Przed śniadaniem odkurzam dywan w pokoju, bo wygląda na mocno zanoszony. A po śniadaniu (ledwo zdążam kupić chleb, zjeść kapki i rozsiąść się wygodnie przy komputerze) zjawia się Barbara¹ i uszczęśliwia mnie godzinną obecnością. I monologiem, głównie o beznadziejności chłopa, który jej się trafił na męża. Jestem coraz pełniejszy podziwu dla własnej cierpliwości i opanowania², bo każdy inny na moim miejscu kazałby jej się zamknąć i wypierdalać. Matka (moja) pewnie już niedługo jej tak powie, ujawniając ostatecznie prawdziwe oblicze wyjątkowo wrednej teściowej.
Wieczorem, zamiast spacerować, robię sobie powtórkę z „Damy w vanie”. Gdybym nie wiedział, jak śmierdzi gówno na klatce schodowej, pewnie film bawiłby mnie mocniej. Ale obejrzeć Maggie Smith zawsze miło.
__________
¹ Wizytę u lekarza miała umówioną. Z okiem, w które coś jej się wdało, zapalenie spojówki czy inna bieda.
– Popatrz, jak strasznie to wygląda! – powiedziała po przyjściu, siadając w kuchni i ściągając ciemne okulary. – Całe zaczerwienione!
Popatrzyłem… i pokiwałem współczująco głową.
Nic nie było widać, ale jakbym założył okulary, pewnie bym zauważył to, co miałem zauważyć.
² Gówno prawda, zwyczajnie zbyt leniwy jestem i wygodny, by się wdawać w awantury.



