Pierwszy stycznia był na całkowitym luzie – bez ścielenia łózka, ubierania się, gotowania obiadu. Wsysające totalne rozleniwienie, z którego do tej pory nie zdołałem się oswobodzić.
Babka od rana hałasuje, ale mimo to udaje mi się przespać do trzynastej. W pół godziny ogarniam się i wychodzę zrobić zakupy. U Mistrza Jana są już tylko resztki chleba, bez większego wyboru. Kupuje co jest, pół bochenka babuni i pół razowego z soją, który w domu rozpada się przy próbach ukrojenia cieńszej kromki. W Nemezji biorę twaróg, wędlinę i gołąbki, cztery sztuki na obiad. Dwa od razu podgrzewam dla babki.
Do wieczora siedzę przy komputerze, trochę na forum, trochę na FB i tamtejszych odsyłaczach („Za jeden wiersz” Liao Yiwua chyba dopiszę do listy zakupów). Przy okazji sprawdzania poczty daję się złapać na obniżkę cen w Empiku i zamawiam kilka płyt z klasyką. Zaplanowaną chwilę z książką odhaczam lekturą kolejnej przygody Gucia i Cezara. Zaiste – niezwykle ambitnie.
Przed snem mam jeszcze w planach kąpiel i powtórkę „Carandiru” Hectora Babenco.
Posts Tagged ‘Carandiru’
Dzień tysiąc trzydziesty (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, Z fotopuszki, tagged Albert, babka, Bazyli, bełkot, Bohdan Butenko, Carandiru, cudARTeńka, EMPIK, Gucio i Cezar, Hector Babenco, Kazimierz Dolny, Krystyna Boglar, lenistwo, odsyłacz, plany, pocztówka, Pszczółek, zakupy on 9 stycznia 2017| 2 Komentarze »



