Śnieg powoli znika z chodników i trawników. Chyba już w nocy temperatura nie spadła poniżej zera. Dzień dość ponury. 3°C. Nikt nie chce mojej babki ziemniaczanej, więc do czwartku nie muszę myśleć o obiadach. Pod wieczór zamiast walczyć z „Morderczą panią Shim” ucinam sobie półgodzinną drzemkę. Przed dziewiętnastą dzwonię pogadać drugi raz z mamą. Później wychodzę do Biedronki na niewielkie zakupy (twaróg mi się skończył do kanapek, więcej nic nie potrzebuję). W nocnych planach mam jeszcze spotkanie z Jorgem Perugorríą w kolejnym odcinku „Czterech pór roku w Hawanie”. Jorge jest już tam brzydki, a sam serial lekko usypia niespiesznym przebiegiem śledztwa, ale to w sumie nie ma żadnego znaczenia.
[tu powinna być jeszcze jakaś puenta, ale żadna do głowy mi nie przychodzi, a Gupi Czesio nadal nie potrafi zaproponować niczego, co bym zaakceptował i uznał za swoje¹]
_______
¹ Jedna z propozycji: „Wychodzi na to, że najwięcej emocji wzbudził dziś twaróg, a to chyba mówi wszystko o moim poniedziałku.” Serio? Wydawało mi się, że jeśli już, to jakieś emocje pojawiają się w najlepszym wypadku przy brzydkim Kubańczyku, który nadal mi się podoba.



