W dzień (11:10-15:15) mama zajmuje się babką (chodzi głównie o dotrzymanie towarzystwa) i gotowaniem obiadu (wyśmienity krupnik). Mogę więc zupełnie spokojnie wyskoczyć na dłużej do miasta. Zaczynam od wizyty u fryzjera (kwadrans obserwowania w lustrze własnego dyniowatego oblicza z podwójnym podbródkiem. Okropieństwo!). Później sprawdzam ceny piecyków gazowych i możliwość wykonania dodatkowych robót przy okazji wymiany podgrzewacza do wody. Na koniec zachodzę do antykwariatu i przeglądając wyłożone na półkach tomy (jeszcze niezbyt wiele ich) wdaję w pogawędkę z właścicielką. Kobieta (dziewczyna) jest tak pełna optymizmu i wiary w swój biznes, że nie potrafię (nie chcę) wyjść bez kupna choć jednej książki.
Mimo, że brak okularów utrudnia mi lekko zadanie wyboru tytułu. Początkowo planuję wziąć „Żmiję” Sapkowskiego, ale 12 złotych za szmatławe wydanie superNOWEJ to cena zdecydowanie wygórowana. Kusi przedwojenny tom „Życia pszczół Maeterlincka”, ale rozsądek podpowiada, że raczej nigdy tego nie przeczytam. Ostatecznie decyduję się na „Chłopaka z Birmy”. Autora nie znam, o tytule nic nie słyszałem, ale wydawnictwo (Rebis) jest zacne, a tematyka (walki 1944 roku w Birmie) na tyle ciekawa, bym się skusił do lektury.
Posts Tagged ‘Frazo’
Wielki Czwartek
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Z fotopuszki, Łatka, tagged antykwariat, Bazyli, Biyi Bandele, Chłopak z Birmy, Frazo, fryzjer, hydraulik, kartki świąteczne, mama, Matylda, piecyk gazowy, superNOWA, Wielkanoc, zdjęcia on 24 marca 2016| 2 Komentarze »



