Doczytałem tomik opowiadań Higsmith. Na szczęście to egzemplarz z biblioteki, a nie własny zakup. Już zdanie otwierające pierwszy tekst¹ powinno mnie zastanowić i powstrzymać przed zabieraniem książki z półki. Opowiadania są przede wszystkim absurdalne. Stwierdzenie zawarte na ostatniej stronie okładki, że autorka w sposób gorzki, acz niepozbawiony humoru ocenia w nich obie płcie, jest, delikatnie mówiąc, średnio prawdziwe. Z równym powodzeniem można by na książeczce z „Kaczką dziwaczką” napisać, że Brzechwa dał w niej wyraz swoim ornitologicznym zainteresowaniom i znakomitej znajomości domowego ptactwa.
Tytuł oryginału „Little Tales of Misogyny” pasuje bardzo dobrze do zawartości zbioru. O żadnej z siedemnastu bohaterek bym nie powiedział, że jest miła. Większości człowiek wręcz by wolał nie spotkać na swojej drodze, bo to persony z koszmaru mizogina.
„Siedemnaście miłych pań” to pewnie niezła pozycja, warta przeczytania. Niestety szukałem akurat czegoś innego, bliższego przygodom Agathy Raisin².
__________
¹ Młody mężczyzna poprosił ojca dziewczyny o jej rękę i otrzymał ją w pudełku – lewą rękę.
² Synonim literatury kryminalnej niskich lotów, słabo napisanej, czy przetłumaczonej, ale z ukrytym potencjałem.



