Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘2026.02.04’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Choć powinno być raczej – kto ma oczy ten wyczyta :)

Na cmentarzu nawet śladu po wczorajszym sprzątaniu. Musiałem ostro zabrać się do roboty, żeby zdążyć na mszę o 13. Obok porządkuje grób jakaś starsza pani…
    – Jak tam babcia? – spytała w pewnej chwili – Zdrowa? Dawno jej nie widziałam.
    – Zdrowa, dziękuję. Na nogi trochę narzeka, że bolą. I dlatego nigdzie daleko nie chodzi.

Przez krótką chwilę było źle. Pomyślałem sobie – „Oj, chyba z tym wtorkiem to zgrzeszyłem zbytnim optymizmem.” A wszystko przez zwykłą wizytę na Gejowie. Zajrzałem na HP i…
Ale już jest OK. Oddałem się nierealnym marzeniom i humor powrócił. :) 

Do jutra. :)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Wczoraj uporządkowałem grób dziadka, ale wieczorem była burza (z drobnym gradobiciem?) i muszę (chcę) znów dreptać na cmentarz sprawdzić, czy nie trzeba czegoś poprawić, pomnika obetrzeć z piasku itp. A po obiedzie wyjeżdżam na wieś, do rodziców. Żeby jutro z rana zapalić znicze na grobach bliskich ze strony ojca. I szybko wrócić do Kętrzyna, coby babka nie spędziła Wszystkich Świętych samotnie.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Jak pamiętamy (a gdyby ktoś zapomniał, może sobie przeczytać ponownie tekst) zaniepokojony opóźniającym się powrotem Zahary Paquito zaczepił w cukierni „Mallol” Enrique’a Serrano. Wywiązała się rozmowa…

(…) Enrique Serrano jest uosobieniem spontaniczności i braku przesądów. Nic nie robi sobie z tego, co ludzie powiedzą. Stara się pocieszyć przyjaciela swojego przyjaciela. Paquito, abstrahując od zwykłego dla niego zmanierowania i skłonności do przesady, jest rzeczywiście przerażony.

ENRIQUE SERRANO
Umówiłem się z nim o siódmej, do siódmej zostało jeszcze parę minut.

PAQUITO
Uj, już siódma?! Ja czekam na nią od dziewiątej rano.

Chwyta go delikatnie za łokieć i prowadzi w kąt sali, gdzie będą mogli porozmawiać spokojnie. Nie wypuszcza z rąk torby ze skradzionymi przedmiotami.

PAQUITO
Zobacz, dziś rano obrabowaliśmy Szkołę Świętego Jana. (pokazuje mu torbę)

ENRIQUE SERRANO
Szkołę! Upadliście na głowę!

PAQUITO
Też jej to mówiłam. Kiedy ja pakowałam kielich, ampułki, patenę, Zahara weszła do zakrystii z Ojcem Manolem.

ENRIQUE SERRANO
(Nienawistnie) Nadal uczy tam ten skurwysyn?

PAQUITO
Tak, zanim weszła do zakrystii, powiedziała, że jeśli długo jej nie będzie, żebym poszła do motelu, że zjemy razem obiad. (Płaczliwie) I czekam na nią do tej pory!

Monolog urywa się. Paquita nie może powstrzymać się od łez. Enrique Serrano stara się odjąć sytuacji dramatyzmu.

ENRIQUE SERRANO
Nie poszła przypadkiem kupić działki? Może leży teraz nieprzytomna, a ty się zamartwiasz?

PAQUITO
Kupować narkotyki? Ona? Nie poniża się do tego, zawsze ja musiałam to robić. Poza tym nie opuściłaby spotkania z tobą. Tak bardzo zależało jej, by znów cię zobaczyć! Miałyśmy ukraść twój motor…

ENRIQUE SERRANO
(Złości się) Mój motor?

PAQUITO
Tak, ten sam (wskazuje na motor), ale słuchaj, kiedy odkryła że ty to ty, zrezygnowała. A był już nasz. (Płaczliwie) Zahara miała wiele wad, jak wszystkie ślicznotki myślała tylko o sobie, ale ciebie kochała naprawdę.

ENRIQUE SERRANO
Nie mów o niej w czasie przeszłym. Jeśli się nie zjawi, musimy jej poszukać.

PAQUITO
Gdzie?

ENRIQUE SERRANO
Na policji i w szkole.

PAQUITO
(Oburzony) Spójrz tylko na mnie?!

Chodzi mu nie tylko o strój, lecz także o wypchaną skradzionymi przedmiotami torbę.

