Poranek całkiem ponury, z porcją dziwnych snów tuż przed przebudzeniem. Spotkałem Janka na korytarzu internatu – w jednym z tych snów – siedemnastoletniego, nadal ładnego i entuzjastycznie roześmianego (na mój widok?).
– To daj mi ten swój adres – upominał się. – Piszę listy do wuja dziewczyny. Bo chciał. To i do ciebie na pewno napiszę. Skoro chcesz.
„Akurat! – pomyślałem. – Napiszesz!”
I adresu nie dałem.
Po południu niebo robi się bardziej sine, jak przed deszczem, ale nie pada. I jest dość chłodno, poniżej dwudziestu stopni chyba. Planowałem ugotować na obiad gar jarzynowej, porcję na dwa dni, ale do zupy jem chleb, a przy wieczornym chłodzie więcej łaknę i się nie powstrzymuję przed dodatkową porcją kanapek. W związku z czym pół bochenka, które mam, mogłoby mi nie wystarczyć na cały weekend. Po krótkich wahaniach z ziemniaków kupionych do zupy¹ smażę placki. Nie są tak smaczne jak z czerwonych kartofli z zieleniaka, ale ze śmietaną i cukrem całkiem zjadliwe.
Mama drugi raz dzwoni po osiemnastej, gdy akurat zastanawiam się leniwie, czy już myć naczynia po obiedzie², czy jeszcze poczekać (wymyłem zaraz po rozmowie). Rozmawiamy o tym, jak nam minął dzień (mamie aktywniej, bo wychodziła do ogrodu nazbierać malin), o rozkręcającej się kampanii wyborczej, o Holland i fikcji, jaką w tym roku będzie tajemnica głosowania („Czytałem, że można oddać kartę od referendum przedartą i taki głos też nie powinien być liczony. Ale czy im można ufać?” „Właśnie. Najlepiej nie brać karty i przypilnować, żeby to odnotowali”), o niekonkretnych planach na wieczór.
Na SMS-a Mai z zaproszeniem na niedzielną wycieczkę rowerową odpisuję krótkim „Dziękuję, nie tym razem”. Na szczęście sąsiadka nie nalega, więc (do wyboru, czy może oba z poniższych i jeszcze coś innego):
– nie jestem wodzony na pokuszenie.
– nie wystawiono na próbę mojej rachitycznej asertywności.
_____________________
¹ Trzech bardzo dużych. Z Biedronki. W opisie zamiast gatunku miały prozaiczne „ziemniak myty”.
² Dwa talerze, aluminiowy garnek, o którym babka mówiła, że dziadek kupił go do podgrzewania kaszki dla syna (czyli najpóźniej w 1945?), łyżkę, dwa widelce i dwie łyżeczki.




a ja do końca sądziłem, że Hebius przesadza, że te wyciecki proponowano z czystej sympatii i dobrego serca, by udzielić mu nieco społecznego wsparcia w nie najłatwiejszym momencie jego życia. Ale najczęściej nie rozpoznaję prawdziwych motywów postępowania innych ludzi
Ty chyba patrzysz na mnie przez różowe okulary i bardzo grubo przeceniasz moją atrakcyjność jako znajomego do zwykłych spotkań towarzyskich :D
swoim wpisem nie oceniałem Ciebie, tylko tych ludzi. A też okazałeś się być dość atrakcyjny do spotkań matrymionialnych, więc nie powinieneś narzekać (no chyba że tej pani chodzi głównie o mieszkanie.. jak mówiłem, kiepski jestem w rozszyfrowywaniu ludzi)
Swatki kierują się inną logiką. Znam od siebie ze wsi przypadek, że miejscowy kawaler lubiący popić został wywieziony na Kurpie i przedstawiony pannie chętnej do zamężcia jako abstynent :D
Gatunek ziemniak myty bardzo popularny ostatnio.
W supermarketach. W moim zieleniaku są tylko niemyte i takich będę się trzymał.
„Piszę listy do wuja dziewczyny” – no, istotnie sen co najmniej dziwny 🤣
Karty do referendum tylko i wyłącznie NIE BRAĆ.
Tak pewnie zrobimy.
Z tymi listami do wuja dziewczyny, to czy przypadkiem nie chodzi o nowego adoratora Marty (roz)K(r)aczyńskiej? Nie nadążam, jakie aktualnie nosi nazwisko, ale chętnie bym poczytał jej autorstwa jakieś dzieło, np. „Małżeńskie porady moralne pieczołowicie przez Martę zebrane i przez wuja zatwierdzone”. W snach dużo rzeczy jest możliwych.
Taki garnek, to ja już bym doszorował i powiesił na honorowym miejscu do podziwiania, wszak do okaz muzealny.
Garnek jak garnek, nie ma żadnego wyglądu i się na eksponat nie nadaje.
