Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Agnieszka Graff’

Stres trochę lżejszy. Babka zjadła z apetytem i śniadanie i obiad (drugi dzień z rzędu), więc może już dochodzi do siebie po środowej kąpieli. Mama doszła do wniosku, że jednak się skusi na lekturę „Świata bez kobiet”¹.
– Wieczorami teraz tak długo jasno, a nie ma nic do oglądania w telewizji, same powtórki, to będę miała czas żeby poczytać – powiedziała². – A ty już skończyłeś?
– Kiedyś to czytałem³. Teraz kupiłem nowe wydanie, poszerzone. Na razie siedzę w grubej powieści, to spokojnie mogę mamie pożyczyć.
Tym bardziej, że następne w kolejce są dwa tomy fantasy pani od trupa w bajorku.

_______________
¹ Przed jej ostatnią wizytą wyłożyłem książkę na środku stołu w pokoju. Przypomniałem sobie przy okazji, że przed laty na babkę zawsze to działało. Nie miała w zwyczaju grzebać w moich książkach na półkach, ale wystarczyło, że zostawiłem którąś na stole – od razu brała się za lekturę. Chyba tylko jeden „Seks w wielkim mieście” Candace Bushnell sobie odpuściła. Tytuł ją zniechęcił.
² Rano, przez telefon.
³ Egzemplarz miałem pożyczony od Sojuza. Bardziej żeby mieć pretekst do kolejnego spotkania, gdy już książkę przeczytam i trzeba będzie ją zwrócić, niż dla zainteresowania tekstami Agnieszki Graff.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Pierwszy dzionek bez babki upłynął mi na sprzątani chaty, zakupach, przepierce i oglądaniu telewizji. Dopiero wieczorem znalazłem czas (a może bardziej chęci?) na włączenie komputera.
Gdyby mi się chciało mógłbym policzyć wszystkie słowa, które wypowiedziałem dzisiejszego dnia. Te „dzień dobry/dziękuje” rzucane w sklepach i „Zaraz sprawdzę” – będące odpowiedzią na pytania o drobne przy płaceniu rachunków.

Wtorek 2005.06.07

Pinokio poszedł do pracy na dziesiątą.
Przy śniadaniu kończę lekturę „Świata bez kobiet” Agnieszki Graff. Łukasz znów śpi do 13.
Popołudniowa atrakcja – skręcamy jedną z dwóch szafek na płyty CD.

18:00 Dzwonię do Sojuza.
Ja: Jestem w Warszawie.
Sojuz: Wiem. Miałem SMS-a od Jacorka.
Ja: Mógłbym się wprosić na kawę. Przy okazji oddałbym książkę.
Sojuz: Właśnie wróciłem z pracy.
Ja: Aha. A wybierasz się na spotkanie z Żurawieckim? To oddam Ci książkę na Chłodnej.
Sojuz: Mam zamiar. Jestem umówiony z Weberem. Będzie…

Bla, bla, bla… I tak się wcisnąłem na krótką wizytę.
19:45 Szybka kawa u Sojuza w towarzystwie Webera.
20:30 Chłodna 25 (róg Żelaznej. Dopiero w domu zajarzyłem, że to gdzieś w tej okolicy w czasie wojny była kładka łącząca małe getto z dużym) Dyskusja na temat „Alternatywne modele rodziny – rozwój?”
Kingę Dunin wypatrzyłem już w kawiarence na górze. Wino gratis. Sojuz wybiera czerwone.
W piwnicy na honorowym miejscu Bartosz Żurawiecki. Spotkanie prowadzi Krzytom. Na którego z nich patrzeć? Można dostać oczopląsu.
21:50 Rasko. Nieoczekiwane i nieplanowane. Przyłączam się do Webera i Sojuza. A może znów wpraszam do towarzystwa? Początkowo głównie pan W napędza i podtrzymuje rozmowę. Sojuz chyba faktycznie potrzebuje alkoholu żeby się rozkręcić. Mnie nie pomagają żadne wspomagacze.
Wracam do Pinokia znów około pierwszej. To chyba wpływ wypitego przez Sojuza piwa sprawił, że moje pożegnanie było tak wylewnie. Z Ronda ONZ Weber podrzucił mnie taksówką w Aleje Jerozolimskie. Dalej drałuję na piechotę ciemnymi, pustymi uliczkami. Kładę się spać o trzeciej.

Środa 2005.06.08

Nawet nie próbuję wstawać na poranny autobus.
Śniadanie z Pinokiem. Łukasz śpi do dwunastej.
Pada. Do 13:30 czekam na poprawę pogody, a potem denerwuję się, że się spóźnię, bo jak raz żaden czerwoniak nie chce jechać na Dworzec Zachodni (a mogłem spokojnie wybrać się metrem na Dworzec Gdański, bo okazało się, że mój autobus też się zatrzymuje w tamtej okolicy).
Dworzec Zachodni PKS o 14:10. Od Mrągowa kropi – w Kętrzynie (jestem po 19:25) leje jak z cebra. Zanim dotarłem do domu przemokłem doszczętnie.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Rano znów miałem trudności z wstaniem przed jedenastą. Babka zaczyna już na to patrzeć krzywym okiem. Trudno.
Po zakupach i chwili przy komputerze (z planowanych 30 minut przy śniadaniu wyszły mi dwie godziny) wybrałem się do ogrodu zająć zarośniętą ścieżką.

