Codzienny dzień Atanazego nie był dniem zwykłych ludzi, ale wszystko to było ciągle nie to i nie to.¹
W południe 24°C i spore zachmurzenie. Wieczór jakiś chłodny. Wychodząc na spacer, nakładam flanelową koszulę.
Po dwunastej zaszła Barbara. Spotykała się z matką (swoją) i odebrała okulary Pawła (630 złotych; w gratisie buteleczka płynu do czyszczenia szkieł). U mnie wypiła herbatę, przekąsiła co nieco i poleciała po godzinie na najbliższy autobus. Jakie to szczęście, że mimo wakacyjnej pory przewoźnicy nie zawiesili żadnych kursów.
Na obiad gotuję ziemniaki do chłodnika. Pod wieczór znów zmogła mnie senność i przed spacerem muszę się położyć na chwilę. Tym razem nie zaglądałem do Annie Ernaux (przy ostatniej bytności w bibliotece wziąłem jej „Bliskich”), więc to raczej wpływ pogody, a nie lektury. Zresztą Ernaux czyta się całkiem dobrze.
________
¹ Pożegnanie jesieni, Stanisław Ignacy Witkiewicz,




Ja pierdzielę, to już tyle zwykłe okulary kosztują, czy wybrali jakąś specjalną opcję, np z pozłacanymi oprawkami?
Oprawki wyglądały na takie całkiem najzwyklejsze.
W takim razie świat oszalał skoro aż tyle kosztowały.
Fryku pisze (w komentarzu na dole), że płacił już o wiele więcej, więc widać takie teraz normalne ceny za okulary.
Ja właściwie też powinienem nosić, ale w dupie to mam 😂
Interesujące :D
Hebius w tym nie było podtekstu!!! 😂😂😂😂
Jasne, jasne :D
Ale i tak sobie wyobraziłem, jak bierzesz okulary w futerale i… dzielny człowiek :D
Hebius! Na litość boską! Jaki miałbym cel w tym by pchać sobie okulary w dupę? Zresztą może lepiej nie mów! 😂😂😂😂😂
:D
Ok, niech no spojrzę (być może korekta), chciałeś powiedzieć, że sen Cię pokonywał, czy wyczerpywał? Bo jeśli pokonywał to „zmożony”.
Skomplikowana sprawa.
Bo tak:
„Zmorzony to przymiotnik będący synonimem określenia zmęczony i wiążący się z czasownikiem zmęczyć. Spotkamy się z nim przede wszystkim w związku frazeologicznym: „zmorzył kogoś/morzy mnie sen”, oznaczającym, że sen kimś owładnął, ktoś zmęczony zapadł w sen lub ktoś znajduje się na granicy zaśnięcia”
A z drugiej strony tak:
„Forma ZMOŻONY jest imiesłowem przymiotnikowym biernym utworzonym od czasownika ZMÓC. ZMOŻONY zatem to inaczej ‚zwyciężony, pokonany’ (taki, którego ktoś zmógł lub coś zmogło). Forma ZMORZONY również jest imiesłowem przymiotnikowym biernym, ale utworzonym od czasownika ZMORZYĆ (w którym rdzeń jest ten sam, co np. w MÓR, POMÓR). ZMORZONY to inaczej ‚wyczerpany, straszliwie zmęczony’. Napiszemy zatem: ZMOŻONY SNEM, ale: ZMORZONY NADLUDZKIM WYSIŁKIEM. Różnica semantyczna nie jest jednak ogromna.”
Idźta z takimi wyjaśnieniami 🤣
O, tu pani wyjaśnia:
https://trojka.polskieradio.pl/artykul/876157
Teraz już jestem kompletnie ZMOŻONA.
No tak… po nocy pisałem to i się dobrze nie zastanowiłem.
Ta wczorajsza wieczorna senność to jednak nie była straszliwa i nie do pokonania, przy odrobinie chęci mógłbym łatwo z tej drzemki zrezygnować, więc zmienię na zmożony.
Wybrałem ostatecznie wersję całkowicie bezpieczną:
Ciekawe, że Wielki słownik języka polskiego odnotowuje jedynie zmorzenie.
Czyli faktycznie chodziło Ci o odmianę „zmóc”, a nie „zmorzyć”. I git. Też kiedyś nie znałam różnicy (dopóki nie zaczęłam pisać bloga).
Skomplikowanie ujęłam w streszczeniu. „Zmorzyć” kojarzy się mi właśnie z pomorem, umieraniem, i tak sobie pomyślałam, że chwilowo Darkowi nie o to chodziło :)
Spoko, bez problemu wszystko zrozumiałem :)
Właśnie, też mnie ta cena okularów bulwersuje – czy tyle właśnie kosztują czy też wybrał jakieś nie wiem, mega markowe czy co?
