Po pobieżnym przejrzeniu zawartości wynoszę na strych wiklinowy kosz spod maszyny do szycia. Na obiad jest szczawiówka na białej kiełbasie. Akurat przed dwunastą wpada na chwilę Kunegunda (ostatni dzień praktyki miała krótszy), więc mama odstępuje wnuczce swój kawałek kiełbasy. Samej zupy zostało mi jeszcze na jutro. Po trzynastej odprowadzam mamę do autobusu, robię małe zakupy w Biedronce i oddaję w bibliotece tom opowiadań Babkiny (Wichę przedłużam na czerwiec). Popołudnie przesypiam.




Kochany też popołudniem sobie chrapnął. Widocznie nie tylko w Polsce taki dzień :)
Najwidoczniej.
Wicha
Czyli co?
Rzeczy, których nie wyrzuciłem.
Przespałam popołudnie.
Jak widać w komentarzu Świechny – więcej nas takich było :)
Lubię szczawiówkę do tego stopnia że i mrożę szczaw, żeby w zimie móc gotować 😉 A tych drzemek Ci zazdroszczę… Może to przyjdzie do mnie z wiekiem 😅
Szczawiowa jest dobra od czasu do czasu, raz na miesiąc, albo raz na pół roku.
Nie twierdzę że jem ją codziennie 😉
Niczego podobnego nie pomyślałem.
Mama robiła szczaw w słoiku, żeby gotować szczawiową i w zimie. Ja tego nie robiłam jeszcze nigdy, ale kto wie, kto wie… jak teraz zacznę gotować zupy dla Ojczastego…
Dziadek kiedyś robił taki wekowany szczaw (ewentualnie tylko zbierał leśny, a babcia zajmowała się obróbką) i sprzedawał do baru.
Choćbym miała przez pół roku zarwane wszystkie nocki nie potrafiłabym zasnąć w dzień. Próbowałam wielokrotnie.
Ja chyba nigdy nie miałem z tym problemu.
Nie wyrzucaj przypadkiem tego wiklinowego kosza.
Nie, nawet nie miałem takiego zamiaru.
A co to za obrazek?
Obrazek? Jaki obrazek?
musisz być nie najgorszym kucharzem jak młodzież się u ciebie stołuje :)
Przecież mama wtedy u mnie była! Nie mówię, że nie umiem gotować, ale gdy mam mamę z wizytą to ona rządzi w kuchni :D
ale Twoje obiady też Kunegunda zjada przecież ;)
Moich chyba nie miała jeszcze okazji.
Oooo serio? To nie zwróciłam uwagi
:)