Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Pumex’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Właśnie się zastanawiam czy zjeść kolację. Chyba za dużo było w ciągu dnia truskawek ze śmietaną, dlatego jakoś w ogóle nie jestem głodny.

Na Gejowie pojawił się Pumex – nie jako przelotny gość, ale dość aktywny użytkownik. Założył sobie konto pod innym nickiem, więc trochę trwało zanim dowiedziałem się, że to on. Po raz pierwszy mam sytuację, że spotykam w sieci człowieka, którego wcześniej poznałem w realu.

Onet coś dziś szaleje. Chyba nie ma co się z systemem zmagać. Zrobię sobie blogowy urlop. Będę mógł się wcześniej położyć spać. Zwłaszcza, że Pinokio spędza urodzinowy wieczór poza domem.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Przygotowałem sałatkę z tuńczyka (tuńczyk nie wiem dlaczego kojarzy mi się przede wszystkim z kocim żarciem), wykąpałem, ogarnąłem w kuchni… Nie mam najmniejszej ochoty na TV. Ani na żadną książkę (na doczytanie czekają cztery tytuły). Po leniwym dniu spędzonym w Sieci znów zasiadłem przy komputerze. Z WMPlayera leci nieprzerwanie płyta zespołu The Waverly Consort „Spanish Music of Travel and Discovery”. Nie mogę się od niej oderwać.

Babka przewraca się z boku na bok. Chyba nie może zasnąć. Podobno w nocy coś mówiłem/śpiewałem przez sen. Na spokojnie było i bełkotliwie, więc babka nie budziła mnie i nic nie zrozumiała. Zastanawiam się, czy nie usiłowałem przypadkiem nucić tego kawałka o Sycylii, co to jest najpiękniejsza na świecie

Ayo visto lo mappamundi
É la carta de naviguari,
Ma Xixilia me pari
La piů bella d’aquesto mundi.

Tydzień temu o tej porze byłem na imprezie u Pumexów, znajomych Palnika. Szwedzki stół (dwa rodzaje sałatek, chipsy i solone orzeszki – a ja zjawiłem się cholernie wygłodniały, bo nie jadłem obiadu), gorzałka i dziewięć osób w jednym mieszkaniu. Szymon (zwany Pumexem – od fryzury – lub Hyaćką – od Hiacynty z „Co ludzie powiedzą”) w pewnym momencie przysiadł się do mnie i próbował pogadać (poczucie obowiązku = gospodarz powinien zabawiać rozmową gości), ale szybko został odwołany przez kogoś… i w sumie przesiedziałem cały czas tak lekko na uboczu, obserwując i przysłuchując się temu co mówią inni. Jakoś ciężko było mi się włączyć do ogólnej zabawy. To nie mój żywioł takie masowe spotkania. W ogóle bezpośrednie kontakty z ludźmi zdają się nie leżeć w mojej naturze. A może odzwyczaiłem się? Tylko czy miałem się od czego odzwyczajać?

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Dziś pierwsze spotkanie z rodzicami. Spodziewałem się jakichś pytań, prawdziwego śledztwa. Tymczasem – cisza. Matka zadowolona, że ma wreszcie z kim pogadać, przeżywa najnowszą dziewczynę mojego braciszka. Że anorektyczka, że nie może na nią patrzeć, że Pawła na całe dni z domu znika, wraca nad ranem jak do hotelu, że… Słuchałem z pewnym rozbawieniem. Dla mnie panna T. wydała się całkiem sympatyczna. I co najważniejsze, zostałem jej oficjalnie przedstawiony przez młodszego (trzecia dziewczyna – a było tych panienek multum – której raczył mnie przedstawić!), więc może faktycznie to znajomość coś poważniejszego.
– Jak tak mama może obgadywać swoją przyszłą synową? – spytałem.
– Synową? Paweł stwierdził, że nie zamierza się żenić. Zamierza żyć nowocześnie, ale ja nie pozwolę, żeby cała wioska…
Ojciec tymczasem tylko się przywitał i od razu siadł do ostatniego numeru „Nie”, a później zaopiekował piwem przywiezionym przez babkę. Podejrzewam, że gdyby nie warszawski autobus, który podjechał na przystanek, gdy po piętnastej odstawiłem staruszków na stację, w ogóle nie zostałby poruszony temat mojego weekendu w Warszawie.
– To do kogo ty właściwie jeździłeś? -zainteresowała się wreszcie mama (czy też raczej – ujawniła zainteresowanie).
– A, do takich znajomych, nie znacie…
– Co taki tajemniczy jesteś?
– Żaden tajemniczy. Po prostu do znajomych.
I dalej nic, koniec. Musiałem sam zacząć gadkę o rowerach, żeby móc – tak niejako przy okazji – wtrącić, że bardzo fajnie jeździło mi się po stolicy, że mam za sobą 30 km (w obie strony) wycieczkę do Powsina. Okazuje się, że rodzina obdarza mnie sporym zaufaniem, nawet nie podejrzewa że mógłbym zrobić coś nieodpowiedniego. Z jednej strony – ekstra, z drugiej… Nie, nie ma drugiej strony. W końcu tym razem faktycznie nie robiłem niczego złego (nawet w rozumieniu katolickiej moralności) – byłem na zwykłym towarzysko-zapoznawczym weekendzie.

Wieczorem miałem jeszcze rozmowa z babką:

Babcia: A gdzie byłeś w gościach?

Ja: W Warszawie.

Babcia: A w jakim miejscu, może u chrzestnych?

Ja: Nie, u znajomych.

Babcia: Z jakiejś okazji może? Imieniny? urodziny? Piotra i Pawła?

Ja: Nie, tak bez okazji

Babcia: No i dobrze.

+

Tydzień temu o tej porze byłem chyba jeszcze u Szymona (Pumexa) i Darka. Pamiętna kolacja (przy świecach) w stylu Hiacynty Bucket (czytaj Bukiet, nie Żakiet) to moja pierwsza weekendowa atrakcja w programie ułożonym przez Palnika. Żeberka na miodzie, kopytka (powiedziałbym – kluski), kapusta i ciekawy sos – gospodyni naprawdę postarała się :D więc spuszczę zasłonę milczenia na pewne braki na stole :P A! Deser też był niezły, choć osobiście wolę tradycyjne wiejskie wypieki. Ale kolację wspominam tak miło nie dlatego, że żarcie było dobre, ale przede wszystkim przez to, że mogłem, że miałem o czym i z kim porozmawiać.

+

Koszmarny aniołek :P który dostałem w prezencie wisi już na ścianie w kąciku między komputerem, a biblioteczką (za każdym razem gdy unoszę głowę znad klawiatury, by spojrzeć na monitor, widzę go kątem oka).

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij