się nie zastanawiam, czy niekorzystna pogoda skłon majstra do zrezygnowania z dniówki. Wiem, że nie.
4:35 Wyjście do pracy.
4:55-19:20 Na budowie.
Myślałem, że po sobotnim obiedzie pan K. nabrał trochę cieplejszych uczuć do inwestora. Baryłka chwalił majstrowe murowanie („Szybko to pan robił, że aż miło było popatrzeć”) i wykonanie więźby dachowej („Bardzo porządna robota. Widać że pan się na tym zna i lubi.”). Niestety kilka komplementów nie przeważyło szali z urazami i od rana majster jedzie równo po inwestorze i gównianej budowie, nakręcając się w swojej niechęci.
Jeśli chodzi o część zasadniczą – kończymy wylewanie posadzek. Do śniadania w garażu, później w pomieszczeniu gospodarczym. Po południu krótkie chwile zacieranie są przeplatane czekaniem, aż beton zacznie wiązać. Przed fajrantem jestem jeszcze świadkiem targów majstra z Baryłką co do ostatecznego rozliczenia.
19:30 W domu.
Babce z nerwów ciśnienie się podniosło do 219/132. Dzwoniłem i uprzedzałem, że przyjdę później, ale niewiele to dało. Odetchnęła dopiero po moim powrocie.
– To praca, czy ciężkie roboty w karnej kolonii? Trzynaście godzin! – bulwersowała się – Majster już chyba w ogóle zdurniał na tle pracowania!
A później zamiast pozwolić wnukowi na spokojny odpoczynek przy komputerze po szybkiej obiadokolacji, zagoniła mnie do ubijania masła!
21:30 Kąpiel.
22:00 Chwila w sieci. Ale nie mam siły nawet na przeczytanie blogowych komentarzy.
22:30 Łóżko.

Read Full Post »

4:00 Pobudka.
4:35 Wyjście do pracy.
4:55-13:45 Na budowie.
Zaczynam od zawieszenia wiechy (bukiet z różnego zielska – z przewagą dzikiej marchwi – i trzech dorodnych piwonii) na kominie. Niechętnie, ale nie mam wyjścia, bo majster się strasznie na uparł na ten pomysł.
Później przygotowujemy podłożę (czyszczenie, rozkładanie styropianu, folii i metalowej siatki) i wylewamy posadzkę w jednym z pomieszczeń gospodarczych.
– A z jakiej to okazji? – Baryłka przy porannej wizycie wskazuje głową w stronę ozdobą dachu.
Wzruszam tylko ramionami, bo i co mam odpowiedzieć? Niby taka tradycja, ale do tej pory majster jakoś nie hołdował podobnym zwyczajom.
13:45-15:42 Zakrapiany obiad u inwestora.
Zwłaszcza z alkoholu bym chętnie zrezygnował, ale nie mam pretekstu, by się wymówić.
Wracam do chaty powoli, lekko podchmielony, pstrykając po drodze wszystko, co się da w ramach testowania nowej cyfrówki).
16:37 W domu.
Po pobieżnej toalecie ucinam sobie krótką drzemkę. Na kąpiel jestem gotowy dopiero po 18:30.
19:30 Komputer.
Głowa lekko mnie boli (zaczęła już przed obiadem, a gorzałki wypiłem za mało, by zadziałała znieczulająco), więc netowanie niezbyt mi idzie.
21:30 Kładę się spać.

Read Full Post »

4:55 Pobudka.
Za chwilę o piątej będzie już całkiem widno.
5:35 Wyjście do pracy.
Po drodze spotykam majstra. Dziś pan K. jest w nastroju do politykowania. Coś tam nawija o naszych rządzących (jak zwykle krytycznie) i o Kaczyńskim (z atencją). Słucham jednym uchem i potakuję nieuważnie.
5:55-13:45 Na budowie.
Betonowanie – spokojna, ciężka, bezmyślna robota, którą nawet lubię.
Do południa wylewamy posadzkę w części garażowej. Na mniejszą część gospodarcza wystarczą nam dalsze dwie godziny.
13:55 Koniec wspólnego kawałka drogi.
14:14 W domu.
Rozmowa z babką o najważniejszych punktach jej dnia (poranne mierzenie ciśnienia, wizyta koleżanki z butelką Martini). Długa kąpiel. Obiad.
15:13 Komputer.
Poczta (i kanały RSS). Forum. Rozmowa z Pinokiem.
16:30 Drzemka.
Oczy same mi się zamykają – chcąc nie chcąc muszę się położyć.
Wstaję obolały, całkowicie rozbity.
18:30 Wracam do sieci.
Znów nie dałem rady posiedzieć nad książką. Ani nawet nad komiksem.
19:00 PR2 i Lekcja muzyki Piotra Orawskiego.
Na kolacje dojadam obiadową zupę (brat nie uprzedził, że ma dziś wolne). A później i tak robię jeszcze kanapki do kawy.
Mimo roboty będzie mi chyba dość trudno zgubić zimowe, nadliczbowe kilogramy.

Read Full Post »

Majster jednak wczoraj też zrobił sobie wolne. Coś nieprawdopodobnego!
5:55-14:21 Na budowie.
Przygotowujemy podłoże pod wylanie posadzki (pierwsza warstwa z chudego betonu) – izolacja pionowa z jakiegoś asfaltowego mazidła na fundamentach, 10 cm żwirowej podsypki.
Mimo rękawic ufajdałem dłonie na czarno. Od wożenia taczką piachu (przerzuciliśmy kilkanaście ton) wysiadł mi kręgosłup. Wracam do domu ledwo żywy.
Wieczór spędzam przy komputerze, słuchając radia.
– Byś wyłączył te maszyny i trochę odpoczął – marudzi babka. – Książkę poczytaj.
Tak, jakbym był w stanie!
Przed snem mam jeszcze w planie seans tv i dwa kolejne odcinki serialu „Terra Nova”.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij