Ranek dość spokojny, jeśli nie liczyć jazgotliwych działań ekipy masakrującej żywopłot pod blokiem (kiedyś cieli ręcznymi nożycami i też było dobrze) i krótkiej wizyty Kunegundy („Znów na randkę?” „Na jaką randkę!? Kto ci takich głupot na gadał?” „Nikt nie musiał nic gadać – sam się domyślam”). Babka z niskim ciśnieniem, śniadanie je jak ptaszek, tyle dobrego, że wypiła cały kubek kawy. Z biegiem dnia na szczęście trochę odżywa. Na obiad zjada dwa naleśniki i chwali, że smaczne, a pod wieczór to nawet ma chęć na rozmawianie. Po południu wychodzę do zamku. Dwa razy, bo zapomniałem, że w ramach obrony przed zarazą biblioteka jest wietrzona (i dezynfekowana?) od trzynastej do czternastej. Wypożyczam kryminał Chmielarza dla mamy (reklama w gazecie ją skusiła) i „Wieczną wojnę” Haldemana, bo nie chciałem prosić, by przywoziła mój egzemplarz ze wsi (po ostatnim malowaniu książki stoją na półkach zupełnie przypadkowo i ciężko tam teraz cokolwiek znaleźć). Wieczór spędzam na przeglądaniu książek ze świeżo odebranej przesyłki z Bonito. W tle leci pierwsza płyta z dziesięciopłytowego boksu nagrań Brechta i Weilla. Po taniości rzecz kupiona (6 zł z groszami za płytę), więc nawet jeśli całości nie przesłucham (z boksami mam zawsze problemy), nic się strasznego nie stanie.
Posts Tagged ‘Kurt Weill’
Dzień dwa tysiące trzysta czterdziesty drugi (czwartek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się słucha, tagged babka, Bertold Brecht, biblioteka, Bonito, Joe Haldeman, koronawirus, księgozbiór, Kunegunda, Kurt Weill, obiad, starość nie radość, The Complete Recordings of Bert Brecht & Kurt Weill, tsundoku, Wieczna wojna, Wojciech Chmielarz, Wyrwa on 13 sierpnia 2020| 16 Komentarzy »
Dzień dwa tysiące sto trzydziesty dziewiąty (czwartek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się słucha, tagged Bajki-Grajki Pora na Telesfora, CD, Czartogromski, Die Dreigroschenoper, Kurt Weill, legalna kultura, Milva, odsyłacz, Opera za trzy grosze, porządki, reklama, Robertus, Stenia Kozłowska, szafka, szuflady, tsundoku, Ute Lemper on 23 stycznia 2020| 28 Komentarzy »
Przy porządkowaniu szuflad (czynię miejsce na makulaturę) znajduję płyty, o posiadaniu których kompletnie zapomniałem. Niekiedy mam wręcz wrażenie, że widzę je po raz pierwszy w życiu. Jakieś Bachy, koncerty Vivaldiego, Kurt Weill… Wieczorem, porządkując pudła z kuchni, słucham złotych przebojów Steni Kozłowskiej (pokłosie znajomości z Robertusem; ciekawe, co się z nim teraz dzieje, od lat nie mamy już żadnego kontaktu). O posiadaniu tej płyty akurat pamiętałem, tyle, że nie miałem pojęcia, gdzie jest zapchana (w tej kategorii znalezisk najbardziej mnie ucieszyło trafienie na Bajki-Grajki z Porą na Telesfora). A po kolacji odpalam „Operę za trzy groszy” z Milvą i Ute Lemper. Że o tej płycie nie pamiętałem, to już w ogóle nie pojmuję. Przecież moja płytoteka to pewnie nie będzie nawet 1/20 tego, co ma Czartogromski. W wydaniach kupnych to jeszcze mniej („nielegalna kultura” smakuje bardziej?). Powinienem spokojnie ogarniać, co mam. A widać, że nie ogarniam.
Takie tam…
Posted in Forum, Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, Się słucha, tagged babka, CD, Czartogromski, Fabio Biondi, Herkules nad Termodontem, Jacek Laszczkowski, Kurt Weill, obiad, pizza, pogoda, Poncjuszowa, PR2, Rolando Villazón, Rozkwit i upadek miasta Mahagonny on 27 listopada 2010| 2 Komentarze »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Późna pobudka. Śniadanie o dwunastej. Na obiad pizza. Babka zaprasza sąsiadkę, ale że kobieta nie ma czasu, sama drepta do niej z połową blaszki. „Przynajmniej miałeś spokój” – stwierdza po powrocie. Niby prawda, ale połowy pizzy szkoda.
Na dworze mrozi. Na forum cicho i spokojnie. Czartogromski pobudza mój apetyt na płytę Laszczkowskiego. Dobrze, że „Herkules nad Termodontem” Biondiego (podoba mi się gniewny heros Villazona) będzie dostępny dopiero w styczniu. Za dużo tego wszystkiego, co chciało by się kupić.
Wieczór z radiem. Po drętwym słuchowisku (może nie doceniam, bo śledzę zbyt nieuważnie?) opera „Rozkwit i upadek miasta Mahagonny” Kurta Weila. I można się wkurzyć, bo odbiór PR2 via net znów gówniany.



