Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ 3°C z momentami przejaśnień.
Rano radio (PR2) i komputer. Po południu spacer przez dwie godziny. Nie, żeby mi się jakoś bardzo chciało, ale postanowiłem skorzystać z ciut przyjaźniejszej pogody i nie spędzać kolejnego dnia murem w domu. Po obiedzie znów radio i w okolicach osiemnastej krótka drzemka. Budzę się na słuchowisko według powieści Jarosława Iwaszkiewicza „Księżyc wschodzi”. O dwudziestej szykuję kolację i zalegam przed telewizorem, by obejrzeć kolejny odcinek „Very”. Później włączam jeszcze komputer… i zupełnie nieoczekiwanie wsiąkam w „Sersesa” w skateparku. Nie jestem fanem udziwnionych inscenizacji barokowych oper. Tę uratowały świetne głosy, a może bardziej nagie, muskularne torsy śpiewaków.
Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ Ƹ̵̡Ӝ̵̨̄Ʒ
A teraz jeszcze obiecany album ze spaceru.
Tu było, tu stało (I)
Tu stał kiedyś kiosk RUCH-u, w którym babka kupowała gazetę z programem telewizyjnym. Najczęściej „Gazetę Olsztyńską” zapewne. Później, gdy już z nią mieszkałem i założyli nam kablówkę, „Gazeta Olsztyńska” została zastąpiona magazynem „To&Owo”.
W miejscu tej zielonej skarpy był kiedyś miejski szalet, powstały z przebudowanego poniemieckiego schronu (?). Z końcem PRL-u szalet, podobnie jak wcześniej schron, przestał być potrzebny i został zlikwidowany.
Sklep ogrodniczy prawie po remoncie. Tzn. elewacja jeszcze niewykończona, ale środek tak, więc handel już ruszył. Kiedyś był to mocno przeszklony pawilon Cepelii z białej cegły.
W miejscu kosza na psie odchody też stał kiosk RUCH-u. Babka chodziła tu po prasę, gdy zlikwidowano ten pierwszy, przy murach obronnych. Było to już w czasach, gdy gazety wabiły kupujących dodatkami w postaci płyt z filmami, więc się brało tytuły w zależności od atrakcyjności dodatku: czasem „To&Owo”, częściej „Wyborczą” lub „Dziennik”, a niekiedy i „Wyborczą”, i „Dziennik”.
Tu było kiedyś Stare Miasto. W głębi czerwony ostaniec, modernistyczna kamienica z lat 30.
W głębi zamek, po prawej zachowana zabudowa Starego Miasta wzdłuż dawnych murów obronnych.