ENRIQUE SERRANO
Tak. I trzeba będzie oddać wszystko, co ukradliście.

Z typową kobiecą rezygnacją: „Niech będzie, jak chce mężczyzna”, wydaje się myśleć Paquito.

PAQUITO
(Łagodnie) Jak uważasz. (Kapryśnie) Przewieziesz mnie na twoim motorze?

ENRIQUE SERRANO
No jasne.

Dla Paquta jedyną jasną stroną tej pełnej napięcia sytuacji jest możliwość przejechania się na motorze Enrique, z tyłu, niczym włoska nastolatka.

CDN (albo i nie)

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

   – „Seks w wielkim mieście”… – babka przeczytała tytuł leżącego na stole tomiku. – Czytać takie książki to nie grzech? Spytaj księdza na spowiedzi.
– Nie mam najmniejszego zamiaru – rzuciłem.
– Żebyś jakieś ładniejsze, wartościowe powieści czytał. „Nędzników”, „Hrabiego Monte Christo”, „Jeźdźca bez głowy”¹… A ja patrzę i swoim oczom nie wierzę.

_______
¹ Chodzi o powieść Thomasa Mayne Reida. Nie mylić z filmem „Jeździec bez głowy” (Sleepy Hollow, 1999) Tima Burtona (jeden z nielicznych tytułów, na który poszedłem do kętrzyńskiego kina bez towarzystwa).

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Przedwczoraj na GG nieoczekiwanie pojawił się pan R-N.
Nie powiem, żeby był to ktoś bliski – ot, jeden ze znajomy, z tych takich bardziej wirtualnych, bo nie było okazji żeby poznać się bliżej. Dawno nie widziałem chłopaka w sieci. A tu jeszcze dał wpis „Korzystajcie z okazji, będę tylko do 19.45”.
Niecałe pół godziny na rozmowę – wypada chociaż miłego wieczoru życzyć – uznałem.
Zagadałem.

Hebius:
Korzystam. Udanego wieczoru.

R-N:
A dziękuję. I również życzę udanego wieczorku.

Hebius:
Trudno będzie, bo boli mnie głowa. Zaraz się kąpię i kładę spać.

Okazało się, że w czasie kąpiel jakoś mi ten ból przeszedł. I wróciłem jeszcze do netowania. Ale to szczegół. Wracajmy do GG

R-N:
Hihihi. Ostatnio coś za często Cię głowa boli.

Hebius:
Oj nie – raczej całkiem rzadko. Bywało kiedyś, że raz w tygodniu musiałem mieć obowiązkową migrenę.

R-N:
W ostatnim tygodniu też Cię głowa bolała.

Hebius:
Możliwe – nie pamiętam. Musiałbym w notatkach sprawdzić :)

R-N:
Sprawdź bloga. Wiesz… ja nadal go czytam.

Hebius:
Cwaniak :)

Bla, bla, bla… Pogadaliśmy sobie tak przez chwilę niezobowiązująco.

Hebius (godz. 19:45)
Zaraz koniec terminu Twojej obecności na GG. Dużo osób skorzystało z tych kilku minut, gdy byłeś dostępny w sieci?

R-N:
No fakt faktem to z Tobą jest 7 osób. Czyli dużo.

Hebius:
Faktycznie. Brawo.

R-N:
Brawo… Wiesz, a ja się martwię, bo wiem, ze znów nie będę miał dla nich czasu. A to są naprawdę mili ludzie. O… jest i 8 osoba

A ja zacząłem tak się zastanawiać…
Gdybym zniknął na miesiąc z GG i pojawił się któregoś dnia z podobnym komunikatem na te pół godziny – jestem prawie pewien, że nie odezwałby się do mnie nikt :)
Może gdybym jednocześnie zamknął na miesiąc z bloga. I przestał zaglądać na portal. Może wtedy… Chociaż nie jestem pewny :)
To chyba trzeba mieć tyle lat co pan R-N. I pewni bardziej towarzysko-rozrywkowy charakter.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Jest tradycyjnie. Do Wszystkich Świętych zostało tylko kilka dni – matka (dziś była w Kętrzynie na zakupach) wpadła w amok przygotowań. Siedzę w mieście, więc nie mogę jej pomóc z porządkami na cmentarzu, ale w tym roku udało się jej zagonić do roboty starego.
– Tylko liście workiem wynosił, a i tak marudził i burczał pod nosem – opowiadała przed obiadem. – Aż się wreszcie wkurzyłam. W końcu to jego rodzina!
Sytuacja dla mnie lekko niezrozumiała. Skoro ktoś jest ateistą (w najlepszym wypadku – agnostykiem) to – wydawałoby się – powinien przykładać jakieś znaczenie do upamiętnienia miejsca ostatecznego spoczynku kogoś bliskiego. Bo to…

Cholera – babka ogląda „Plebanię”! – zero warunków żeby skupić się na tekście, gdy za plecami człowiek słyszy te serialowe teksty. Wrrrrrr!!!!!!!