+ + +

Sobota 2005.06.04

Godz. 14:05 (w autobusie)
Jestem przy 111 stronie rozważań o płci w polskim życiu publicznym. Planowany przyjazd do Warszawy godz. 15:22 (DK Centrum, na 16:00 jestem umówiony z Pinokiem przy stacji metra). Za Chiny nie wyrobię się z lekturą (całość liczy 288 str).

Godz. 14:10 (Pułtusk; bez zajeżdżania na dworzec)
Im bliżej stolicy tym niebo bardziej zachmurzone. Przynajmniej nie przegrzeję się w swojej jeansowej kurtce.
Zapomniałem kapci i planu Warszawy. Ciekawe czego jeszcze nie zapakowałem. Nauczka, że nie należy podejmować decyzji o wyjeździe w ostatniej chwili (ewentualnie trzeba przyjąć zasadę, że rozpakowywanie torby podróżnej to żadna praca i przygotować się do wyjazdu nawet wtedy, gdy nie podjęło się jeszcze ostatecznej decyzji).

Godz. 15:55 Metro Centrum (siedzę na parapecie przy wejściu na pasaż handlowy)
Nagrzane powietrze oblepia niby wata.
Cholerny katar! W autobusie mało nie wysmarkałem mózgu. Nos – tak czuję – musi być zatarty do czerwoności. Trzeba było zostać w domu. A na pewno powinienem wybrać spokojniejsze miejsce na spotkanie z panem P. Nawet nie wiem z której strony faceta wypatrywać. W takiej chwili jak nic przydałaby się komórka!

+++

Piątkowy wieczór spędzam przy Trójce. Załapałem się na końcówkę Listy Przebojów (notowanie 1219). Teraz mam reggae i „Czarny piątek” audycję Hirka Wrony¹. Niezła odmiana po sączącej się w dzień z głośników odtwarzacza płycie od Sojuza – „Catulli Carmina & Trionfo Di Afrodite” Carla Orffa.

________
¹ Spodobała mi się wypowiedź obecnego w studiu jednego z polskich regałowców (reggae), który stwierdził, że udział w jutrzejszej warszawskiej paradzie to nie kwestia tego z kim sypiasz, ale co myślisz o tolerancji i postępowaniu polityków)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Gdzie spojrzę – brudno. Czego się dotknąć – od razu się sypie. Wczoraj od razu po przyjściu do domu musiałem się zabierać za zepsutą spłuczkę. Dziś zajęcia dostarczył mi przeciekający zlew w kuchni. A tu jeszcze babka brzęczy nad uchem żeby poszedł do ogrodu wypielić ścieżkę.
– Przecież ten ogródek miał być tylko dla babci przyjemności. – zauważyłem
– Ale nie daję już rady. Gdybym nie mieszkała z tobą poprosiłabym jakiegoś sąsiada, a tak…
– Dobrze, przecież nie mówię, że nie pójdę. Ale na pewno nie teraz, nie dzisiaj.
– Bo chciałabym przed wyjazdem do Szczytna zrobić wszędzie jako taki porządek.
Pieprzony ogródek!

Ale wracajmy do tytułowych notatek z podróży.

+ + +

Sobota 2005.06.04

Godz. 10:15 (w autobusie do Warszawy)
Więc jednak.
Zastanawiałem się od piątej rano.
„Jechać? Kiedy tak strasznie się pocę i nos nadal zapchany. A jak się rozchoruję na dobre? Tylko będą problemy. Rozsądniej byłoby zostać w domu”.
Drzemka.
„Ale skoro już uprzedziłem babkę. I jestem umówiony z Pinokiem… A kto wie kiedy trafi się taka okazja, żeby zobaczyć Żurawieckiego na żywo? Jadę!”
Drzemka.
„Nie. To nie ma najmniejszego sensu. Akurat tylko mnie potrzeba w Warszawie! [w przebitkach wspomnienia z Sylwestra u ROBERTUSA] Gdzie ja się pcham? Żałosny frajer!”
Drzemka.
„Ale byłoby fajnie spotkać się z Palnikiem, zrobić mu niespodziankę nieoczekiwanym pojawieniem się pod jego drzwiami.”
Drzemka.
„Tylko to nieciekawe samopoczucie… Pakować się w takim stanie komukolwiek do łóżka – nawet tylko żeby się przytulić – to chory pomysł.”
Drzemka.
„Ale kto powiedział, że musi być jakiś seks? Samo wtorkowe spotkanie z Żurawieckim (o ile zdecyduję się poprosić Bartosza o autograf) to też niezła atrakcja.”
Drzemka.
I tak do ósmej.
„Wóz albo przewóz. Trzeba się na coś zdecydować, bo jeśli miałbym pojechać (PKS 10:10) powinienem już wstawać i zacząć się pakować.” Tu złapał mnie kurcz w prawej nodze i babka zauważyła, że już nie śpię (sama od siódmej siedziała z nosem w książce).
– Jak się czujesz? – spytała, wracając na moment do współczesności z XIX wiecznej Brazylii – Nie rozmyśliłeś się z wyjazdem do Warszawy?
– Zaraz zmierzę temperaturę. Jeśli nie mam gorączki, to nie będę odkładał wyjazdu.
– To jednak chory jesteś?
– Nie, tylko ten katar…
Godz. 10:45 (Mrągowo)
Dość tego pisania (nudzenia). Przez pozostałe cztery godziny podróży mogę nie zdążyć przeczytać „Świata bez kobiet” Agnieszki Graff. Mam nadzieję, że we wtorek będzie okazja oddać książkę Sojuzowi. Niefart, że akurat w ten weekend miał swój wyjazd na kraniec Europy.

+ + +

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij