IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Pierwszy dzionek bez babki upłynął mi na sprzątani chaty, zakupach, przepierce i oglądaniu telewizji. Dopiero wieczorem znalazłem czas (a może bardziej chęci?) na włączenie komputera.
Gdyby mi się chciało mógłbym policzyć wszystkie słowa, które wypowiedziałem dzisiejszego dnia. Te „dzień dobry/dziękuje” rzucane w sklepach i „Zaraz sprawdzę” – będące odpowiedzią na pytania o drobne przy płaceniu rachunków.
Wtorek 2005.06.07
Pinokio poszedł do pracy na dziesiątą.
Przy śniadaniu kończę lekturę „Świata bez kobiet” Agnieszki Graff. Łukasz znów śpi do 13.
Popołudniowa atrakcja – skręcamy jedną z dwóch szafek na płyty CD.
18:00 Dzwonię do Sojuza.
Ja: Jestem w Warszawie.
Sojuz: Wiem. Miałem SMS-a od Jacorka.
Ja: Mógłbym się wprosić na kawę. Przy okazji oddałbym książkę.
Sojuz: Właśnie wróciłem z pracy.
Ja: Aha. A wybierasz się na spotkanie z Żurawieckim? To oddam Ci książkę na Chłodnej.
Sojuz: Mam zamiar. Jestem umówiony z Weberem. Będzie…
Bla, bla, bla… I tak się wcisnąłem na krótką wizytę.
19:45 Szybka kawa u Sojuza w towarzystwie Webera.
20:30 Chłodna 25 (róg Żelaznej. Dopiero w domu zajarzyłem, że to gdzieś w tej okolicy w czasie wojny była kładka łącząca małe getto z dużym) Dyskusja na temat „Alternatywne modele rodziny – rozwój?”
Kingę Dunin wypatrzyłem już w kawiarence na górze. Wino gratis. Sojuz wybiera czerwone.
W piwnicy na honorowym miejscu Bartosz Żurawiecki. Spotkanie prowadzi Krzytom. Na którego z nich patrzeć? Można dostać oczopląsu.
21:50 Rasko. Nieoczekiwane i nieplanowane. Przyłączam się do Webera i Sojuza. A może znów wpraszam do towarzystwa? Początkowo głównie pan W napędza i podtrzymuje rozmowę. Sojuz chyba faktycznie potrzebuje alkoholu żeby się rozkręcić. Mnie nie pomagają żadne wspomagacze.
Wracam do Pinokia znów około pierwszej. To chyba wpływ wypitego przez Sojuza piwa sprawił, że moje pożegnanie było tak wylewnie. Z Ronda ONZ Weber podrzucił mnie taksówką w Aleje Jerozolimskie. Dalej drałuję na piechotę ciemnymi, pustymi uliczkami. Kładę się spać o trzeciej.
Środa 2005.06.08
Nawet nie próbuję wstawać na poranny autobus.
Śniadanie z Pinokiem. Łukasz śpi do dwunastej.
Pada. Do 13:30 czekam na poprawę pogody, a potem denerwuję się, że się spóźnię, bo jak raz żaden czerwoniak nie chce jechać na Dworzec Zachodni (a mogłem spokojnie wybrać się metrem na Dworzec Gdański, bo okazało się, że mój autobus też się zatrzymuje w tamtej okolicy).
Dworzec Zachodni PKS o 14:10. Od Mrągowa kropi – w Kętrzynie (jestem po 19:25) leje jak z cebra. Zanim dotarłem do domu przemokłem doszczętnie.
Read Full Post »