Feeds:
Wpisy
Komentarze

Posts Tagged ‘Interhome’

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Czyli fragment wywiadu z panią filozof z sierpniowego numeru miesięcznika INTERHOM (kupiłem numer wczoraj po południu):

Homoseksualizm jest pewnym typem seksualności, który głęboko determinuje tożsamość niektórych ludzi, tak jak katolicyzm jest pewnym typem religijności, który głęboko determinuje tożsamość niektórych jego wyznawców.

Zawsze podobały mi się wypowiedzi Magdaleny Środy.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

W niedzielę mogę się już spodziewać najazdu kuzynostwa: On, Ona i Synek (bardzo sympatyczny dziesięciolatek, taka przylepka) zwalą się tak w okolicach obiadu. Jeszcze nie ustaliliśmy ostatecznie, czy wybierzemy się na Litwę. Kaśka ma tylko dziewięć dni urlopu, a chce po wizycie na Mazurach choć na chwilę wyskoczyć nad morze. W związku z tym najpewniej wypad do Wilna rozejdzie się po kościach. Trudno. Z jednej strony szkoda, ze babka nie odwiedzi rodziny, z drugiej – przynajmniej nie będę się czuł jak głupek przy wszystkich tych Litwinach-poliglotach, których pełno w tej zagranicznej części rodziny.

W każdym razie należy przyjąć, że w związku z intensyfikacją rodzinnego życia, nie będę miał możliwości zajmowania się jego internetową częścią. Początkowo zastanawiałem się nad ogłoszeniem przerwy wakacyjnej, ale jeszcze byście się całkiem odzwyczaili od zaglądania do mojego bloga. Dlatego przygotowałem już coś zawczasu na te moje dni bez komputera – kawałek prawdziwej literatury w odcinkach, czyli moją ulubioną bajkę Oscara Wilde’a. Postaram się oczywiście dorzucić też coś od siebie, bo w końcu są tacy (zadziwiające!), którym podoba się to, co piszę.

+

Specjalnie dla Krzytoma

INTERHOME #3 – Moje refleksje po lekturze
Cz. III – ostatnia (podsumowanie)

Nie, nie jestem rozczarowany miesięcznikiem. Raczej – utwierdziłem się w przekonaniu, że nie jest mi potrzebne żadne branżowe pismo tego typu. Może dla ludzi nie posiadających stałego dostępu do sieci magazyn wyda się interesujący. Ja prawie wszystko, co wydrukowano na tych papierowych stronach, mogę znaleźć w Internecie. Może kupię następny numer, jeśli będzie w nim tekst Żurawieckiego, ale nie wróżę długiej przyszłości miesięcznikowi.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Poddaje się. Chciałem napisać coś sensownego, ale chyba pora (nawet jak na mnie) jest już zbyt późna. Wrzucam, co jest i kładę się spać.

Wczoraj coś mnie naszło i kupiłem kilka kartek pocztowych, takich… jakby to określić… młodzieżowych? Opiszę jedną z nich, aby lepiej wyjaśnić, o co mi chodzi (bez przykładu ani rusz). Mamy więc rysunek… Za oknem noc. Na łóżku siedzą dwie myszy. Ta z lewej trzyma paczkę po prezerwatywach. Ta z prawej ma prezerwatywę na nosie. W górze komiksowy dymek. Myszka z prawej pyta: Czy nie było do tego żadnej instrukcji?

Najważniejsze przyjaźnie nawiązuje się ponoć właśnie wtedy, gdy ma się tych naście lat. A ja… Tyle, że ja nawet jak na geja jestem dość nietypowy, więc może i w tym przypadku mogę sobie pozwolić na pewne odstępstwo od reguł?

A tak w ogóle, to skończyło się moje pięć minut. Z krótkiego urlopowego wyjazdu wrócił wczoraj do Warszawy Mikronek. Siłą rzeczy Palnik nie może (nawet gdyby chciał :P) poświęcić mi teraz zbyt dużo czasu. Powinienem być zadowolony, jeśli na godzinkę czy pół pojawi się w Sieci w tym samym momencie, co ja i będziemy mogli poklikać na GG. Nie ma sprawy. Żeby się przestawić najbliższe dni spędzę u rodziców. Ja odpocznę od kompa, ktoś odpocznie ode mnie… Tylko moi Zagorzali Czytelnicy niech nie liczą, że uda im się odpocząć od moich blotek. Niedzielny tekst został już wrzucony – pojawi się o 12.00. Miłej lektury. Ja w tym czasie będę kończył „S@motność w sieci”. Chciałbym wreszcie poznać zakończenie internetowej znajomości pewnego pana z pewną panią i wtedy zastanowić się, czy powinienem wyciągać wnioski z powieści i szukać jakichś analogii.

