Babka przesadziła z ilością ciasta na pierogi. Lepienie i gotowanie zajęło mi całą zarzuelę „Jupiter y Semele” Antonio de Literesa. Sprzątam już przy „Fassade” Lacrimosy. A wieczorem mam Mozarta w „Ja, Don Giovanni” Saury.
Posts Tagged ‘Lacrimosa’
Piątek
Posted in Lepszy rydz niż nic, Się ogląda, Się słucha, tagged Antonio de Literes, Carlos Saura, Fassade, Ja Don Giovanni, Jupiter y Semele, Lacrimosa, pierogi, TVP Kultura, zarzuela on 22 czerwca 2012| 16 Komentarzy »
A noc taka wczesna
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, tagged Anonimowa Be, blogowanie, EEK, Elodia, GG, korekta (a), Lacrimosa, Pinokio, R/ZT on 28 kwietnia 2005| 21 Komentarzy »
IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Siedzę od godziny nad czystą kartką papieru (kartką wirtualną) i nie napisałem nawet jednego słowa. W głowie pustka.
Babka śpi.
W nowym odtwarzaczu „Elodia” Lacrimosy. Jutro będę musiał zanieść kartę gwarancyjną do podstemplowania. Przydałoby się wcześniej sprawdzić, czy sprzęt faktycznie daje sobie radę z mp3, ale nie chce mi się szukać płyty z piosenkami w tym formacie.
Widzę, że Anonimowa znów szaleje na moim blogu – właśnie spłynęło na moje konto pocztowe na Operze powiadomienie o jej ósmym nowym komentarzu
Pinokio półtora godziny temu poszedł się kąpać i zaginął. Pewnie zasnął w wannie i stąd to milczenia na GG.
Cholera! O czym mam napisać?
Lacrimosa
Posted in Import z Onetu, Przejrzane, poprawione, uzupełnione, Się słucha, tagged babka, cytat, Joy Division, korekta (a), Lacrimosa, przygnębienie, Tomasz Beksiński, zaduma on 3 listopada 2004| 56 Komentarzy »
IMPORT Z ONETU
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
Jestem jakiś taki… Chyba bierze się do mnie przeziębienie, czy inna grypa. A na dodatek…
Czegoś szukałem w sieci i trafiłem zupełnie nieoczekiwanie na stronę poświęconą Tomaszowi Beksińskiemu. Stronę z jego pożegnalnym (jak się później okazało) felietonem z magazynu „Tylko Rock”. Z dwiema audycjami, ostatnią i z „Nocą z Lacrimosą” (właśnie pracowicie ściągam sobie kolejne plik mp3). I to jest takie… przygnębiające.
Nie żebym był kiedykolwiek jakimś wielkim fanem (o ile można w odniesieniu do ludzi radia używać takich określeń) Beksińskiego, ale lubiłem jego głos. Pamiętam jedną z audycji poświęconych grupie „Joy Division” (słuchaną z kaset na magnetofonie Kasprzak) i płytę kupioną wkrótce potem.
Powracają dawne pytania o sens życia i śmierci.
Wtedy nie znałem na nie odpowiedzi – dziś je znam.
Wciąż nie wiem po co żyję. Mam tylko nadzieję, że umrę szybko.
Jakże inaczej te słowa wypowiadane przez Beksińskiego brzmią teraz.
Gdy człowiek już nie żyje.
Gdy pomógł w dopełnieniu się swoim nadziejom.
Zaduszki u mnie zaczęły się dopiero dzisiaj.
A babka siedzi przed telewizorem pasjonując się wyborami w USA.