Co do Marty Kaczyńskiej – nie śledzę jej matrymonialnych poczynań. Jak ją wychowali w domu (przypomnę, że jej matka została nazwana przez ojca Rydzyka czarownicą za podpisanie/stworzenie apelu do posłów PiS-u o nie zaostrzanie prawa aborcyjnego) tak się prowadzi. Nie mój interes.
Ja tam uważam, że warto odnaleźć piękno nawet w przedmiotach codziennego użytku.
Prowadzenie Marty nie jest mym interesem również, ale lubię z niej drzeć łacha, bo próbowała prowadzić programy w roli wyroczni moralnej. Ty odnalazłeś przyczynę jej zachowania w poglądach matki, nie do końca wiem, dlaczego nie ojca, czy wuja lub też księdza, bo przecież do kościoła chodziła również, tylko nie jestem przekonany, czy akurat w Dąbrowie Górniczej, może bardziej tam, gdzie ksiądz na otrzęsinach śmietankę z kolanka kazał sobie zlizywać dwunastolatkom.
Lech Kaczyński też nie chciał zaostrzenia prawa aborcyjnego, ale to szczegół. Marta Kaczyńska nie interesuje mnie do tego stopnia, że bladego pojęcia nie mam ani o jej karierze zawodowej, ani o miejscu zamieszkania i parafii, do której aktualnie należy. Wystarczy mi, że nie popieram Prezesa Kaczyńskiego, ani jego partii. Nie czuję potrzeby żywienia niechęci do wszystkich osoby w jakikolwiek sposób związanych z PiS-em. Wychodząc z podobnych założeń niektórzy deprecjonują Agnieszkę Holland i jej najnowszy film jako dzieło kogoś skażonego z racji pochodzenia stalinizmem.
A mnie Marta nadepnęła na odcisk przyłączając się do paranoi smoleńskiej. Dopiero przypomnienie, że 3 miliony z polisy na życie ojca nie obejmowało zamachu, więc nagle hipoteza zamachu zdała jej się nie taka pewna. Tym niemniej jej przeświadczenie, że skoro Wrona wylądował na betonie i wszyscy przeżyli, powinno znaczyć, że wyjebanie w teren lekko podmokły i zadrzewiony też nie powinno przynieść ofiar jest dla mnie klasykiem myśli nekrofilnej suki.
Bardzo emocjonalnie podchodzisz do życia publicznego w Polsce i tych wszystkich zawirowań w świecie polityków :) Mnie zamach smoleński interesował w minimalnym zakresie, nie większym niż każda taka porównywalna liczbą ofiar katastrowa lotnicza. A że dziewczyna ma łeb na karku i potrafiła skorzystać finansowo mimo niewątpliwej tragedii, to ja bym jej policzył na plus :D
Śmierć śmiercią, ale życie toczy się dalej i po żałobie żyć trzeba nadal. A dziewczyna nie jest sama, ale ma też troche drobiazgu narodzonego (w sumie nawet nie wiem ile, dwójkę? trójkę?) i musi myśleć o przyszłości dzieci.
Nie lubię jarzynowej zupy 😔
A co zrobię z kartą do referendum jeszcze się zastanawiam.
Jakieś propozycje?
Nie ma co kombinować, nie brać i już.
Tylko nie wiem
Czy te karty nie będą w pakiecie
Na jeden podpis
Na dwa z tego co się orientuję.
To można nie brać w takim razie
Zrobisz jak uważasz.
Ma razie ja tak dokładnie po prawdzie to nie wiem co uważam.
Obejrzałam drugi odcinek Dewajtisa
I na tym zakończę
Aaa… Zupełnie zapomniałem o tym serialu.
To już chyba nie będę się brał za oglądanie, skoro tak szybko odpadłaś :)
Znudził mnie ten serial
Konkretnie dwa odcinki.
Takie to teatralne, stroje jakby krawcowa dopiero co na plan przywiozła.
I bym mogła jeszcze trochę ponarzekać 😏
Krajobrazy piękne
Jeden plus.
Dobrze, że chociaż tyle :)
Z tego co czytam frekwencja przy urnach ma być nędzna. Narzeka każdy, ale żeby pójść głosować… Ech… Mam nadzieję że się zmobilizujesz :-)
Tak, jeszcze nie wiem, na kogo zagłosuje*, ale na wybory najpewniej się wybiorę.
________
* wiem, na kogo nie zagłosuję na pewno
Byle by nie na PiS i konfę :-)
Bez obaw.
Po różnych zabawach myślowych, co mogłabym napisać na karcie referendalnej, stoję na stanowisku, że nie wezmę.
Tak, to absurdalne referendum powinno być nieważne z powodu zbyt niskiej frekwencji.
czytałam o plackach z cukrem ale widzę, że na komentarz już brakło weny
A może to było o innych? Ostatnio często smażę placki.