Pierwszy stycznia był na całkowitym luzie – bez ścielenia łózka, ubierania się, gotowania obiadu. Wsysające totalne rozleniwienie, z którego do tej pory nie zdołałem się oswobodzić.
Babka od rana hałasuje, ale mimo to udaje mi się przespać do trzynastej. W pół godziny ogarniam się i wychodzę zrobić zakupy. U Mistrza Jana są już tylko resztki chleba, bez większego wyboru. Kupuje co jest, pół bochenka babuni i pół razowego z soją, który w domu rozpada się przy próbach ukrojenia cieńszej kromki. W Nemezji biorę twaróg, wędlinę i gołąbki, cztery sztuki na obiad. Dwa od razu podgrzewam dla babki.
Do wieczora siedzę przy komputerze, trochę na forum, trochę na FB i tamtejszych odsyłaczach („Za jeden wiersz” Liao Yiwua chyba dopiszę do listy zakupów). Przy okazji sprawdzania poczty daję się złapać na obniżkę cen w Empiku i zamawiam kilka płyt z klasyką. Zaplanowaną chwilę z książką odhaczam lekturą kolejnej przygody Gucia i Cezara. Zaiste – niezwykle ambitnie.
Przed snem mam jeszcze w planach kąpiel i powtórkę „Carandiru” Hectora Babenco.
Posts Tagged ‘Bohdan Butenko’
Dzień tysiąc trzydziesty (poniedziałek)
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się czyta, Się ogląda, Z fotopuszki, tagged Albert, babka, Bazyli, bełkot, Bohdan Butenko, Carandiru, cudARTeńka, EMPIK, Gucio i Cezar, Hector Babenco, Kazimierz Dolny, Krystyna Boglar, lenistwo, odsyłacz, plany, pocztówka, Pszczółek, zakupy on 9 stycznia 2017| 2 Komentarze »
Sylwestrowy dylemat
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged Bohdan Butenko, brat, GejHouse, korekta (a), Madi, odsyłacz, Palnik, plany, Robertus, rodzice, Sojuz, Sylwester, Warszawa, Weber on 28 grudnia 2004| 48 Komentarzy »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
W piątek Sylwestra i nie wiem, na co się zdecydować. Są trzy możliwe scenariusze spędzenia tej nocy i powitania Nowego Roku
1. Tradycyjnie
Czyli na wsi, z rodzicami. A właściwie z mamą, przed telewizorem. Ojciec pewnie wypiję coś wcześniej i położy się spać już około 22. Przed północą trzeba będzie wyciągać go betów na otwieranie szampana i noworoczny toast.
Miałoby to nawet sporo plusów. Właściwie widzę tu same plusy. Będzie spokojnie i nie czekają mnie żadne rozczarowania. Mama by miała towarzystwo. Nie musiałbym nic robić, wydawać żadnej kasy – wystarczy sama moja obecność.
2. Enigmatycznie
Czyli z bratem, z bratową i… I więcej nic nie wiem. Ani kto jeszcze będzie u młodszego, ani jakie planują atrakcje. Ta enigmatyczność jest lekko niepokojąca. Ewentualne koszta minimalne. Przez święta wypiłem tylko kieliszek swojej paprykówki, więc mógłbym zabrać butelkę, dokupić jeszcze jakiegoś szampana, wziąć trochę rogalików (jutro pieczemy na babki urodziny) i byłbym gotów.
3. Ludnie
Czyli w Warszawie, w GejHousie, z Robertusem i innymi mniej, czy bardziej znajomymi osobami. Nie ukrywam – pokusa wyjazdu jest ogromna. Zauważalne plusy:
– Kilka dni z Palnikiem, maksymalnie do poniedziałkowego ranka. Panowie P&P dłużej nie mogą mnie gościć, a i ja muszę wracać szybko do Kętrzyna, bo trzeciego stycznia urodziny babki;
– Spotkanie z Sojuzem. Nawet gdyby nie zjawił się u Robertusa na Sylwka, skoro byłbym już w stolicy, miałbym okazję oddać mu pożyczone książki. Co jak co, ale książki należy zwracać. Już szybciej zapomnę komuś, że wisi mi kasę, niż cokolwiek pożyczonego z mojej biblioteczki. Mama się dziwi, że nie rozmawiam z Renatą, najbliższą koleżanką z podstawówki. O czym miałbym? O tych komiksach Bohdana Butenki, które pożyczyła, gdy miała 10 lat i nie zwróciła do tej pory? Przygody Gucia i Cezara są teraz prawie nie do zdobycia!
– Miałbym okazję (kto wie, czy nie ostatnią) poznać osobiście Madiego i Webera, urealnić kolejne dwie wirtualne znajomości.
Niestety tu się zaczynają się też moje wątpliwości. Czy będę potrafił bawić się w tym towarzystwie? Nie chodzi mi o konkretną grupę ludzi, tylko ogólnie o grupę, jakąkolwiek. Stać z boku i obserwować rozbawione pary – nie wiem, czy akurat tego na koniec roku potrzebuję najbardziej.
Muszę się dobrze zastanowić.
A najlepiej, gdyby ktoś pomógł mi w podjęciu decyzji.