+

Specjalnie dla Krzytoma

INTERHOME #3 – Moje refleksje po lekturze (II)

Wywiad z właścicielem warszawskiego klubu UTOPIA. Słyszałem (czytałem) o lokalu kilka niepochlebnych opinii. Teraz widzę, że ludzie zwyczajnie demonizowali sprawę tej selekcji przy wejściu.

Jeśli stwarzam w klubie określony klimat, to sądzę, że mam prawo doboru gości. Wymagam od nich minimalnej inicjatywy. Natomiast ubiór to również element kultury clubbingu i jeśli ktoś przychodzi w ubraniu „nie z tej bajki”, to musi się liczyć z tym, że nie wejdzie, ponieważ selekcjoner może mieć wątpliwości, czy ten ktoś będzie się dobrze bawił.

No i czyż to nie urocze? Ta troska o takich prowincjuszy, jak ja. W swojej sztruksowej koszuli (zastanawiam się, czy nie kupionej przypadkiem w BIEDRONCE) na pewno nie bawiłbym się dobrze w takim ekskluzywnym klubie dla snobów. Jak to dobrze czytać prasę branżową. Wiem już, gdzie na pewno nie powinienem nawet próbować się wybierać, gdyby znów zdarzyło mi się odwiedzić stolicę.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

Po śniadaniu musiałem oderwać się na chwilę od komputera i wyskoczyć do pobliskiego sklepu (gdyby nie Palnik na GG podreptałbym hen, kilometr do ulubionego sklepiku, ale że chciałem skorzystać z okazji i się nagadać, odwiedziłem ten najbliższy) po chleb i ogórki (do chłodnika).

Sprzedawczyni (pulchniutka):
A może jeszcze deserki? Mam niedrogie.

Chodziło o coś w rodzaju serniczków na zimno zalanych galaretką.

Ja:
Nie, dziękuję. Powinienem zrzucić kilka kilogramów.

Sprzedawczyni:
Na takim wysokim mężczyźnie nic nie widać. Chciałby pan być jakimś chudzielcem? Jak by to wyglądało?

Ja:
Jednak trochę mniej by nie zaszkodziło.

Sprzedawczyni:
A ja tam wolę takich facetów przy kości.

„Ja raczej też – pomyślałem, pakując zakupy do reklamówki. – Ale lepiej zachowam to dla siebie”.

A po obiedzie, korzystając z przygrzewającego słoneczka, rozsiadłem się na balkonie i roznegliżowany szypułkowałem agrest. Niestety chyba przesadziłem lekko z tym swoim pierwszym tegorocznym opalaniem. Moje czerwone plecki wskazują, że powinienem był jednak ograniczyć sesję od 30 minut.

+

Specjalnie dla Krzytoma :P

INTERHOME #3 – Moje refleksje po lekturze (I)

 – We wstępniaku redaktora naczelnego trzykrotnie (w tak króciutkim tekściku!) odmienia się wyraz „toalety”. To już nawet ja na swoim blogu próbuję nie popełniać takiego błędu! Przecież nie tak trudno znaleźć synonimy i uniknąć tej monotonii w tekście.
– Dział INFORMACJE jest przeznaczony chyba głownie dla osób nie posiadających stałego netowego łącza. Tylko wypowiedź biskupa Desmonda Tutu była dla mnie nowością (ale pewnie dlatego, że ostatnio nie wczytuję się we wszystkie newsy na Gejowie, a innych branżowych stron nie chce mi się odwiedzać)
– Podoba mi się rubryka kulturalna (FILM, KSIĄŻKA, MUZYKA, TEATR) z prezentacją fragmentów omawianych powieści. Niestety przy „Gęstwinie dusz” Christophera Rice (tytuł już został wciągnięty do mojego notesu – „Książki do kupienia”) mamy do czynienia bardziej ze streszczeniem niż z recenzją. Wrrr… No tego to nie lubię! Całe szczęście, że to nie kryminał, bo pewnie autor tekstu (nie dziwię się, że anonimowy) nie omieszkałby zdradzić, kim jest morderca.

Read Full Post »

IMPORT Z ONETU

Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ

W wielkim świecie była kiedyś kampania „Niech nas zobaczą”.

W peryferyjnym, wyludniającym się Kętrzynie było dziś coś w rodzaju „Niech mnie zobaczą”. A teraz się zastanawiam, czy to ja się tak zmieniłem w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, czy może te wszystkie moje dziwne posunięcia (dziwne w porównaniu z moim statecznym zachowaniem sprzed stycznia) mają prozaiczne podłoże – chęć zapewnienia sobie materiału wyjściowego do kolejnej blogowej notatki? Ale do rzecz.
Wstałem jak zwykle późno, dobrze po dziesiątej. Babka od razu zaczęła napomykać o wyprawie po agrest na dżem, ale wystarczyło że wyjrzałem za okno…
– A widzi babcia te chmury? Przecież zaraz będzie padać. Nie, dziś sobie darujemy ogród. Po śniadaniu wybiorę się na rynek – może zdążę przed deszczem i kupię jakieś sandały.
Bo zdecydowanie muszę znaleźć chociaż jakieś porządne laczki. Nijak teraz wyjść mi do miasto i poopalać (w tych nieczęstych chwilach, gdy przyświeca słoneczko) moje białe giczoły – brak obuwia do szortów.
Przed dwunastą wyrwałem się wreszcie z domu. Najpierw kiosk z prasą („Blaszanego bębenka” – dziś tytuł z „Wyborczą” – już nie było, niestety), później załatwiam związkowe sprawy babki. Przed ratuszem złapała mnie ulewa – i to taka fest. Schronienie znalazłem w firmowym sklepie RUCH-u na Powstańców Warszaw. Deszcz padał i padał… Cóż było robić. Zacząłem się rozglądać po półkach (brak wolnego dostępu – można tylko lukać zza lady) z prasą. Porno – same damskie biusty, nic dla gejów. A zawsze leżało kilka tytułów – czyżby wszystko rozkupiono przed wakacjami? Komiksy… Nic co by mnie zainteresowało (wczoraj kupiłem już nowy numer PRODUKTU).
W pewnym momencie mój wzrok zawadził o znajomy tytuł. Tak! Między jakimś magazynem poświęconym fotografii profesjonalnej, a opasłym (można z powodzeniem traktować jak książkę) numerem kwartalnika KARTA leżał niepozorny INTERHOME. Miesięcznik dla gejów i lesbijek, którym (gdy w maju i wcześniej jeszcze toczyły się na FORUM dyskusje o potrzebie takiego wydawnictwa na polskim rynku) nie byłem zainteresowanym, dopóki Krzytom nie powiedział, że można znaleźć w nim teksty Bartosza Żurawieckiego.

Drobna dygresja: Mam właśnie otworzony lipcowy numer na artykule pana Bartosza „W oparach pissu”. W rogu zdjęcie autora… A ja sobie zawsze wyobrażałem po tekstach, że to ktoś super przystojny. Na zasadzie – świetnie pisze (lekturę FILMU zawsze zaczynam od jego kawałków), to i będzie świetnie wyglądał. Przeżyłem lekki dysonans poznawczy (jakby to określił pewien znajomy potomek węgierskiej arystokracji :P). Ale sam tekst…

Geje i lesbijki są w Polsce za grzeczni. Stanowczo zbyt grzeczni jak na kraj, w którym obowiązującą orientacją jest chamstwo, a kulturą i godnością osobistą osiągnie się znacznie mniej niż wrzaskiem, agresją i odmawianiem różańca na cały regulator. Jak mówisz „Proszę”, „Dziękuję” i „Przepraszam”, to ryzykujesz, że oskarżą się o prowokację.

Piss w tytule oczywiście od kaczkowatego PiS-u.

W czasie warszawskiego weekendu rozglądałem się niemrawo za w/w miesięcznikiem (bez powodzenia), bo przecież gdzieżbym śmiał kupować pedalską gazetkę u siebie. A dziś, gdy tylko zobaczyłem tytuł, ręka bez najmniejszego zastanowienia powędrowała do kieszeni. 3,90 zł wyłożone z portfela i stałem się posiadaczem dwóch numerów (bo dołączono do lipcowego zdezaktualizowany numer majowy) miesięcznika, które od razu zostały wyciągnięte z folii . Przez dwadzieścia minut, czekając na poprawę pogody, oddawałem się na oczach sprzedawczyni lekturze pedalskiej prasy.
OK. Wrzucam szybko tekst do bloga, bo mnie zaraz znów ktoś zagada (np. Jacorek skończy konwersację z Grekiem z Kanady, albo Palnik pojawi się niespodziewanie) i nie będę miał na nic czasu oddając się całkowicie wirtualnemu życiu towarzyskiemu.

Read Full Post »

Zaprojektuj witrynę taką jak ta za pomocą WordPress.com
Rozpocznij