Sama powinnam sobie chyba wreszcie zafundować, bo posiłkowanie się lupą przy byle okazji jest słabe…
Ponoć wybierali zwykłe, ale czort ich wie. W każdym razie jeśli to jakieś markowe oprawki, to ta marka jest bardzo dyskretna i cena nie odbija się na wyglądzie :D
Babka, jak była ostatni raz u okulisty, wybrała markowe oprawki do okularów na co dzień (Dolce&Gabbana) i to było widać od razu, bo eleganckie były i od razu zwracały na siebie uwagę.
Ja w zeszłym roku kupiłem okulary w Polsce, w Vision Express. Szkła były bulwersojaco drogie (chyba 2200 zł). Oprawki YSL to już tylko dodatek.
A jak ty robisz chłodnik? To taka zupa z młodych buraków, ze śmietaną? I to na zimno się je? Bo ja kiedyś jadłem coś na maślance, bez gotowania i było pyszne. Były tam młode buraki z liśćmi i starte ogórki kiszone. No i pewnie przyprawy. Z jajkiem.
To pewnie brat też płacił głownie za szkła.
Tak, chłodnik jest na botwinie i na zimno. Ale sam już nie robię, bo dla jednej osoby nie bardzo się da. Nawet gdy robiłem z babką wychodził nam zawsze gar, który się jadło przez trzy dni przynajmniej. Teraz to by mi wystarczyło na tydzień, a nie jestem pewny czy takie długie przechowywanie chłodnika w lodówce jest zdrowe.
Na szczęście gotowy chłodnik – w takich pojemnikach jak duża śmietanę, czy jogurt (400 ml) – w sezonie można kupić gotowy. Swój jest inny, ale i ten kupony można doprawić. Ja przeważnie tylko zagęszczam tartym (na buraczanej tarce) surowym ogórkiem.
Rozbawił mnie ten fragment o kursach autobusów. 😀
Barbara by pewnie nie dostrzegła w nim niczego zabawnego :)
Z pewnością.
Ale żeby nie było, ja ją w sumie nawet dość lubię :)
O, to dobrze.
:)
Byłeś na spacerze dzisiaj? Wydaje mi się, że jest przyjemnie :-)
Tak, w piątek wieczorem było chłodniej, ale tylko na tyle, by dopingować do szybszego marszu.
Ernaux czytasz.
To powiedz czy mam kupić „Bliskich”‚
Będę miała wtedy komplet z „Latami”
I wtedy dopiero przeczytam
Kup. Tomik nie jest gruby, dużo miejsca nie zajmie.
A ten kawałek, który przeczytałem, był dobry. Podoba mi się taki prosty, spokojny sposób pisania.
prosty, ale czy nie nazbyt prosty?
Skoro Nobla jej dali, to chyba nie :)
Wydaje mi się, że Ēdouard Louis pisze trochę podobnie. Albo może tylko się zasugerowałem tym, że on też jest Francuzem z niższej klasy i pisze mocno biograficznie.
„W życiu Jadzi brakowało równowagi, bo ubywało jej żywych, a przybywało martwych.”
-„Chmurdalia”-Joanna Bator
Niby proste, ale jakże prawdziwe
Do Bator jeszcze nie zaglądałem.
Jakby co omijaj „Rok Królika”
Przed „Chmurdalią” trzeba przeczytać „Piaskową Górę”
Czytałam jeszcze „Ciemno, prawie noc”
Muszę przeczytać „Gorzko, gorzko”
Sprawdzę, co jest u mnie w bibliotece. Ale na razie mam jeszcze dwie prozy Annie Ernaux.
Oprócz Bliskich
Dwie??
„Bliscy” to trzy prozy w jednym tomie. Na razie przeczytałem pierwszy tekst, o ojcu autorki. Zaczynający się od jego zgonu. Drugi teks jest o jej matce. I zaczyna się od tej matki pogrzebu :D Dlatego lektura idzie mi powoli, bo to nie jest odpowiednio dobrana rzecz na czas żałoby.
Już wiem
Bliscy to
-Miejsce
-Pewna kobieta
-Druga córka
Tak. „Druga córka” jest o siostrze pisarki, zmarłej w wieku sześciu lat, jeszcze przed narodzinami Annie Ernaux.
Dobry tekst.
Nawet się do aniołków nadaje.
Kupię
:D
A ja podrzucałem ci zdjęcie tego aniołka (amorka na delfinie) z fontanny przy szpitalu? Bo zrobiłem w sobotę nowe jak byłem na spacerze.
Czwarty rząd pod Mistrzem i Małgorzatą.
Masz inne ujęcie?
Tak, mam inne. Chociaż nie wiem, czy ci się przydadzą. Ale i tak wyślę :D
Każdy aniołek na wagę złota😁
Mam to na uwadze :)
😁
Ooo nigdy nie słyszałam o płynie do szkieł. U mnie zawsze dają szmatki do czyszczenia
Chusteczka w futerale to chyba teraz norma.