Już wolę „Modę na sukces”!

+

Wracając do ślubu brata – informacja dodatkowa dla Krzytoma :P

W sobotę nie było błogosławienia młodych świętym obrazem (tak myślałem, że ten landszaft stojący u panny T na szafie się nie nada), tylko krzyżem, który w rodzinie bratowej jest od kilku pokoleń.
– Nieważne, że młodzi biorą tylko ślub cywilny – powiedziała teściowa braciszka. – Moja matka błogosławiła mnie tym krzyżem, ja błogosławiłam nim swoje starsze córki… Zamierzam i teraz zrobić to, co do mnie należy.
A potem kazała i mojej mamie dopełnić tego obrządku :)
Starsza wspomina rzecz jako jeden z najgorszych momentów dnia.
– Nie byłam przygotowania, nie wiedziałam co robić, co mam powiedzieć. Po raz pierwszy spotkałam się z czymś takim. Nigdy jakoś nie widziałam, żeby i matka młodego… Coś tam rzuciłam tylko bez ładu i składu.
– A u babci był ten zwyczaj? – spytałem
– Był.
– Czyli zawaliła babcia sprawę, trzeba było córkę przygotować do ceremonii.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dobra, z tym dzwonieniem to może lekka przesada. W sumie nawet nie można powiedzieć, że pada. W powietrzu jest raczej taka deszczowa mgiełka. Ale ludzie noszą parasole.
Rano byłem zrobić opłaty za mieszkanie. Po głowie przez cała drogę chodziła mi melodia z piosenki śpiewana przez Julię Andrews w „Dźwiękach muzyki” – tej z wyliczaniem jakichś przedmiotów (o ile dobrze pamiętam z polskiego tłumaczenia). I „deszczowy tekst” Jeremiego Przybory w wykonaniu Ireny Kwiatkowskiej…

Deszcz pada. W sennym płaczu rynien
odchodzę. Tyś wszystkiemu winien!
Za kwadrans wrócisz i nad wanną
parasol swój powiesisz – „Anno!
nie dokręciłaś wody w kranie!” –
A tu – mój list… I rynien łkanie.
I ty, czytając, będziesz łkać.
O jedenastej pójdziesz spać,
przed snem zażywszy waleriankę
i, już weselszy, wstaniesz rankiem…
O, jakżeś inny był przed laty,
gdy pierwsze mi zrywałeś kwiaty
i, jakby zaklęć twoich skutkiem,
burza szalała nad ogródkiem!
Śmiało mnie wiodłeś między głogi,
młody, namiętny i ubogi…
Aż do uśmiechów bladych ranka
pachnąca miała nas altanka,
cała wezbrana od nawałnic
i szczęścia, któreś w niej dawał mi!
Gdy z ramion naszych plotłeś splot,
za każdym „Kocham!” ryczał grzmot
i błyskawicy płonął knot,
gdyś na me usta usty spadał!…
Lecz już nie mówmy o tornadach…
Dziś próżno na prywatnym forum
czekam na burzę i na piorun.
Piorunów żądać – o, biedaczka! –
od siąpiącego kapuśniaczka…

Deszcz pada. W sennym płaczu rynien
odchodzę. Tyś wszystkiemu winien!

Ależ się tego teraz naszukałem! Dopiero za czwartym podejściem ( dla urozmaicenia miałem jeszcze restart komputera!) – a co wcześniej zastanawiania było! – trafiłem na odpowiedni plik w swojej elektronicznej bibliotece (inna sprawa, że gdyby przyszło mi wertować odpowiednie tytuły w wydaniu papierowym, trwałoby odnalezienie poszukiwanego tekstu pewnie jeszcze dłużej). To fragment z „Deszczu (suity radiowej)” ze zbioru „Baśnie Szeherezadka”. Oczywiście po głowie chodziły mi tylko te dwa pierwsze wersy…

Deszcz pada. W sennym płaczu rynien
odchodzę. Tyś wszystkiemu winien!

…Teksty Jeremiego Przybory są cudowne (dobra! a co mi tam! czasem mogę użyć tego słowa) ale na pamięć jakoś jeszcze niczego się nie nauczyłem.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij