Ciepło (11°C), ale deszczowo.
Po dziesiątej pada dość intensywnie, więc po powrocie do miasta idę prosto do domu zostawić bagaże i przeczekać niepogodę. Na cmentarz z przywiezionymi gałęziami świerku mogę wyjść po jedenastej trzydzieści. Porządki w ogródku zajmują mi prawie godzinę. Internet odpalam dopiero w okolicach czternastej, po kąpieli. Komentarze zdążyłem przeczytać w większości już na wsi, przez komórkę. Ogarniam pocztę, sprawdzam forum jedno i drugie.
Obiad zaplanowałem na czas po powrocie z Loży, więc parzę kawę i zjadam kilka kanapek, by wytrzymać do przerwy i poczęstunku (do herbaty z miłorzębu dla odmiany zamiast piernika był blok czekoladowy) na spotkaniu Dekad. Tym razem miały być wspominane lata 80. od strony politycznej i organizatorzy ściągnęli kilku pięćdziesięciolatków, kombatantów działających w strukturach Federacji Młodzieży Walczącej. Jest ciekawie (dowiedziałem się, że kolega z klasy wydawał podziemną gazetkę¹), ale trochę za ciepło – niepotrzebnie wystroiłem się w grubą koszulę, chyba z jakąś domieszką wełny. Do domu wracam o 19:10 i mam jeszcze czas na szybki obiad (makaron, sadzone jajka, sos słodko-kwaśny) przed transmisją koncertu z festiwalu Actus Humanus Nativitas o dwudziestej.
______
¹ Egzemplarz przyniesiony przez Paszczaka (uwaga – wprowadzam kolejnego znajomego nieznajomego) był na wystawce artefaktów. Swoją drogą wystawka była tym razem dość skromna, bo oprócz tego jednego numeru „Larwy” organizatorzy mieli tylko plakat z obwieszczeniem stanu wojennego, metalowy koszyczek do szklanki (chyba podobne mam gdzieś w piwnicy) i futro.




