Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Kurt Weill’

Ranek dość spokojny, jeśli nie liczyć jazgotliwych działań ekipy masakrującej żywopłot pod blokiem (kiedyś cieli ręcznymi nożycami i też było dobrze) i krótkiej wizyty Kunegundy („Znów na randkę?” „Na jaką randkę!? Kto ci takich głupot na gadał?” „Nikt nie musiał nic gadać – sam się domyślam”). Babka z niskim ciśnieniem, śniadanie je jak ptaszek, tyle dobrego, że wypiła cały kubek kawy. Z biegiem dnia na szczęście trochę odżywa. Na obiad zjada dwa naleśniki i chwali, że smaczne, a pod wieczór to nawet ma chęć na rozmawianie. Po południu wychodzę do zamku. Dwa razy, bo zapomniałem, że w ramach obrony przed zarazą biblioteka jest wietrzona (i dezynfekowana?) od trzynastej do czternastej. Wypożyczam kryminał Chmielarza dla mamy (reklama w gazecie ją skusiła) i „Wieczną wojnę” Haldemana, bo nie chciałem prosić, by przywoziła mój egzemplarz ze wsi (po ostatnim malowaniu książki stoją na półkach zupełnie przypadkowo i ciężko tam teraz cokolwiek znaleźć). Wieczór spędzam na przeglądaniu książek ze świeżo odebranej przesyłki z Bonito. W tle leci pierwsza płyta z dziesięciopłytowego boksu nagrań Brechta i Weilla. Po taniości rzecz kupiona (6 zł z groszami za płytę), więc nawet jeśli całości nie przesłucham (z boksami mam zawsze problemy), nic się strasznego nie stanie.

Read Full Post »

Przy porządkowaniu szuflad (czynię miejsce na makulaturę) znajduję płyty, o posiadaniu których kompletnie zapomniałem. Niekiedy mam wręcz wrażenie, że widzę je po raz pierwszy w życiu. Jakieś Bachy, koncerty Vivaldiego, Kurt Weill… Wieczorem, porządkując pudła z kuchni, słucham złotych przebojów Steni Kozłowskiej (pokłosie znajomości z Robertusem; ciekawe, co się z nim teraz dzieje, od lat nie mamy już żadnego kontaktu). O posiadaniu tej płyty akurat pamiętałem, tyle, że nie miałem pojęcia, gdzie jest zapchana (w tej kategorii znalezisk najbardziej mnie ucieszyło trafienie na Bajki-Grajki z Porą na Telesfora). A po kolacji odpalam „Operę za trzy groszy” z Milvą i Ute Lemper. Że o tej płycie nie pamiętałem, to już w ogóle nie pojmuję. Przecież moja płytoteka to pewnie nie będzie nawet 1/20 tego, co ma Czartogromski. W wydaniach kupnych to jeszcze mniej („nielegalna kultura” smakuje bardziej?). Powinienem spokojnie ogarniać, co mam. A widać, że nie ogarniam.

Read Full Post »

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Późna pobudka. Śniadanie o dwunastej. Na obiad pizza. Babka zaprasza sąsiadkę, ale że kobieta nie ma czasu, sama drepta do niej z połową blaszki. „Przynajmniej miałeś spokój” – stwierdza po powrocie. Niby prawda, ale połowy pizzy szkoda.
Na dworze mrozi. Na forum cicho i spokojnie. Czartogromski pobudza mój apetyt na płytę Laszczkowskiego. Dobrze, że „Herkules nad Termodontem” Biondiego (podoba mi się gniewny heros Villazona) będzie dostępny dopiero w styczniu. Za dużo tego wszystkiego, co chciało by się kupić.
Wieczór z radiem. Po drętwym słuchowisku (może nie doceniam, bo śledzę zbyt nieuważnie?) opera „Rozkwit i upadek miasta Mahagonny” Kurta Weila. I można się wkurzyć, bo odbiór PR2 via net znów gówniany.

-100%-
2020.01.31; Wpis przejrzany, poddany estetycznej kosmetyce.
Pierwotnie w tytule „2163. Takie tam”.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij